To już trzeci podcast z serii poświęconej ziemiańskim podróżom. Tym razem przyjrzymy się im szerzej w kontekście arystokracji i bogatego ziemiaństwa z pierwszej połowy XIX wieku, a naszym przewodnikiem będzie badająca od wielu lat to zagadnienie dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska, Kurator Zbiorów i Ekspozycji Historycznych Muzeum-Zamek w Łańcucie. Zastanowimy się, jak wyglądała strona organizacyjna podejmowanych wówczas wyjazdów, jakie bagaże i ilu ludzi ze sobą zabierano, a przede wszystkim przyjrzymy się fascynującemu światu służących do podróży pojazdów konnych – koczy, dormez i bryczek. Poznamy ich zaskakująca praktyczne – nawet z dzisiejszego punktu widzenia – funkcjonalności (z przemyślnie zaprojektowaną lampą do czytania na czele), a na koniec porozmawiamy szerzej o zaprzęgach i ich obsłudze, zawsze odwołując się do przykładów z pamiętników i ikonografii z epoki
Transkrybcja
Dr Ewelina Kostrzewska:
Dr Ewelina Kostrzewska, Instytut Historii, Uniwersytet Łódzki. W naszym kolejnym podcaście w cyklu, który jest poświęcony historii ziemiaństwa, będziemy rozmawiać o podróżach polskiej arystokracji i bogatego ziemiaństwa w XIX i początkach XX wieku, a zaproszenie do rozmowy przyjęła pani dr Aldona Holewianka-Kuruszyńska, kurator zbiorów i ekspozycji historycznej w Muzeum Zamek w Łańcucie. Dzień dobry, witamy pani doktor.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Dzień dobry.
Dr Ewelina Kostrzewska:
I dziękujemy za przyjęcie zaproszenia i rozmowy, myślę, że na bardzo ciekawy temat dotyczący podróży arystokratycznych i zimiańskich. Pani doktor, na początek zapytałabym o tradycję tego podróżowania, bo to nie jest tak, że podróże pojawiły się nagle w wieku XIX. Ja zresztą czytając artykuł, Pani doktor, już wiem, że możemy o tej tradycji trochę powiedzieć, a to jest bardzo interesujące. Czy te podróże się zmieniały, czy one były takie same?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak istotnie te podróże XIX-wieczne, które są tematem naszej rozmowy, były osadzone w tradycji wcześniejszej. Podróże XVII-wieczne, ich zasady, organizacji, sposób podróżowania zostały przeniesione do wieku XVIII. I te XVIII-wieczne w naturalny sposób zostały prolongowane do wieku XIX. Ale o ile w wieku XVII i XVIII zasady podróżowania, dzisiaj mówimy logistyka, była właściwie niezmienna, o tyle w wieku XIX Z racji na charakter zmian i istotne, które zachodziły w wieku XIX, aż właściwie do pierwszej wojny światowej, bo w moim pojęciu taką kulturową cezurą wieku XIX jest wybuch pierwszej wojny światowej. Więc jeżeli mówimy o wieku XIX, to siłą rzeczy przenosimy to jeszcze do pierwszej ćwierci wieku XX. I w tym wieku XIX Tradycja i sposób podróżowania, jakie spotykamy, już skupmy się na XVIII wieku, jest w naturalny sposób przeniesiona w wiek XIX, co wynikało z uwarunkowań podróży. Podróże były bowiem odbywane po bardzo złych drogach. przy nieistniejącej, znowu słowo współczesne, brzydkie w stosunku do tego XIX czy XVIII wieku, bez posiadania infrastruktury, która by uprzyjemniła, umożliwiła, ułatwiła podróże.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
