Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ
MZD logo Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy

 

 

STRONA GŁÓWNA

2020-08-14

15 SIERPNIA - 100. ROCZNICA BITWY WARSZAWSKIEJ - STEFAN CZARNECKI




JAK ROTMISTRZ CZARNECKI Z BOLSZEWIKAMI WOJOWAŁ

Stefan Czarnecki, ostatni przedwojenny dziedzic Dobrzycy, po krótkim epizodzie służby w Sztabie Dowództwa Głównego w Poznaniu w okresie Powstania Wielkopolskiego, został przydzielony w dniu 15 czerwca 1920 r. do 2. Pułku Ułanów Wielkopolskich. Z nim to przeżył najchwalebniejsze chwile w swoim życiu, których ukoronowaniem było przyznanie mu orderu Virtuti Militari. Warto je przypomnieć, gdyż w tym roku obchodzimy 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, a dzielny rotmistrz Czarnecki z Dobrzycy miał w nim niewątpliwie znaczący udział.

2 Pułk Ułanów powstał w dniu 29 grudnia 1918 r. w miasteczku Lwówek i majątku Posadowo, z inicjatywy plutonowego Wojciecha Świerczyka, hr. Stanisława Korzbok-Łąckiego i hr. Mieczysława Kwileckiego jako oddział jazdy, złożony z byłych kawalerzystów polskich z armii pruskiej. 5 stycznia 1919 r. oddział ten zameldował się, w sile 33 szabel, u dowódcy frontu zachodniego, płka Michała Milewskiego. 29 stycznia 1919 r. został przemianowany na Szwadron Jazdy Okręgu II. Stał się on podstawą dla formowanego od 29 maja w Biedrusku pod Poznaniem 2. Pułku Ułanów Wielkopolskich. Na początku sierpnia 1919 r. część pułku (2 szwadrony liniowe z 4 karabinami maszynowymi) wyszły z Biedruska do dyspozycji dowództwa frontu zachodniego, skąd powróciły w październiku tego roku. 6 listopada 1919 r. cały pułk, w sile 4 szwadronów liniowych i szwadronu karabinów maszynowych, odmaszerował do Poznania i tam zakwaterował. W grudniu 1919 i styczniu 1920 r. poszczególne szwadrony pułku, poprzydzielane do grup lub dywizji piechoty, zajmowały kolejno miejscowości opuszczane przez Niemców. 24 stycznia 1920 r. pułk wkroczył do Bydgoszczy, która stała się dla niego miastem garnizonowym aż do wybuchu II wojny światowej. W związku z połączeniem Wojsk Wielkopolskich z siłami zbrojnymi II RP pułk otrzymał 21 lutego 1920 r. nową numerację 16/2. Pułk Ułanów Wielkopolskich. Jego pierwszym dowódcą został ppłk Roman Pasławski (od 17 stycznia 1920 r.), a następnie mjr Wilhelm Światołdycz-Kisiel (od 3 marca 1920 r., p.o. od 24 kwietnia 1920 r.). Po nim, w dn. 18 lipca 1920 r., p.o. dowódcy został „nasz” Stefan Czarnecki, w stopniu rotmistrza. Funkcję tę pełnił do 10 lipca 1920 r. Został następnie (jeszcze w lipcu 1920 r.) dowódcą dywizjonu w tymże pułku, po rotmistrzu Piotrze Głogowskim 1.

9 marca 1920 r. pułk przerzucono transportami kolejowymi do Małopolski wschodniej, a następnie w okolice Zdołbunowa, na front wschodni. W kwietniu 1920 r. utworzyła się w rejonie Bohaczowa dywizja jazdy. Nowoprzybyły 16. Pułk Ułanów, z dwoma innymi pułkami, utworzył V Brygadę Jazdy. 25 kwietnia 1920 r. wzięła ona udział w polskiej ofensywie na Ukrainę, w celu rozbicia stacjonującej tam armii sowieckiej. W trakcie ofensywy pułk stoczył wiele ciężkich bojów i musiał odbyć szereg forsownych marszów. Został z tego powodu wycofany z walki i przeszedł reorganizację pod Zamościem. Stoczył następnie ciężkie walki z kawalerią Budionnego pod Bereźnem, Beresteczkiem, Brodami, Jazłowczykiem i Szczurowicami. Wziął potem udział w pamiętnej bitwie warszawskiej 15 sierpnia 1920 r. i w kontrofensywie polskiej. Największą walkę w tej kontrofensywie pułk stoczył pod Milejczycami na Podlasiu w dniu 20 sierpnia 1920 r.

