Ziemianin niezwykły: Włodzimierz Dzieduszycki (1825–1899)

Rozmowa z prof. Kazimierzem Karolczakiem 36:34

W ostatniej rozmowie z prof. Kazimierzem Karolczakiem, wybitnym badaczem dziejów dziewiętnastowiecznej Galicji, przez wiele lat związanym z Uniwersytetem Pedagogicznym im Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, zajmiemy się Włodzimierzem Dzieduszyckim, jednym z najbardziej niezwykłych i nietuzinkowych przedstawicieli ziemiaństwa polskiego w Galicji – zamiłowanym przyrodnikiem, muzealnikiem, mecenasem nauki oraz sztuki, promotorem folkloru i sztuki ludowej, stroniącym wprawdzie od polityki, lecz nie uchylającym się jednak od związanych z nią obowiązków, jeśli tak kazał interes społeczeństwa. Obok utworzonego przezeń muzeum i sukcesów na wystawach światowych w Wiedniu i Paryżu, zajmiemy się też prywatną sferą życia pana na Poturzycy –romantycznymi okolicznościami poznania przyszłej żony Alfonsyny oraz trudnościami, jakie nieśmiały kawaler musiał pokonać przy oświadczynach…

Transkrypcja

dr Ewelina Kostrzewska:
Dzień dobry, witam Państwa serdecznie, dr Ewelina Kostrzewska, Instytut Historii Uniwersytet Łódzki. Spotykamy się w kolejnym podcaście realizowanym w cyklu Historia dzieje ziemiaństwa. Tematem naszej dzisiejszej rozmowy jest niezwykła postać żyjąca w wieku XIX, Włodzimierz Dzieduszycki, człowiek dialogu. A naszym gościem jest pan profesor Kazimierz Karolczak, Kraków, badacz historii ziemiaństwa, arystokracji, osoba, która zajmuje się dziejami Galicji i wybitny znawca biografii Włodzimierza Dzieduszyckiego. Dzień dobry, witam panie profesorze.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Dzień dobry.

dr Ewelina Kostrzewska:
Bardzo dziękuję, że zechciał Pan Profesor przyjąć nasze zaproszenie i możemy o tej niezwykłej postaci dzisiaj trochę porozmawiać. Czy Pan Profesor zechciałby przybliżyć, kim w ogóle był Włodzimierz Dzieduszycki?

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Dziewiętnastowiecznikiem i to bardzo dobrze o nim powiedziane, że człowiek XIX wieku, bo urodzony w 1825, a zmarł w 1899. Czyli zakończył też swoją działalność, swój żywot w wieku XIX. Natomiast o Włodzimierzu Dzieduszyckim powiedzieć krótko, kim był, jest trudno. Po pierwsze, jest to ktoś, kto z jednej strony jest bardzo nieśmiały w młodości, ktoś kto widzi przyszłość w taki sposób, że chce godzić, a nie dzielić. Że chce ludzi łączyć. i to w sposób poprzez swoje życie, czyli nie deklaratywny, że tak będzie, tylko w ten sposób postępując. Jednocześnie arystokrata z urodzenia i bogaty ziemianin, bo to jakby trzeba podkreślić, że jest to jeden z bogatszych ludzi w Galicji. Dlaczego? No dlatego, że jest jedynakiem.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
że łączy dwie rodziny, które bardzo dużo wniosły w kulturę na ziemiach polskich, bo jego ojciec jest dzieduszycki, a matka jest działyńska, działyńska skórnika, siostra Tytusa Działyńskiego, który jest postacią w kulturę mocno wpisaną. I Włodzimierz Dzieduszycki wywodząc się z takiego mariażu dwóch rodzin zasłużonych dla polskiej kultury, wnosi w tą kulturę również taki bakcyl łączenia. Kultura ma łączyć Polaków i Ukraińców. On jest człowiekiem pogranicza. Na pograniczu można albo walczyć i konfliktować, albo można łączyć. Dzisiaj Włodzimierz Dzieduszycki jest przypominany jako ten, który łączy Polaków i Ukraińców, który mówił o sobie, wywodzi się z rodziny ruskiej. Większość polskich możnawładców I Rzeczypospolitej ma większość tych arystokratów, książąt, ma korzenie litewsko-ruskie. Natomiast dzieduszyncy stali się Polakami stosunkowo szybko, bo to już w XV, koniec XV-XVI wiek są i katolikami, i Polakami, tak jak wiele rodzin z tego okresu, rodzin ruskich, które żeby wziąć udział w tym wyścigu do urzędów I Rzeczypospolitej, musiało się spolonizować.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
i musiało przejść na katolicyzm. To dzieduszycy zrobili, ale Włodzimierz to jest dopiero XIX wieczny i to, że on mówi o tym, że z takiej rodziny pochodzi, to już jest wielką wartością. Podobnie zresztą jak Leonsa Piecha, też przypomina bijąc się w pierści Jan Rusin, chociaż on to robi manifestacyjnie.

