Autorka wielu publikacji książkowych i artykułów na temat polowań w rezydencjach ziemiańskich i arystokratycznych dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska, Kurator Zbiorów i Ekspozycji Historycznych Muzeum-Zamek w Łańcucie, pomoże nam poznać okruchy świata ziemiańskich łowów. Zastanowimy się nad znaczeniem polowań i etosu myśliwskiego jako integralnej części ziemiańskiego życia, przyjrzymy się ich wielorakim funkcjom (towarzyskim, patriotycznym, wychowawczym, nauki odwagi, przygotowania do przyszłej walki zbrojnej), a także opowiemy, jak przysposabiano do nich najmłodsze pokolenie. Wiele uwagi poświęcimy też dużym polowaniom proszonym – ich planowi, daniom, którymi częstowano myśliwych, gdzie je podawano i czym spełniano toasty, roli służby myśliwskiej, a także formom, jakie przybierała prezentacja upolowanej zwierzyny, czyli pokot. Nie zabraknie tez wzmianek o miejscach, gdzie odbywały się najwspanialsze wówczas łowy – Berezynie Maurycego Zamoyskiego, Poturzycy Włodzimierza Dzieduszyckiego, Nieświeżu Radziwiłłów, Szepetówce Józefa Potockiego i innych.
Transkrypcja
Dr Ewelina Kostrzewska:
Dzień dobry, witam Państwa serdecznie, dr Ewelina Kostrzewska, Instytut Historii, Uniwersytet Łódzki. W dzisiejszym podcaście, który jest realizowany w cyklu opowieści o świecie ziemiańskim, będziemy rozmawiać o polskich polowaniach w wieku XIX, a naszym gościem jest pani doktor Aldona Holewianka-Kruszyńska, kurator zbiorów i ekspozycji historycznej Muzeum Zamek w Łańcucie. Dzień dobry, witamy Pani Doktor.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Dzień dobry.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani Doktor, dzisiaj mamy bardzo interesujący temat naszej rozmowy. Będziemy bowiem dyskutowały o polowaniach. Przede wszystkim polowania kojarzą się w takim pierwszym skojarzeniu z rozrywką, z przyjemnością. Ale czy jeszcze jakąś inną rolę te polowania odgrywały?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Być może społeczną, towarzyską? Tak. Przyjemnością jest wszystko to, co robić lubimy. Polowanie było jednym z aspektów życia ziemiańskiego. Ono było bardzo immanentnie wpisane w życie ziemian od najskromniejszych siedzib po te najbogatsze, arystokratyczne. Kiedy mówimy o roku ziemianina, możemy mówić o roku myśliwego. Zresztą dzieci w rodzinach ziemiańskich były wychowywane w tym swoistym etosie ziemiańskim, były przysposabiane do myśliwstwa od najmłodszych lat. Najpierw towarzyszyły swoim ojcom, później dostawały pierwsze strzelby i same polowały. W taki naturalny sposób wchodziły w całe piękno i w całe okrucieństwo polowań.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Bo jedno z rujem się przenika z tym, że ta właśnie zasada wychowywania dzieci od najmłodszych lat Z myśliwstwem, wokół myśliwstwa, proszę sobie wyobrazić, że one są na łowisku, widzą ojca polującego, widzą spolowaną zwierzynę, kiedy pierwszy raz same uczestniczą w polowaniu, to wtedy krwią pierwszego zabitego przez siebie zwierzęcia, były to najczęściej zające, mazana jest ich buzia, to jest chrzest myśliwski. Później w domu, jakikolwiek ten dom by nie był, słuchają relacji z polowań, przechwalania się, bo myśliwi między sobą konkurowali, opowiadania o tych epizodach, które były udziałem poszczególnych myśliwych. Staje się to dla nich rzeczą normalną, na tyle normalną, że jest myśliwstwo tym aspektem życia, które kultywują z olbrzymim zapamiętaniem. Bo wśród ziemian największa ich ilość to byli ludzie oszaleli dla myślistwa. Natomiast minimalną, marginalną grupę ziemian tworzyli ci, którzy nie polowali. Raczej to było tożsame. Szlachcic po prostu poluje. Więc rola myślistwa jest jak to usiłowałam powiedzieć, związana z ziemiaństwem w sposób integralny, ale ona oczywiście miała również swoją rolę społeczną, bo polowania proszone, przede wszystkim proszone, były również zjazdami towarzyskimi.