W nocy z 19 na 20 sierpnia nocowała w Nurcu (ob. pow. siemiatycki) rosyjska kontruderzeniowa Grupa Artylerii Ciężkiej, w składzie 24 armat polowych, 13 haubic, 3 155 szeregowych i 1 729 koni. Grupa ta miała przemaszerować do Hajnówki. W tym celu wymaszerowała z Nurca, lecz pod Milejczycami spotkała część 16. Pułku Ułanów. Zarządzenia dowódcy pułku, mjra Skrzyńskiego, były następujące: „Dwa szwadrony (2-gi i 4-ty, łącznie 150 ludzi) z dwoma karabinami maszynowymi, pod dowództwem rotmistrza Stefana Czarneckiego, wymaszerują w nocy z takim wyliczeniem, by o świcie zająć Milejczyce, a gdy będzie możliwe – nawet i Kleszczele. Reszta pułku (2 szwadrony i 4 karabiny maszynowe) wymaszerują tą samą drogą o świcie” 2. Szczegółową relację z bitwy pod Milejczycami podaje Janusz Odziemkowski: „Dywizjon rtm. Czarneckiego, 1. K. liczący łącznie 150 ludzi (70 szabel w 2. szwadronie, 80 szabel w 4. szwadronie) nocnym marszem zdążał w kierunku Milejczyc. […]. Rtm. Czarnecki nie chciał bez koniecznej potrzeby wdawać się w walkę przed osiągnięciem wskazanego w rozkazie punktu docelowego marszu. Ok. godz. 2-iej nad ranem dywizjon przeprawił się przez bagnisty dopływ Nurca, a następnie, omijając lasami wieś o tej nazwie, skręcił na prawo, na drogę do Żerczyc. Nikt nie przypuszczał, iż w Nurcu stoi silne zgrupowanie artylerii rosyjskiej […]. Pojawienie się ułanów kompletnie zaskoczyło kilkunastu czerwonoarmistów rekwirujących u gospodarzy bydło […]. Łupem plutonu padło dziesięć wozów wyładowanych prowiantem.
Po całonocnym marszu, mając do Daszy zaledwie 8 km, rtm. Czarnecki zarządził odpoczynek dywizjonu na północno-wschodnim skraju miasteczka, przy wylocie drogi na Daszę. Ograniczono się do wystawienia drobnych ubezpieczeń z bronią maszynową, zwróconych na południe i zachód. Przy drodze na Daszę stanęła taczanka. Po wydaniu tych rozporządzeń rtm. Czarnecki zwołał odprawę oficerów. Podano na niej uzyskane od jeńców informacje o silnym oddziale bolszewickim kwaterującym w okolicy […]. Ok. godz. 8-ej rano, na odpoczywające szwadrony wjechał od strony Daszy samochód rosyjski, wiozący łącznika ze sztabu XVI armii. Ponieważ miasteczko leży w kotlinie, obie strony dostrzegły się ze stumetrowej zaledwie odległości. Poszukujący własnych oddziałów łącznik zorientował się, że ma do czynienia z Polakami dopiero w ostatniej chwili, kiedy zauważył lance ułanów, po których najłatwiej rozpoznawano polską kawalerię. Gdy samochód usiłował zawrócić na wąskiej drodze, obsługa karabinu maszynowego na taczance oddała serię strzałów; pociski unieruchomiły wóz, raniąc łącznika i kierowcę. Ułani z ubezpieczenia wzięli obu Rosjan do niewoli, a samochód wtoczyli między zabudowania miasteczka. Przy łączniku znaleziono rozkazy dowództwa XVI armii. Jeńców niezwłocznie opatrzono i przebrano w czystą bieliznę ofiarowaną przez mieszkańców, a cenne dokumenty trafiły do rąk rtm. Czarneckiego […]. Kiedy na północno-wschodnim skraju miasteczka rozgrywały się opisane wydarzenia, od strony Nurca nadjechał konny patrol Grupy Uderzeniowej Artylerii Ubezpieczenia […]. Pojawienie się Rosjan zaniepokoiło rtm. Czarneckiego. Patrol mógł zwiastować nadciąganie większych sił. Ponieważ z racji swego położenia miasteczko niezbyt nadawało się do obrony, rotmistrz podjął decyzję natychmiastowego wymarszu do Daszy […]. Aby nie opóźniać wymarszu sił głównych, rtm. Czarnecki zdecydował się zostawić na miejscu jeden pluton. Miał on uruchomić tabor i eskortując go, dołączyć do dywizjonu w Daszy. Przed godz. 9-tą oba szwadrony opuściły Milejczyce. Tymczasem Rosjanie już podchodzili do miasteczka od zachodu i północy […].