dr Ewelina Kostrzewska:
Panie profesorze, a czy wpływ na tą postawę, taką stawiającą na współpracę, na ugodowość, na szukanie platform porozumienia, a nie wyostrzanie konfliktów, miało wpływ wychowanie Włodzimierza? Bo już wiemy, z jakich rodów się wywodzi. Natomiast czy to wychowanie, te wczesne lata młodości w jakiś sposób ukształtowały taką, a nie inną jego postawę?

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
To jest decydujące, myślę, właśnie w wychowanie, wykształcenie. Ten jedynak, który jest dość chorowity w młodości, on się jąka, on jest wysyłany na leczenie tego jąkania do krajów niemieckich, tam są specjaliści, trochę mu pomagają. On ma opracowany cały system kształcenia przez swojego ojca. To jest coś niespotykanego. Ten ojciec wypisał na jakich etapach życia, jakie ma pobierać lekcje, w tym trzecim etapie ma studiować. Studiować prawo, bądź agronomię, czyli te nauki rolnicze. w zależności od swoich chęci, bądź w Akademię Wojskową, jeżeli będzie chciał. I tu jakby wkreślił, że to w krajach niemieckich, bo wtedy, to jest jeszcze połowa XIX wieku, mamy na ziemiach polskich bardzo słabe z uniwersytetami.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
we Lwowie jest uniwersytet na poziomie szkoły średniej, lepszej, ale w języku łacińskim i niemieckim. To samo w języku niemieckim jest Uniwersytet Jagielloński, więc tu nie kwestie języka odgrywały rolę, tylko dobrej uczelni. Czyli to jest tak określone kształcenie, wychowanie, precyzyjnie nakreślone, gdzie ma bywać, kto ma mu udzielać tych lekcji. Lekcji mu udzielają wybitni profesorowie Uniwersytetu Lwowskiego. Latem, podróżuje z preceptorem po Europie. Franciszek Pleczkowski, specjalnie zatrudniany, znakomity, taki nauczyciel domowy, który jeździ z nim po Europie. Słucha młody dzieduszycki na uniwersytetach wykładów, które mu ojciec polecił, albo które go interesują. Dużo przyrodniczych, bo to go pasjonowało, po matce ma te zainteresowania.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
I jednocześnie, to zawsze podkreślam, Włodzimierz nie ma żadnego dyplomu ukończenia, żadnych studiów. bo jemu to było niepotrzebne. On słuchał tego, co chciał, co go interesowało i jechał do innej miejscowości swoim preceptorem słuchać innego, znanego wykładowcy. To jest również określone, gdzie on ma bywać, czyli także jest z preceptorem wysyłany do znanych cenionych rodzin arystokratycznych, które były skoligacone z rodziną dzieduszyckich, bądź były w kulturze mocno usadowione. Jeździ do Warszawy, jeździ do Wiednia, mówimy o połowie XIX wieku, mówimy o podróżach jeszcze dyliżansen powozem. Jako bardzo młody człowiek, bo ma 22 lata, jak umiera jego ojciec. Dziedziczy po nim… Duży majątek w Galicji i w Królestwie Polskim, bo część majątków jest w Lubelskiem, które wtedy już jest w zaborze rosyjskim.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Dziedziczy także majątek, który jest, ja to określam, na Podolu Rosyjskim, bo to już jest wtedy zakamieńcem podolskim, to co już należy nie do Austrii, ale do Rosji. Czyli to jest 1847 rok, jak umiera jego ojciec. Jednocześnie dziedziczy, bo to trzy tygodnie wcześniej zmarła siostra ojca, dziedziczy zarzecze, czyli majątek pod Jarosławiem, należący do Magdaleny Morskiej. z Dzieduszyckich. W 1856 roku umiera jego matka i dziedziczy po niej jedną trzecią majątków Działyńskich. pod Poznaniem, Konarzewo, z wielkim pałacem do dziś istniejącym. Co więcej, kiedy się żeni w 1853 roku, to wszyscy wiedzą, że poślubił najbardziej posażną pannę w całej Galicji. Co do końca prawda nie jest, ale faktycznie w jego rękach znajdzie się w dużej włości Miączyńskiej na ponad 20 tys.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
hektarów.