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Proszę pamiętać, że na te proszone przyjeżdżano z paniami, z żonami. Niejednokrotnie pani również polowały, a jeżeli nie polowały, to towarzyszyły przy tych polowaniach. Miały również, szczególnie w XIX wieku, rolę patriotyczną, bo były za prawą do ciągle spodziewanej walki za ojczyznę, bo to był jedyny legalny sposób uczenia się posługiwania bronią. Poza wszystkim uczyły męstwa, uczyły odwagi, bo polowanie było zetknięciem się, zresztą te ówczesne polowania, te tradycyjne były walką pomiędzy myśliwym a zwierzęciem, przy czym w większości polowań symetryczną. Tak samo był niebezpieczny, myśliwy dla zwierzyny, szczególnie mówimy o niedźwiedziach, o dzikach. I odwrotnie, ranione zwierzę było niezwykle niebezpieczne. Później się jej dobijało kordelasem, ale to właśnie ten moment, kiedy on jest jeszcze sprawny, tylko raniony, jest niezwykle niebezpieczny. Także to była właśnie pokazanie hartu ducha swoistego, mężności i po prostu odwagi w mierzeniu się z przeciwieństwami, z zagrożeniami jakimiś.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Więc jeżeli do tego dodamy jeszcze kulturę, która wiązała się z odpowiednim strojem myśliwego, z muzyką myśliwską, ze słownictwem myśliwskim, które było hermetycznym. Więc ten etos myśliwstwa jawi nam się jako osobna, kulturowa wartość, polskiego ziemiaństwa i współcześnie, kiedy słyszymy tyle dyskusji, kiedy się dyskutuje z celowością ziemiaństwa, to zapomina się przy wszystkich, przy całej wartości tej dyskusji, zapomina się o obiektywnie naturalnej roli, jaką myśliwstwo było w polskiej historii. I to niedawnej, bo w tej chwili mamy wiek XXI, wszystko bardzo szybko mija, bardzo dużo rzeczy się zmienia. Ale jeszcze niedawno, umówmy się do 1939 roku, To była immanentna część, codzienna część domu szlacheckiego. Od, jak powiedziałam, najskromniejszego do najbardziej zamożnego, ale to się przekładało na zamożność urządzanych polowań. Oczywiście.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Dlatego ja też zaczynając naszą rozmowę powiedziałam, że w takim ogólnym sposobie postrzegania polowań, oczywiście tych polowań historycznych, bardzo często kojarzymy je właśnie z tą rozrywką, z wypełnianiem też w pewien sposób tego czasu wolnego.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Ale to nie była rozrywka jako taka. Bo my rozrywkę w tej współcześnie rozumiemy jako coś płytkiego jednak. Jako coś powierzchownego, jako zabawę dla zabawy. Rozrywkę dla rozrywki. To nie było tak.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Tutaj były te dodatkowe role, o których powiedziałyśmy.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
To było dość głębokie.
Dr Ewelina Kostrzewska:
I dlatego bardzo dobrze, że żeśmy to wyjaśniły i wypunktowały. Pani doktor, a proszę powiedzieć, czy mamy jakieś takie stałe punkty w tych polowaniach? Czy jest jakiś taki harmonogram, jakiś plan, jak to polowanie przebiegało, jak było zorganizowane?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak, ale odnosimy się tylko do tak zwanych polowań proszonych, bo te codzienne polowania ziemian nie miały tego ceremoniału i nie miały tej struktury, tego przypisanego planu polowania, który też stanowił obarwie tych polowań. Te polowania proszone, urządzane były we wszystkich majątkach. Wzajemnie się do siebie udawano, żeby polować. I one właściwie zaczynały się w domu. I w tym domu, z którego wyruszano na polowanie, się kończyły. Zaczynały się śniadaniem. Tylko to było skromne śniadanie. Jakbyśmy z francuska powiedzieli déjeuner.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Jadano szybko, skromnie, jakieś suche wędliny, bardzo często tylko szklankę herbaty, słynną szklankę herbaty, jak we wspomnieniach czytamy. I później się udawano na łowisko. Już w końcu XIX wieku wytworzyła się zasada, że wszyscy myśliwi otrzymywali plan polowania. Oni wiedzieli, gdzie będą kolejne mioty, bo miot to jest teren, na którym się aktualnie poluje. z miotu do miotu się przechodzi, spoluje się w danym. Oczywiście jest służba, służba myśliwska, która wszystko to organizuje, bo to nie jest tylko ten wykwint domu i później obiadu, który wieńczy, ale to jest niezwykle skrupulatna i oparta na olbrzymiej fachowości, olbrzymim doświadczeniu służby myśliwskiej, łowczego, strzelczych, gajowych, którzy organizują nagankę. Pozwolę sobie nie nagonkę, tylko nagankę, ponieważ to nie było, to było naganianie zwierzyn, a nie gonienie takie bezmyślne. Nagankę urządzano, niejednokrotnie też osaczano, na przykład u Radziwiłłów tak było, osaczano niedźwiedzie w innych łowiskach i przewożono, na teren, na którym było planowane to.