Stefan Czarnecki w mundurze rotmistrza 16. Pułku Ułanów Wielkopolskich, z orderem Virtuti Militari. Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie.



Natarcie na Milejczyce ruszyło o godz. 8.30. Pozostawiony w miasteczku pluton ułanów, zajęty przygotowywaniem do drogi 150 wozów taborowych, zaniedbał wystawienia ubezpieczeń. Pojawienie się tyraliery rosyjskiej, która obszedłszy miasteczko, dotarła ok. godz. 9-ej na jego wschodni kraniec, było dla Polaków kompletnym zaskoczeniem. Po krótkiej wymianie strzałów, część ułanów dopadła koni i odjechała w ślad za dywizjonem, kilku popadło do niewoli […]. Rtm. Czarnecki został zaalarmowany strzałami w odległości 1 km od Milejczyc. Zatrzymał dywizjon w przydrożnym zagajniku, aby sprawdzić, czy pozostawionemu plutonowi nie zagraża niebezpieczeństwo. Po chwili nadjechały galopem resztki plutonu, meldując rotmistrzowi o natarciu silnego oddziału nieprzyjaciela. Rtm. Czarnecki rozwinął dywizjon do uderzenia na Milejczyce. Chciał odbić jeńców i utraconą zdobycz. 4. szwadron posuwał się na prawo, 2. szwadron na lewo od drogi. Ledwie tyraliera wyszła spod osłony drzew, powitał ją gęsty ogień karabinów i broni maszynowej. W miarę posuwania się do przodu, ostrzał przybierał na sile. Odezwały się także działa; na szczęście pociski wybuchały w znacznej odległości i nie powodowały strat. Zaobserwowano wchodzenie do Milejczyc czoła długiej kolumny rosyjskiej z artylerią. Przewaga liczebna nieprzyjaciela stawała się coraz bardziej widoczna i wkrótce zmusiła rtm. Czarneckiego do przerwania ataku. Na podstawie kierunku, w jakim szło natarcie rosyjskie na Milejczyce oraz obserwacji ruchu kolumny przeciwnika, dowódca dywizjonu doszedł do wniosku, że bolszewicy zamierzają maszerować na Daszę. Postanowił zatem, zgodnie z wcześniejszym zamiarem, cofnąć się do Daszy i tutaj, na nowych pozycjach, zatrzymać nieprzyjaciela lub opóźnić jego marsz do czasu nadejścia głównych sił 3. Pułku. Dywizjon wycofał się do koniowodnych ukrytych w zagajniku i dosiadłszy koni, ruszył kłusem do odległej o 6 kilometrów Daszy. Jakowlew zatrzymał w Milejczycach czoło Grupy Uderzeniowej na krótki postój […].
Po wysłuchaniu opinii dowódców Jakowlew postanowił kontynuować marsz na Hajnówkę. Ewentualny opór Polaków zdecydowano łamać siłą, nie szukając objazdów. W tym celu na czoło pochodu wysunięto piechotę Jewsiejewa z dwoma działami lekkimi zaopatrzonymi w pokaźny zapas amunicji. Boki kolumny ochraniali piechurzy wspomagani przez oddział konny Bessonowa. Oddział pod dowództwem Konnberga stanowił straż tylną […]. Jakowlew dał rozkaz odmarszu. Tuż przed godz. 9.30 ruszyła piechota z dwoma działami, za nią czoło kolumny. Pierwsze zaprzęgi wyszły