dr Ewelina Kostrzewska:
Panie profesorze, młody Włodzimierz ma pewnego rodzaju indywidualny program edukacji i wychowania ułożony przez ojca. Rozpisany, zaplanowany na kilka etapów jego życia. Czy jakaś rola matki w tym dbaniu o jego wychowanie i edukację jest zauważalna, czy niekoniecznie?

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
To zawsze jest zauważalne w tym sensie, że matkę pasjonowała przyroda, tworzyła zielniki. Pierwsza połowa XIX wieku to jest z jednej strony modne, ale też trzeba się na tym znać. Ojciec sponsorował geologa, profesora Zeissnera, który badał Tatry. przywoził z Tatr zestawy skał. Trzy takie komplety ułożył, a jeden ojciec podarował synowi. Jeden dał do Akademii Umiejętności, wtedy jeszcze Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. Jeden bodaj do Osolineum Lwowskiego. Włodzimierz ma i ze strony ojca te zainteresowania, i ze strony matki.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Matka miała taką szafę, w której te zioła różne, roślinki układała i młody Włodzimierz jak był we Lwowie, to z preceptorem chodził po tych przedmieściach Lwowa i zbierali różnego typu rośliny. On się znakomicie na tym znał i te jego przyrodnicze zainteresowania potem będą doceniane przez Europę. On stanie się też wybitnym ornitologiem. Jego nazwisko jest w nazwach wielu okazów. ornitologicznych. W zasadzie wszystkie towarzystwa ornitologiczne w Europie zapraszały go na członka, on jest członkiem nie tylko towarzystw naukowych, ornitologicznych, przyrodniczych, jest członkiem Akademii Umiejętności, jest honorowym obywatelem. doktorem honoris causa Uniwersytetu Ludowskiego, to moglibyśmy wymieniać całą masę rzeczy. I to, co matka mu zaszczepiła, żeby wrócić do tego pytania, to jest przyroda.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
I to, że on będzie wybitnym przyrodnikiem, to jest bezwzględnie zasługa matki.