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Było odosobnione przez jakiś tydzień, dwa miesiąc i były wypuszczane na teren, na ten miot, gdzie miano spolować niedźwiedzie. Ponieważ każdy gospodarz starał się o to, aby to polowanie było bogate w trofea, żeby myśliwi zapraszani mieli do do czego strzelać. To po prostu wtedy miało sens. Więc dostawali, poza zaproszeniem, również wysyłanym już w końcu XIX, dostawali plan polowania. Więc kiedy Ten plan otrzymali, kiedy polowali, kiedy spolowali. Proszę pamiętać, że zawsze myśliwemu towarzyszył strzelec, indywidualnemu myśliwemu towarzyszył strzelec, który, proszę, tutaj mamy polującego Zdzisława Tarnowskiego-Zdzikowa. Strzelec, on ma dwie strzelby. Z jednej strzela myśliwy, drugą poluje, drugą jego służący ładuje.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tutaj mamy księcia Ferdynanda, następcę tronu austriackiego, na polowaniu w łańcucie z jego strzelcem, jegerem. Także to było, wszyscy mieli swoich strzelców. Nikt nie szedł, no chyba, że właśnie było to takie codzienne, przez bardzo skromnego szlachcica, wyjście na polowanie. Po prostu w bliskiej odległości swojego domu. I później były śniadanie. Śniadania, one były, i to była największa barwa, największy koloryt polowań, śniadanie pod gołym niebem, urządzane znowu przez służbę, urządzane wokoło ogniska, wokoło którego bardzo często stawiano stoły zbite z desek, przywożono z domu, już przygotowane, to było menu, polowań myśliwskich, zrazy zawijane z kaszą i bigos zwany hułtajskim. Z tym, że bigos, ten hułtajski, który nam również współcześnie kojarzy się z polowaniem, był potrawą znaną jeszcze od XVIII wieku, polską potrawą tradycyjną, nie mającą żadnego związku z palowaniem. To stało się dopiero w końcu XVIII wieku, na początku XIX.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Przypomnijmy sobie, co napisał o Bigosie Myśliwskim Mickiewicz. On napisał właśnie, wówczas pisał, kiedy, zresztą przecież te jego obserwacje, to była Wielkopolska i Śmiełów. Więc on to widział tutaj. Tutaj właśnie w Śmiełowie. Także, bo nie uczestniczył w żadnych łowach, jako młody mężczyzna, młody chłopiec, dziecko. On pochodził z bardzo skromnej rodziny. Nie miał takiej możliwości. On tutaj, przed powstaniem, czy w drodze na zachód, do zachodniej Europy, mieszkając odpowiednio długo.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Cały pan Tadeusz, to są wrażenia stąd, z Wielkopolski. Także z razy zabijanej ten bigos, pito oczywiście wódkę, starkę, na kresach słynną wojnie łowiczowską, pito z kusztyków. To były kieliszki, które nie miały stopy ani trzonu, a były za pożyczeniem albo kolejnym etapem rozwoju tzw. kulawek, czyli teastowych pucharów, jakimi wznoszono teasty w XVII i XVIII wieku, a dlatego były to puchary bez stopy i bez trzona, bo to było obligatoryjne, wypicie do końca, opróżnienie tego pucharu, dopiero można go było położyć, Kiedy się nie spełniło do astu do dna, to wtedy trzeba było go trzymać. Więc te kulawki były małymi, mieszczącymi się w dłoni i zamiast trzona i stopy, były dekorowane łbami zwierząt łownych. Najczęściej były to dziki, bo one swoją formą anatomiczną, łeb dzika, był tym właśnie elementem, za który łatwo było trzymać tą kulawkę. I to jest, kulawka jest, czyli kusztyk, jest jedynym naczyniem, które jest przypisane łowiectwu i tylko łowiectwu. Nie występuje w żadnej innej okoliczności.