na północno-wschodni skraj miasta. Tutaj tempo marszu uległo zmniejszeniu z powodu piaszczystej drogi, w której grzęzły koła armat. Wtedy właśnie jadącego przy czołowym dywizjonie Jakowlewa zaalarmowały dobiegające z tyłu pojedyncze strzały, które szybko przerodziły się w bezładną palbę karabinową. Polacy nadciągali od strony Nurca, co było ogromnym zaskoczeniem dla dowództwa sowieckiego. Główne siły 16. Pułku Ułanów (1. i 3. szwadron, szwadron techniczny, pluton łączności i 5 ciężkich karabinów maszynowych) opuściły Klukowicze o godz. 7.30 rano […]. Pułk przed godz. 9-tą osiągnął Nurzec. Z relacji miejscowych chłopów wynikało, że zaledwie kilkanaście minut wcześniej wioskę opuścił ogon długiej kolumny rosyjskiej, gęsto przetykanej artylerią. Rosjanie kierowali się na Milejczyce. Mjr Kmicic-Skrzyński postanowił wysłać w pościg 1. szwadron z dwoma ciężkimi karabinami maszynowymi. Resztę pułku zatrzymał w Nurcu i ubezpieczywszy wieś od zachodu bronią maszynową (sygnalizowano bowiem nadciąganie mniejszych oddziałów nieprzyjaciela z tego kierunku) oczekiwał na wiadomości. 1. szwadron 3. Pułku Ułanów napotkał ogon kolumny Grupy Uderzeniowej 4 km przed Milejczycami […]. Wykorzystując krzątaninę oraz brak ubezpieczeń, które jeszcze nie zdążyły zająć stanowisk, ułani niepostrzeżenie podjechali w pobliże kolumny, a dowódca szwadronu przez łącznika dał znać o położeniu mjr. Kmicic-Skrzyńskiemu.
Dowódca pułku wysłał 3. szwadron z dwoma ciężkimi karabinami maszynowymi i rozkazem natychmiastowego zaatakowania Rosjan. Szwadrony rozwinęły się w ławę po obu stronach drogi, zaś karabiny maszynowe z odległości 300 metrów otworzyły ogień na kolumnę. Celny ostrzał spowodował ogromne zamieszanie wśród czerwonoarmistów […]. Widząc objawy paniki wielekroć liczniejszego przeciwnika, szwadrony ruszyły do szarży, posuwając się wzdłuż nieruchomej kolumny, po obu stronach drogi na Milejczyce. Kolejno zdobywano działa zablokowane przez wozy taborowe, jaszcze, furmanki […]. Kilka minut po godz. 9.30 oba szwadrony, uszczuplone pozostawieniem ułanów przy zdobyczy do ½ składu, znalazły się pod Milejczycami. Ujrzano ulice miasteczka kompletnie zatarasowane sprzętem artyleryjskim. Czoło kolumny było już w ruchu na drodze do Kleszczeli. Natychmiast przystąpiono do szarży, wrąbując się w gąszcz wozów i zaprzęgów. Szczupłe szeregi ułanów dosłownie niknęły w masie nieprzyjaciela, u którego panika paraliżowała wszelkie próby stawienia oporu […]. Zaskoczeni Rosjanie ponieśli bardzo duże straty i wkrótce zaniechali natarcia […]. Już w kilka minut po zatrzymaniu przeciwnika, zdołano zorganizować kontratak. Polacy szarżą zepchnęli i częściowo rozproszyli oddział osłonowy Jewsiejewa […].