dr Ewelina Kostrzewska:
Wpływ matki, rozbudzenie zamiłowania do przyrody w młodym Włodzimierzu, który utrzyma się właściwie, jak rozumiem, do końca jego życia. Wspomniał też pan profesor o tym, że zawarł dobry związek małżeński, mariaż. z tą najbogatszą panną w Galicji. Ale my wiemy, że tam się kryje jeszcze pewna taka romantyczna historia, ponieważ pan profesor uchylił tego rąbka tajemnicy mnie. To teraz ja bym poprosiła, żeby pan profesor o tym wspomniał również i naszym słuchaczom.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Włodzimierz, tak jak większość młodych arystokratów w XIX wieku, w którymś momencie, o ile nie sam dojrzeje do tego, żeby zawrzeć małżeństwo, to rodzina zaczyna go do tego nakłaniać i u Włodzimierza to matka była tą, która ojciec już nie żyje. Włodzimierz ma wtedy 26 lat i matka stwierdziła, że Włodziu trzeba się żenić. I wobec tego znajomi, ciotki zaczęły filtrować to środowisko ziemiańskie, jaka kandydatka na żonę dla bogatego arystokraty byłaby odpowiednia. Tych kandydatek wyszukano kilka i tak jak się wówczas działo, karnawał we Lwowie, karnawał 1851 roku. I podczas tego karnawału Włodzimierz ma podane kilka tych domów, gdzie się będą wieczory w karnawale odbywały, bo tam jest córka, która może być kandydatką na żonę. W zasadzie nie poszedł na żaden ten wieczór, a chodził na inne te wieczory, gdzie popatrzył sobie już na tę kandydatkę, która była tam z rodzicami i pisze liściki co wieczór do matki. Kochana mamusiu, oglądałem tam pannę, no powiedzmy, Karnicką, bo jedna była Karnicka. Mała, gruba, szpetna, nie podoba mi się.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
I to kończyło się na tym. Karnawał się kończy. Młody Dzieduszycki nie ma kandydatki na żonę, ostatniego dnia poszedł do teatru. I w teatrze, siedząc w loży, zobaczył po drugiej stronie piękną dziewczynę. I zauroczony, jeszcze wieczorem liścik do matki, mamusiu, cud zjawisko widziałem w teatrze, nie wiem kim jest panna, ale będę się dowiadywał. Oczywiście kuzyna znajomych nakłonił, żeby dowiedzieli się, kim jest panna. Panna okazała się bardzo ciekawe imię – Alfonsyna. Alfonsyna Miączyńska, hrabianka Miączyńska, która przyjechała z matką, Potocka matka, przyjechała tylko na ten spektakl do teatru, bo panna ma 15 lat, jeszcze nie dojrzała do karnawału, nie wolno było piętnastolatki zabierać na zabawę karnawałową i wróciła do pałacu w Pieniakach pod Złoczowem z teatru.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Włodzimierz wysyła znowu tych swoich kuzynów, żeby się dowiadywali, czy może się starać o rękę, bo to jest pewien rytuał. Dowiedział się, że może się starać, ale panna teraz jest za młoda na małżeństwo, więc dopiero jak skończy 17 lat, będzie mogła wyjść za mąż. Wyprzedzając dokładnie, w jej 17. urodziny odbył się ślub. Był ślub, wesele, ale nim to nastąpiło, to Włodzimierz musiał się oświadczyć. I Włodzimierz, nieśmiały, młodzieniec, trochę się jąkający, wtedy już nie młodzieniec, bo mający już 26-27 lat, pojechał do tej siedziby Miączyńskich, żeby się oświadczyć. I znowu pisze liściki do matki codziennie. Mamusiu, siedzieliśmy po obiedzie w salonie, rodzice panny wyszli, ale nie byłem w stanie wydusić z siebie ani słowa i nic.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Nie oświadczyłem się. I to trwało kilka dni i wreszcie entuzjastyczne Udało się, odważyłem się, panna przyjęła, rodzice też. No i wtedy zaczął się proces przygotowań do ślubu i do wesela. Dlaczego to takie wątpliwe, że najlepszą partię w całej Galicji wtedy dostał? Dlatego wątpliwe, że okazało się, że ten majątek Miączyńskiego jest duży, ale w 80% zadłużony, że są takie długi, które trzeba spłacać natychmiastowo i praktycznie Miączyńskiego by zlikwidowano, zlicytowano. Miączyński nie był dobrym gospodarzem. On lubił jeździć po Europie, lubił się bawić, o gospodarkę nie bardzo dbał. To sprawiło, że Włodzimierz, jak przez nowo swoich wysłanników posprawdzał, bo to się sprawdzało, aktywa, pasywa, ile trzeba spłacać, jaki dochód daje majątek, to się okazało, że duży majątek, ale w zasadzie w upadku. Co zrobił Włodzimierz? Spłacał wszystkie długi, jak się ożenił, absolutnie nie informując nikogo o stanie majątkowym.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
To tylko w korespondencji takiej prywatnej się znalazło. I przez całe życie Alfonsyny wszyscy wiedzieli, że to była najbogatsza panna z wielkim posagiem, którą wziął.