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Po tym śniadaniu A jeszcze wspomnę, bo to jest bardzo ważne, że na polowaniach nie jadano dziczyzny. Te potrawy były przygotowane wcześniej i wcale nie jadano dziczyzny. Chociaż ukazała się taka książeczka kucharska o kuchni myśliwskiej, gdzie wszystko jest sporządzone z zwierzyny łownej, ale to po prostu nie było możliwe. Wszystko wymaga przygotowań. Ewentualnie dziczyznę jadano, ale była to tylko jedna z potraw przy wieńczącym obiedzie. Bardzo często też udawano się na śniadania, szczególnie kiedy była taka możliwość do Leśniczówek, do Gajówek, nie pod gołym niebem, nie przy ognisku. Ale kiedy były te spędzane, przebywane, organizowane pod gołym niebem śniadania, a to była pora obiadu, czyli to był déjeuner, nie petit déjeuner, tylko déjeuner. to wtedy, kiedy były proszone, przywożono z domu w stoły.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Normalne meble, przykrywano ten stół obrusem. U Radziwiłłów jadano ze srebr i z kryształowych kieliszków pito. Ale było też tak, jak na przykład, kiedy był Sienkiewicz w Poturzycy u księ… u Włodzimierza Dzieduszyckiego, u hrabiego Włodzimierza Dzieduszyckiego, to jedzono przy bryce, która była wypełniona sianem, albo czymś innym i na niej był położony obróz i panowie stojąc spożywali śniadanie. Śniadanie po prostu przyjechało, już zastawione. Później udawano się znowu na kolejne mioty, żeby znowu polować. Po zakończonym polowaniu Wracano do siedziby gospodarza polowania, albo to był pałac ten, z którego wyjechano, albo np. Jaku Potocki w Łeńcucie, był to pałac w Julii Niemyśliwskiej i udawano się do tego pałacu.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
I wtedy była to biesiada, zasiadana przy stołach, w tym europejskim, dzisiejszym tego słowa znaczeniu, z całym autorażem, który towarzyszy eleganckiemu obiadowi. I wówczas garnirowano stoły gałązkami jedliny, czy świerku. Ustawiano na stołach, tak zwane street to the table, czyli Rzeczy, którymi garnirowano stół, ale które miały formę plastycznych, na przykład figurek zwierząt. I w ogóle naczynia, które były używane podczas tych właśnie śniadań, również tych na polanie leśnej, jak i w domu, były szczególnie od połowy XIX, wyżej sięgając, były dekorowane elementami związanymi z łowiectwem. Przede wszystkim były to jakieś symbole czy reliefy, pokazujące zwierzynę łowną. Koziołki to na przykład były jamniki, koziołki do sztućców, ponieważ jamniki były używane do wypłaszania borsuków z norm. To był również pies myśliwski. Ale najbardziej tym naczyniem, które miało największe pole do popisu i było rzeczywiście z bogactwem, wręcz z natarczywością dekoracji właśnie myśliwskich, były wazy do ponczu.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
I to było, zresztą one się zachowały do dnia dzisiejszego i pokazują rzeczywiście olbrzymie bogactwo. Jeszcze o jednej rzeczy chcę powiedzieć, że dekoracja stołów myśliwskich, czy było to w domu przy tym obiedzie wieńczącym, cały dzień polowań, czy też zdarzały się takie garnirowanie stołów przy wielkich jakichś polowaniach na łowiskach, to był Pierwszy, to jest słowo, którego ja bardzo nie lubię, ale to był pierwszy dedykowany sposób dekorowania stołu, związanego z jakąś uroczystością. Bo było to uroczyste polowanie, więc ten obiad był również uroczysty. Ponieważ cała kultura zdobienia stołów elementami związanymi z Wielkanocą na przykład, albo z Bożym Narodzeniem, jest o wiele późniejsza. Już dwudziestowieczna, jeżeli nie z połowy XX wieku. Także to był ten pierwszy przypadek, kiedy plastycznie, estetycznie stół myśliwego był specjalnie zaaranżowany. Ale muszę powiedzieć jeszcze, żeby nie na kuturnach tego opowiadać, że były również śniadania bardzo skromne. Był jeden służący, trzech myśliwych, rozkładam im stół na ściętym pniu, wyjmowali ssakie w to, co mieli wcześniej przygotowanego.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
I oczywiście była zawsze wódka, zawsze była starka, ona jest jakoś przypisana myśliwstwu. I panowie pół leżąc przy takim pieńku, i to był ich stół, przy tym właśnie śniadaniu, to śniadanie spożywali.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, czyli z jednej strony bardzo takie wystawne polowania, te proszone, o których Pani doktor powiedziała, z drugiej takie bardziej codzienne, czasem skromne, trzyosobowe, czasem jednoosobowe, więc tutaj mamy też szeroki wachlarz tych polowań. Ale teraz chciałam jeszcze zapytać…