Jakowlew uznał, że dalsze pozostawanie pod Milejczycami nie ma większego sensu. Ocaloną część grupy podzielił na 2 oddziały. Straż tylna pod dowództwem Konnberga, z plutonem artylerii i dwoma karabinami maszynowymi, miała osłonić odwrót, walcząc z Polakami w Milejczycach i ewentualnie podjąć próbę odbicia pozostawionych armat. Siły główne, złożone z uratowanych baterii, taborów oraz oddziały osłony Jewsiejewa i Bessonowa, ruszyły na Daszę […]. Jakowlew, przekonany, że w Daszy stoją główne siły polskie, postanowił ominąć Daszę od południa. Na jego rozkaz kolumna skręciła w prawo i ruszyła kłusem. Równocześnie, celem osłony tego manewru, pieszy oddział Jewsiejewa, rozsypał się w tyralierę i rozpoczął natarcie na wieś. Dywizjon rtm. Czarneckiego zajął pozycje na zachód od Daszy. Około południa wrócił wysłany w kierunku Milejczyc konny patrol, meldując nadciąganie kolumny rosyjskiej. Wkrótce zauważono tyralierę idącą po obu stronach drogi. Oba szwadrony otworzyły ogień […]. Pod polskim ostrzałem tyraliera zatrzymała swój ruch do przodu, a następnie zaczęła ustępować […]. Wykorzystując osłonę, jaką dawała walcząca tyraliera, Jakowlew skierował kolumnę na północ, między wzgórza koło wsi Gruzki […]. Ten ostatni manewr uszedł uwadze walczący polskich szwadronów. Dopiero ok. godz. 13-ej, po spędzeniu z pola resztek tyraliery, rtm. Czarnecki zauważył przez lornetkę ogon kolumny znikającej za wzgórzami. Uznał, że nieprzyjaciel próbuje dojść do wsi Żuki i ominąć Daszę od północy. Aby uniemożliwić mu ten zamiar, wydał dowódcy 2. szwadronu rozkaz wykonania szarży na czoło kolumny. 4. szwadron pozostał na dotychczasowych stanowiskach. Ppor. Kosiarski poprowadził ułanów kłusem, polną drogą. Po minięciu wsi Kośna rozwinął szwadron w ławę […]. Zaskoczeni Rosjanie powitali kawalerię niecelnym ogniem. Aby nie dać im szansy na ochłonięcie, ppor. Kosiarski z miejsca poderwał szwadron do szarży. Nieprzyjaciel wpadł w panikę. Koniowodni obcinali postronki, umykając na oślep prze pola, woźnice kryli się pod wozami. Piechurzy osłony padali na ziemię, by uniknąć ciosów szabel. Jakowlew, próbował ratować dalsze człony kolumny. Skierował zaprzęgi na północ od wioski. Koła armat zaczęły jednak grzęznąć w podmokłej ziemi, konie zapadały się w bagnie. Jakowlew, rozumiejąc, że to już koniec, rozkazał porzucić sprzęt, tabor i ratować się ucieczką na północ. Polacy, dopadłszy zarytych w błocie armat, wzięli 60 jeńców. Kilka minut po godz. 14-ej 2. szwadron, z jeńcami, w triumfie wjechał do Daszy […]. Po otrzymaniu wiadomości o zagładzie kolumny Jakowlewa, Konnberg ze swoim oddziałem dotarł pod Daszę i rozpoczął natarcie. Uderzenie Rosjan całkowicie zaskoczyło Polaków. Pod ogniem nieprzyjaciela siodłano wierzchowce. Gdy ułani znaleźli się w siodłach, nieoczekiwanie padły strzały karabinowe od wschodu. Powstało wrażenie, że przeciwnik otacza dywizjon. Mimo to rtm. Czarnecki wydał rozkaz szarżowania. Niestety, przy rozwijaniu w ławę 4. szwadronu powstało zamieszanie; szarża nie mogła dojść do skutku. Szarżę 2. szwadronu udaremnił celny ogień karabinów maszynowych. Dywizjon w nieładzie opuścił pole walki. Rosjanie zajęli Daszę 3”.