dr Ewelina Kostrzewska:
Włodzimierz. Czyli dbał o dobre imię swojej żony, potrafił być dyskretny i wytrwały jeszcze, oprócz tego, że był tym człowiekiem dialogu, o czym już mówiliśmy. Panie profesorze, ale to nie tylko to. Pan profesor jest wybitnym specjalistą, jeżeli chodzi o dzieduszyckich. Włodzimierz jest również człowiekiem silnie osadzonym w kulturze. miłośnikiem pewnie nie tylko przyrody, ale właśnie też sztuki. Co mu.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Zawdzięczamy? Jeżeli my mówimy o Włodzimierzu jako człowieku dialogu, to chociaż dwa słowa o polityce. Włodzimierz po powstaniu styczniowym Został namówiony do tego, żeby przekonać emigrację paryską. by nie kontynuować powstania po zimie, po zimie 1963-1964, ponieważ to tylko przyniesie kolejne tragedie i żeby tych emisariuszy do Galicji nie wysyłać. Pojechał z przyszłym swoim zięciem, wtedy jeszcze nie wiedział, że to będzie jego zięciem, też z Tadeuszem Dzieduszyckim. Pojechał do Paryża. a pretraktował wśród decydentów na emigracji. Oczywiście robił to dyskretnie, ale dyskrecja miała i ma to do siebie, że się szybko ujawniają pewne rzeczy. I jak wracał z Paryża przez Wiedeń, to został zaproszony na dwór przez cesarza Franciszka Józefa, który mu dziękował za to, że przyczynia się do zakończenia tej ruchawki powstańczej, żeby był spokój.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Włodzimierz się trochę zdziwił, że został tak przyjęty, ale okazało się, że potem do końca życia Franciszka Józefa, Franciszek Józef mu to pamiętał. Pamiętał, że Włodzimierz był tym, który nie zaognia, tylko próbuje coś łagodzić i łączyć. I jak w 1876 roku było bardzo duże napięcie w stosunkach polsko-ukraińskich z Ukraińcami w Galicji, przecież to połowa ludności w Galicji to byli Ukraińcy, połowa Polacy, a 10% Żydzi. I wtedy Włodzimierz Dzieduszycki jest jedynym kandydatem, na którego godzą się obie strony, sporu, ale też cesarz, żeby został marszałkiem Sejmu Krajowego Galicyjskiego. Bo u niego w pałacu na Kurkowej we Lwowie odbywały się już wcześniej takie rozmowy między politykami polskimi, ukraińskimi, które miały doprowadzić do kompromisu. On tę funkcję przyjął na kilka miesięcy, na to posiedzenie, które w tej kadencji wtedy było jedyne i powiedział, że tylko na ten czas, a potem się z tego wyłączy. I tak zrobił. On się w polityce źle czuł.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Dlaczego się czuł dobrze w kulturze? Dlatego, że jako… pasjonat przyrody, zbierał te różne okazy przyrodnicze, a w momencie, kiedy uznał, że można z nich stworzyć coś, co będzie służyło ludziom, kupił kamienicę we Lwowie, do dzisiaj istniejącą na ulicy Teatralnej 18, Nawet ulica się tak samo nazywa dzisiaj. Dostosował ją do muzeum i stworzył pierwsze prywatne w Europie muzeum przyrodnicze. Muzeum jest do dzisiaj jako Muzeum Przyrodnicze Ukraińskiej Akademii Nauk. zbiory, które wzbogacał do końca swojego życia, tworząc ordynację po to, żeby z ordynacji dochody szły na zakup okazów do tego muzeum. Między innymi kupił tak zwany skarb szcytyjski, skarb Michałkowski tak go nazywano, złoto szcytyjskie, które odkryto na polach dzisiejszej Ukrainy. Ono zniknęło w czasie II wojny światowej. Trudno jakby dziś wnioskować, co się z nim stało, ale być może zostało zagarnięte przez któregoś z NKWD-istów, generałów i przetopione wręcz, bo śladu po nim nie zostało, a to było wiele kilogramów złota z Sytyjskiego.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
To jest jedno, jeśli chodzi o muzeum przyrodnicze. Druga rzecz to jest biblioteka potużycka. Potużyca to był ten pałac jego ojca. I tam się Włodzimierz też wychowywał. Na zimę przyjeżdżali do Lwowa. I tą bibliotekę z Potużycy nie tylko, że przeniósł też do Lwowa, ale z 20 tysięcy tych bardzo cennych nabytków, które jeszcze zgromadził jego ojciec, on dokupił kolejne 20 tysięcy, 40 tysięcy cennych rzeczy. To nie była literatura współczesna, ale to były starodruki. Nawet taki ciekawy proces miał z klaryskami starosądeckimi.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
o taki dokument Vita Beata Cunegundis, bo ten rękopis został skradziony ze zbiorów klasztornych i potem pojawił się na rynku, a Włodzimierz nie wiedział o tym, on to kupił. I stąd proces sądowy. Pozostał ten rękopis u niego, ale stało się to głośniej. To w kulturze nie wszystko. Bo jak stał się muzealnikiem, to raptem zaczął być ceniony w całej Europie. a w Monarchii Habsburskiej w Wiedniu uważano go za znakomitego znawcę prezentacji muzealnictwa. On był pierwszy, który w Europie zaczął pokazywać różnego typu okazy i przyrodnicze, ale też kulturę ludową w naturalnym otoczeniu. Czyli jak został powołany przez cesarza na przewodniczącego komitetu całych Austro-Węgier na wystawę światową w Paryżu w 1878 roku, to on tam zawiózł całe chaty huczulskie, kazał je zmontować.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
i huculszczyznę, która dzisiaj jest rewelacją, jest tą kulturą, którą poznajemy, którą gromadzimy. On to pokazywał w Paryżu w tym naturalnym otoczeniu, pokazywał kilimy huculskie. Zabawna rzecz. A te kilimy po zakończeniu wystawy, one się tak podobały zwłaszcza Anglikom, że przysłali zamówienie na tysiąc sztuk. No i Włodzimierz nie bardzo wiedział, co ma zrobić i odpisał, że się fabryka spaliła. No bo wiadomo było, że Anglicy myśleli, że to jest produkowane maszynowo, fabryca. To było rękodzieło wytwarzane przez ludowych.