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Ale przepraszam, jeżeli mogę wtrącić, ponieważ mnie powiedziała o rzeczy bardzo ważnej, która jest częścią polowania niezbywalną. To jest pokot. Czyli mamy efekt polowania i te pokoty były zorganizowane albo przed domem, tym domem gospodarza polowania były przywożone, albo też były to pokoty, jeżeli to było wielodniowe polowania i odbywały się na przykład, tak jak właśnie mówimy o Julinie Potockich z Łańcuta, to te pokoty odbywały się przed Pałacem Julińskim. Nie wieziono tego pokotu do zamku w Łańcucie. I pokoty były rzeczą niezwykle efektowną, niezwykle ważną, ponieważ to był sukces polowania, to był efekt polowania, szczycono się nim. Był odpowiedni sposób układania zwierząt na pokocie. Zresztą pokoty Jak sama nazwa pokot wskazuje, to było rozkładanie zwierzętów pokotem na płasko, ale również nazywano pokoty sztreką, czy rozkładem właśnie dlatego, ale były też pokoty czy sztreki, które były powisami. Kiedy na przykład łóżce były zawsze powieszone, kiedy na przykład ja przygotowałam nawet fotografię, Proszę bardzo, to jest dwudziestolecie międzywojenne.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak wyglądały te proszone śniadania w lasach. To jest u Radziwiłłów w Antoninie, to jest u Sambuszków w Gumniskach. Ale chcę pokazać pokot, ponieważ pokot jest Panowie się polowali, panowie się fotografowali przy pokocie. Myślili się, że się fotografowali. To jest słynne polowanie w Dawid Gródku u księcia Karola Nadziwiła. To już jest dwudziestolecie międzywojenne. To jest polowanie jeszcze, jeszcze także dwudziestolecie międzywojenne właśnie Powis Górców. To jest u Jarosława Potockiego na Polesiu.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Proszę zobaczyć. To jest powis bardzo efektowny. Ja mam świadomość, że przy obecnej wrażliwości może to budzić sprzeciw. Ale jak powiedziałam, to była ówczesna kultura. Także jeszcze jedna rzecz. Były tak zwane księgi myśliwskie. Miał taką Julin, miał taką Włodzimierz Dzieduszycki, gdzie wpisywano się myśliwi z danego polowania, zdawali swoje krótkie relacje, niejednokrotnie wpisywano co upolowano, były też zestawienia. To jest właśnie bardzo ciekawe, że właśnie XIX wiek, kiedy prasa łowiecka, mamy tutaj na myśli łowca polskiego, jeźdźce i myśliwego, która publikowała która publikowała nie tylko relacje, nie tylko fotografie, ale także tabele z…
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Przepraszam, dość dużo tego przygotowałam. Tutaj mamy śniadanie, w innym majątku u Poletyłów, właśnie spożywane na Wąży. No i chyba w tym natłoku O jest! Jedno pokażę tylko. Ona jest z Antonin. Antonin Józefa Potockiego. Proszę zobaczyć jaki rezultat polowań, jak rozpisany z uwiecznionymi sylwetkami poszczególnych zwierząt łownych, które właśnie spolowano podczas tego polowania.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Ja bym powiedziała, że to przypomina taką formę katalogu.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak, tak.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, wracając do pytania, które chciałam zadać, proszę powiedzieć, czy były jakieś takie najsłynniejsze polowania, najbardziej takie znane, prestiżowe, top of the top? Czy widzimy coś takiego, dostrzegamy?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak, było oczywiście. I one związane są z dosłownie arystokratycznymi, tymi wielkopańskimi, jak mówiono w poprzednich wiekach, polowaniami, ponieważ związało się to po prostu z posiadaniem łowisk odpowiednich i oczywiście fortuną, która pozwalała na zorganizowanie takiego polowania, bo zawsze się to wiązało z ogromnym wydatkiem. Dla ludzi bogatych to wydatkiem nie było. Słynne były polowania na łosie u Aleksandra Skibunta w Porzeczu. Słynne były polowania u Dzieduszyckich w Pieniakach i w Potużycy. Słynne były polowania, tam polowano na dziki przede wszystkim, tak zwane dzicze polowania. Słynne były polowania u Radziwiłłów. U Radziwiłłów nie świeżo, ale bardziej w ordynacji Dawid Gródeckiej, gdzie polowano na niedźwiedzie.