Z Daszy czerwonoarmiści planowali udać się do pobliskich Kleszczeli. Ledwie jednak ruszyli w ich kierunku, natrafili na ukazujące się szwadrony pozo3.  J. Odziemkowski, Marsz na Warszawę, ser. Boje o niepodległość i granice, z. 1, Warszawa 1992, s. 24–31. Za wskazanie niniejszej publikacji dziękuję p. Markowi Martynowiczowi, podleśniczemu z Dasz. stałych pułków IV Brygady. Uderzeniowa grupa sowieckiej artylerii ciężkiej przestała istnieć. Straty sowieckie były duże: 1 613 szeregowych, 49 dowódców, 1 441 koni i 37 dział. 16/2. Pułk Ułanów Wielkopolskich przez cały dzień walczył samodzielnie z przeważającym liczebnie wrogiem i rozbił ostatecznie silniejszą od siebie jednostkę. O sukcesie polskiego pułku, liczącego ledwie 300 szabel i 6 karabinów maszynowych, zadecydowały umiejętność manewrowania i szybkość działania 4. Bitwa pod Milejczycami była ważna w historii pułku, w którym służył rotmistrz Czarnecki, gdyż pułk przyczynił się do zlikwidowania sowieckiej grupy uderzeniowej artylerii ciężkiej, przeznaczonej do bombardowania Warszawy 5. W okresie międzywojennym Milejczyce zaliczono do rzędu największych, spektakularnych sukcesów polskiej kawalerii w wojnie z bolszewikami 1920 r. Wymieniano je jako przykład zwycięstwa oddziałów niewielkich, lecz sprawnie dowodzonych, pełnych wiary w zwycięstwo, nad silniejszym, ale zdemoralizowanym przeciwnikiem 6.

Za okres walk o Daszę rotmistrz Stefan Czarnecki otrzymał srebrny krzyż Virtuti Militari V klasy 7. W zgodnej relacji dwóch świadków odznaczył się w polu jako dzielny oficer, zachowujący zimną krew i dający przykład rozumnej brawury, dzięki której przyczynił się do zwycięstwa. Dzięki przytomności umysłu, niespodziewany zaatakowany przez silny, 500-osobowy oddział bolszewików, nie tylko wyratował cały swój oddział i wszystkie wozy, ale także wziął jeńców i przepędził bolszewików 8. W wyciągu z rozkazu dziennego nr 12 Dowództwa Brygady Jazdy z dnia 4 listopada 1920 r. czytamy: „Walki 16/2 Pułku Ułanów Wielkopolskich pod Smarżewem, Zawidczami, Szczurowicami, Brodami, Milejczycami, Sejnami, Serskim Lasem, Klajsami, Polassą, pod Okołowiczami, Kijowcem-Czechami i Wasiutkami nigdy nie zapomnianemi będą w IV. Brygadzie Jazdy. Nazwiska jak […] Czarnecki […] zawsze świecić będą przykładem polskiej młodzieży wojskowej. (-) Piasecki, mjr, wz. dcy bryg. jazdy 9”.Wielkopolski pułk „Białych Ułanów” (jak ich zwano od białych otok na rogatywkach) walczył następnie, przez okres 3 tygodni, z Litwinami na Suwalszczyźnie, w trójkącie między Augustowem, Sejnami i Suwałkami. Z tego czasu pochodzi relacja Stefana Stablewskiego, adiutanta tegoż pułku, w której wspomina on nazwisko rtm. Czarneckiego: „Pierwszy bój z Litwinami stoczył nasz pułk 2 września, a dzień ten zapisał się w pamięci zwłaszcza sztabu pułku, który bez mała dostał się w niewolę. Oto bowiem, nie mając powodu do podejrzewania Litwinów o złe zamiary, skoro od kilku dni zachowywali się poprawnie na linii demarkacyjnej, pod osłoną wystawionych przez 1 szwadron, pułk wypoczywał w Sejnach. Dnia poprzedniego weszliśmy do miasta witani z nieukrytym entuzjazmem, dosłownie zasypani kwiatami i bez przesady obcałowani przez czepiającą się naszych strzemion ludność.
Na dzień 2 września przypadały imieniny aż trzech oficerów sztabu pułku. Byli nimi: zastępca dowódcy rtm. Stefan Czarnecki (właściciel Dobrzycy w pow. pleszewskim), kapelan pułku ks. Ugniewski (dzisiaj proboszcz w Warszawie, już noszący fiolety) i wreszcie adiutant pułku, niżej podpisany. W chwili, gdy siadaliśmy do zjedzenia wspaniałego indyka, w nastroju uczty jakiej nie pamiętaliśmy dosłownie od kilku miesięcy, gdyż od kwietnia znajdowaliśmy się w wojnie ruchowej i w stale podłych warunkach kwaterunkowych, przyszedł meldunek z bliskiej linii demarkacyjnej o zbliżaniu się nieprzyjaciela, czyli Litwinów. Ledwie zdążono zarządzić alarm, już rozpoczęła się bitwa, w której straciliśmy 10 ułanów zabitych i rannych. Poza tym ilustruje położenie fakt dostania się do niewoli aż dwóch oficerów, jednego wysłanego jako parlamentariusza dla wyjaśnienia niezrozumiałego położenia, drugiego przybywającego od tyłu z ordynansem, zaskoczonego po drodze przez patrol Litwinów. Sejny opuściliśmy pod naciskiem ogromnej przewagi 10”. W dniach 22–23 września 1920 r. pułk wykonał manewr, by 28 września dokonać ataku na Lidę. Okres ciężkich 14-dniowych bojów zakończył pod Stolpcami. Po wycofaniu na odpoczynek, 16. Pułk Ułanów stoczył jeszcze 7 października 1920 r. bój pod Krzywiczami. Na tym zakończył udział w wojnie z bolszewikami i powrócił do Bydgoszczy. W ciągu 5 miesięcy walk aż 41 ułanów tego pułku zostało odznaczonych srebrnym krzyżem Virtuti Militari. Pułk wykazał się odwagą mimo, że jego stan liczebny był zawsze mniejszy od innych polskich pułków 11. Stefan Czarnecki powrócił wraz ze swoim pułkiem do Bydgoszczy 25 listopada 1920 r. 12 Przeszedł do rezerwy z dniem 7 października 1921 r. i wrócił, by zająć się majątkiem w Dobrzycy 13. Cieszył się jeszcze długo potem zasłużoną opinią bardzo dobrego oficera 14.