dr Ewelina Kostrzewska:
Twórców. Panie profesorze, czyli można powiedzieć, że on na tą wystawę paryską zabrał taki trochę skansen z rekonstrukcją tych chat hutsulskich i to była rewelacja podczas tej.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Wystawy. Tak, to potem zaczęto w ten sposób na różnego typu wystawach w Europie prezentować się to, co chciano pokazać. Natomiast tu, jeśli chodzi o Włodzimierza, to ktoś, kto go nie znał, to czasem mówił, że to jakiś prymitywny człowiek, bo on takie ludowe rzeczy się otacza. Przecież w jego pałacu w Pieniakach, ogromnym pałacu, on miał cały dół urządzony właśnie w te wytwory rękodzieła, głównie Huculskiego. Dopiero jak z nim się rozmawiało, jak ktoś go poznał, to wtedy widzieli, że raptem mają do czynienia z człowiekiem wysokiej kultury. On się zna na operach, on się zna na muzyce, natomiast najbardziej ceni tak zwany przemysł domowy, jak wówczas nazywano. Ten przemysł domowy walczył w Sejmie, on tworzył szkoły garncarskie, koronkarskie. Zachwycał się rękodziełem i dopiero jak go się poznało, to wtedy nikt już nie miał wątpliwości, że nie ma do czynienia z człowiekiem.