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Słynne były polowania w Berezynie u Maurycego Potockiego. Berezyna była w gnieszczyźnie, leżała nad rzeką Berezyna i tak nazywał się majątek, który wniosła Potockim Anetka Tyszkiewiczówna słynna. Tam polowano na niedźwiedzie. Zresztą jeden z najstarsze zachowane polskie trofeum, kresowe. To jest właśnie niedźwiedzica strzelona, trofeum niedźwiedzicy strzelonej przez Romana Potockiego właśnie u Maurycego Potockiego w Berezynie i ono jest zachowane w łańcucie. Słynne były polowania radziwiłowskie, o których już wspomniałam, na łosie, ale przede wszystkim na niedźwiedzie, właśnie w Deniskowiczach. w dobrach Dawid Grudeckich w dawnej ordynacji klewańskiej, które było organizowane jeszcze przez słynnego panie kochanku Radziwiła, później przez księcia Leona Radziwiła. To były Radziwiłmonty, taki majątek, który był stricte myśliwski, który właściwie cały zorganizowany był jak dwór myśliwski.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tam nie było To nie była ta administracja majątku, który miał jakieś gospodarstwo inne poza Łowieckim.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, czyli rozumiem, że te sławne polowania związane są przede wszystkim z rodami arystokratycznymi, z tymi rodami zamożnymi i poza polowaniami na dziki, to są to polowania na tak zwanego grubego zwierza.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
No, dzik to też jest grube zwierzę. To było kulowe polowanie, bo były śrutowe, właśnie do płowej zwierzyny, do zajęć.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli dzika zaliczano też do grubej zwierzyny, nie tylko łosie, nie tylko niedźwiedzie, ale również i dzika.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak. I jeszcze nie wspomniałam, a chcę wspomnieć właśnie o polowaniach dziczych, zresztą nie tylko, jakie odbywały się co dwa lata w Szepetówce u Józefa Potockiego na Wołyniu. To były zimowe polowania. Zresztą te właśnie te słynne polowania, to były zimowe polowania. To właśnie były zimowe polowania i one roznosiły się olbrzymim echem. I też ja wspomniałam wcześniej o tych czasopismach, szczególnie o Łowcu, który został wydawany był wydawany przez Galicijskie Towarzystwo Łowieckie. Ono powstało w roku 1876 i od roku następnego zaczęto wydawać Łowca. To była popularyzacja polowań, to było pokazywanie kultury łowieckiej, przeszłej i aktualnej.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
To były relacje z polowań. To było jednocześnie edukowanie wszystkich czytelników, którzy byli myśliwymi poprzez relacje z tych polowań, poprzez relacje ze sposobu ich organizacji. To była ta warstwa edukacyjna, wtórna do zamierzonej. A poza wszystkim w pewnym momencie zaczęto drukować, publikować fotografie właśnie z tych pokotów, bo ten pokot to nie było tylko sfotografowanie spolowanej zwierzyny, ale jak na przykład w Szepetówce, to było nawet tutaj mamy. Tutaj mamy służbę łowiecką i samych myśliwych. A przepytówce słynna fotografia, której znowu pewnie teraz nie znajdę, w tym natłoku, pokazywała myśliwych razem z Naganką i razem ze służbą łowiecką majątku Potockiego i razem ze wszystkimi zresztą podpisanymi myśliwymi, a przed nimi leżało tych kilkadziesiąt dzików, które ułożone były na świerkowych gałęziach.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli pani doktor, polowania nierozerwalnie związane ze światem ziemiańskim, odgrywające również bardzo ważną rolę społeczną. I tak naprawdę trudno opowiadać historię ziemiaństwa, nie uwzględniając tych tematów związanych z myślistwem.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Pamiętając o tym, że wszystkie te trofea w formie medalionów czy skór, ozdabiały te siedziby. Oczywiście.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Myślę, że to jest świetne podsumowanie i puenta, i na tym naszą rozmowę skończymy. Bardzo dziękuję za interesujące przedstawienie tematu. Właściwie mówiąc o ziemiaństwie, musimy o tym powiedzieć. Państwu dziękuję za uwagę. Zapraszam do odsłuchania kolejnych naszych podcastów, w których odwiedzamy świat ziemiański. Dziękuję za dzisiaj i do usłyszenia, do zobaczenia.