 Katarzyna Podczaska




Sztandar 16/2 Pułku Ułanów Wielkopolskich wręczony 18 listopada 1919 roku przez generała Józefa Dowbor- Muśnickiego na placu Wolności w Poznaniu. Fundatorem sztandaru było Grono Panien Wielkopolskich. Projektantką płatu sztandaru była Dora Mukułowska.

(tekst ze strony internetowej http://www.16puw.eu)

W kampanii 1939 roku pułk w składzie Pomorskiej Brygady Kawalerii walczył w Borach Tucholskich, gdzie 3 września został rozbity pod Bukowcem i rozdzielony na dwie części. Sztandar znalazł się przy grupie około 30 ułanów pod dowództwem por. Zygmunta Bieganowskiego, próbujących przebić się przez pierścień wojsk niemieckich. Dnia 4 września 1939 roku znaleźli się oni rejonie jeziora Pięćmorgi. Okazało się, ze wszystkich stron znajdują się oddziały niemieckie. Porucznik  Bieganowski nakazał wystawienie ubezpieczenia a sam wraz z podoficerem sztandarowym st. wach. Bolesławem Hoppe i czterema ułanami udał się do pobliskiego zagajnika. Tam wykopano dół, w którym złożono znak pułku, uprzednio wkładając go do skórzanego pokrowca i owijając w płaszcz por. Bieganowskiego. Żołnierze złożyli przysięgę o zachowaniu w tajemnicy miejsca ukrycia sztandaru. Następnie oddział próbował wydostać się z matni - jednakże większość żołnierzy dostała się do niewoli.

  W 1957 roku por. Bieganowski, na pogrzebie jednego z ułanów, spotkał st. wachm. Hoppe - postanowili  odszukać ukryty we wrześniu sztandar pułkowy. Poprzez wachmistrza Stanisława Maciejewskiego i jego córkę nawiązali kontakt z redakcją Żołnierza Polski Ludowej, uzyskali również pomoc ze strony wojska. W październiku 1959 roku zorganizowano pierwsze poszukiwania. Dopiero 13 listopada 1959 roku przy udziale żołnierzy wojska polskiego i kombatantów pułku, po wykopaniu około 1000 dołków, udało się odnaleźć sztandar. Dnia 19 listopada 1959 roku nastąpiło uroczyste przekazanie sztandaru przez kombatantów pułku i przedstawicieli prasy do zbiorów Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

 

FACEBOOK INSTAGRAM YOUTUBE TWITTER WCAG
NEWSLETTER