dr Ewelina Kostrzewska:
Prymitywnym. Ale to znaczy, że Włodzimierz też trochę wyprzedzał swoje czasy, bo taki zwrot ku ludowości, właśnie ku temu przemysłowi domowemu, ku temu co było wytwarzane ręcznie przez mieszkańców chłopskiej wsi, to stało się bardzo modne na przełomie XIX i XX wieku, chociażby w Królestwie Polskim. powstawały całe odezwy wręcz, które wzywały do tego, aby o to dbać, dlatego, że to jest coś unikatowe, co jest dla nas, dla narodu, który funkcjonuje bez swojego państwa, to jest coś unikatowe, coś, co pozwoli nam zachować poczucie przynależności do narodu i zachować polskość. Właśnie w tym czasie, kiedy mówimy, że ojczyzną był język i mowa, to jeszcze możemy dodać, że uważano, że właśnie ta chłopska wieś też jest tą ostoją takiej czystej, czystej pruskości. Więc wydaje się, że Włodzimierz również tutaj te swoje czasy.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Wyprzedza. To prawda, co więcej, on w tym swoim muzeum przyrodniczym stworzył cały dział etnograficzny. Tam na przykład był największy zbiór pisanek wielkanocnych. Z każdego powiatu z Galicji przysyłano mu pisanki wielkanocne, takie pięknie zrobione, pomalowane. Na bazie jego zbiorów powstało Muzeum Etnograficzne w Lwówie, do dzisiaj istniejące. Co więcej, jest uznawany, i to nie jest moje zdanie, tylko uznawany w Europie za twórcę wystaw etnograficznych. Pierwszą taką wystawę etnograficzną zorganizował, sfinansował, bo on finansował, on wkładał pieniądze w tą kulturę w Kołomyi. Obecnie wszyscy pamiętają, kim jest tam Włodzimierz Dzuszycki.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Tam jest zresztą Muzeum Pisanek. Fantastyczne muzeum, wielka pisanka, taka sztuczna, stoi przed tym muzeum. Pamiętają o tym, że huculszczyznę dla Europy odkrył Włodzimierz Dzietuszycki. Wybitni profesorowie wiedeńscy z kolei pisali, że śpiewu ptaków, jak ptaki wiją gniazda, to musiał się nauczyć, przyjeżdżając do Lwowa i wchodząc do Muzeum Włodzimierza Dzieduszyckiego. W 1880 roku, podczas wizyty w Galicji cesarza Franciszka Józefa I, Włodzimierz Dzieduszycki ofiarował to muzeum przyrodnicze krajowi. Był tam wtedy Franciszek Józef, zresztą to bardzo cenił Włodzimierza. Włodzimierz miał dostęp na dworze Franciszka Józefa, w zasadzie kiedy by chciał, to miał audiencję, ale on tego nie nadużywał na pewno. Natomiast ofiarował krajowi.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
To takie troszeczkę dzisiaj niezrozumiałe jest dla Ukraińców, bo piszą często, że ofiarował Ukrainie. No nie. Nie ofiarował ani Ukrainy, ani Polsce, bo wtedy nie było ani Ukrainy, ani Polski. Ofiarował krajowi, a krajem była Galicja. bo monarchia habsburska składała się z krajów autonomicznych. Takim krajem była Galicja, takim krajem była Styria. Kraina, czyli dzisiejsza Chorwacja, to był też kraj austriacki, czyli krajowi, czyli Galicji. I to jest też takie nasze wspólne dziedzictwo, i polskie, i ukraińskie.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Dobrze, że to jest we Lwowie, byle tylko zniszczone nie zostało przez.

dr Ewelina Kostrzewska:
Wojnę. Panie profesorze, ja teraz mam taką refleksję, że inicjatywy, których się podejmował Dzieduszycki, bardzo szybko stawały się takie ogólnoeuropejskie, a przynajmniej on się w tej Europie zaznaczał, bo i z Muzeum Przyrodniczym, i z Muzeum, które stworzył później tym związanym z Chulszczyzną, potem Pisanki. Czyli on tak również był w tej Europie.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Rozpoznawalny? Znaczy on był bardzo rozpoznawalny w Europie, to nie tylko poprzez wystawy, te światowe wystawy, które się wtedy odbywały. Jest rozpoznawalny w wielu towarzystwach naukowych. On jest uważany za wybitnego naukowca, ale to, co mówiłem, on nie ma żadnego dyplomu, bo jemu to było niepotrzebne. Wystarczyło, że się mówiło Włodzimierz Dzieduszycki, graf Dzieduszycki i wszyscy wiedzieli kim on jest. Dużo pieniędzy wkładał jako mecenas wydawania książek. To jest fenomenalne, bo wydając książki ornitologiczne, to pamiętajmy, że w latach sześćdziesiątych XIX wieku nie mamy druku cyfrowego i tak dalej, więc każda ilustracja jest ręcznie malowana przez wybitnych malarzy, których on opłaca. I tyle egzemplarzy ile jest, to tyle jest malowanych ilustracji, niczego się nie odbija. Taka jedna książka ornitologiczna, przygotowanie jej, wydanie kosztowało tyle co dobry.

dr Ewelina Kostrzewska:
Folwark. Panie profesorze, czyli Włodzimierz Dzieduszycki, człowiek dialogu, jak powiedzieliśmy na początku, ale też mecenas sztuki i kultury po prostu z urodzenia. postać bardzo interesująca. Pewnie jeszcze byśmy mogli tutaj o nim bardzo długo rozmawiać, ale zostawmy naszych słuchaczy z pewnym niedosytem i może z rozbudzonym zainteresowaniem, co sprawi, że zaczną szukać bliższych informacji o bohaterze naszej dzisiejszej rozmowy. Panie profesorze, bardzo dziękuję za fascynującą opowieść o biografii niezwykłego człowieka wieku XIX. Państwu dziękujemy za uwagę. Zapraszamy do wysłuchania kolejnych naszych podcastów. Do.

Prof. dr hab. Kazimierz Karolczak:
Widzenia. Dziękuję.