W związku z tym te XVIII wieczne podróże były miały dość skomplikowaną formę. Przede wszystkim, i mówimy tutaj o najwyższej warstwie, zasada była podstawowa. One miały być zorganizowane w ten sposób, żeby podróżny nie czuł się gorzej niż w swoim własnym domu, który był zawsze wyposażony, urządzony i tryb życia w nim, jak spędzanego, był niezwykle wygodny. W związku z tym i podróże musiały dostarczyć takiej samej dozy bezpieczeństwa, wygody, wręcz komfortu. Dlatego ta główna osoba podróżująca, bohater podróży, był otoczony właściwie dworem swojej służby i to w bardzo szerokim zakresie służby, ponieważ poza służbą osobistą, poza służbą, która się zajmowała końmi, a wieziono również obroki dla tych koni, poza kuchnią, czyli właściwie kredensem z zapasami, ale również z naczyniami stołowymi i kuchennymi. poza brykami, w których wieziono łóżka, pościel, stoły, w których wieziono makaty, skóry łosie, którymi wybijano napotkane po drodze skromne, bardzo skromne karczmy. A cała organizacja polegała na wyprzedzeniu tej utylitarnej części kawalkady podróżnej przed pojazdem i najbliższym otoczeniem, asystą tego pojazdu, czyli wojewoda wyjeżdżał np. z Dubna i jechał do Krakowa.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
zupełnie przypadkowy, nie przytaczam tutaj żadnej relacji. W związku z tym, cała Świta wyjeżdżała o dzień wcześniej, także kiedy on przyjeżdżał na już z góry umówiony, bo nie było w tym przypadku postój, zastawał tą skromną izbę, urządzoną jego łożem, z baldachimem, ze stołem zastawionym srebrami, Może to wszystko brzmi górnolotnie, ale tak to wówczas wyglądało. I te pierwsze XIX-wieczne podróże przez pierwsze 30-40 lat XIX wieku, to powtarzały. My mamy, my znamy takie słynne podróże na przełomie wieków XVIII i XIX. Obie dotyczą jeszcze do Kaniowa, to jest mocno XVIII-wieczna, Adama Kazimierza Czartoryskiego, który towarzyszył królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. A później były dwa słynne objazdy Dubr, księcia Adama Kazimierza, które zostały, dziennik tych podróży został spisany i one dają olbrzymi materiał poznawczy, aby zobaczyć jak skomplikowane, jak bogate te podróże, w bogaty sposób były zorganizowane, bardzo zsynchronizowane. Książę Adam Kazimierz Czartoryski wiózł brykę z biblioteką. Wiózł brykę, w której jechała orkiestra.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Kawiarnia miała swoją oddzielną brykę. I oczywiście kawiarz, który przyrządzał tą kawę, etc. To było kilkadziesiąt pojazdów, kilkadziesiąt zaprzęgów, bo zaprzęg to jest, proszę Państwa, Pojazd razem z końmi i razem ze służbą powozową. To jest ekipaż, to jest właśnie zaprzęg.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, to jest niesamowite, ponieważ oni zabierali ze sobą w tą podróż właściwie…
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Całe swoje życie.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Tak, cały swój dom. A ja jeszcze odwołam się do artykułu, też pani doktor, czytając o tym kawiarzu, mnie zainteresowało, że on był nawet ubrany w specjalny strój. Miał na sobie strój turecki do parzenia tejże kawy, więc to jest fascynujące.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Bo my patrzymy przez pryzmat XXI wieku. Wówczas nie było, taki kawiarz nie miał uniformu podróżnego. A on poza wszystkim, jeżeli było to zasadą, że miało się powtarzać to, miało być powtarzalne to, co jest in situ, w jego rezydencji, no więc on nie mógł być inaczej ubrany. Książę musiał widzieć go tak, jak go widział tydzień temu, kiedy mu przynosił do jego gabinetu kawę.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Tak jest, u siebie w domu. Pani doktor, chciałam w takim razie jeszcze zapytać o to, czym podróżowano. Czy były jakieś… Właśnie wspomniała przed chwilą pani doktor o tych zaprzęgach. Co to jest zaprzęg? Co to jest ten ekwipaż? Więc czy były jakieś specjalne pojazdy przeznaczone… Mówimy już o XIX wieku, przeznaczone właśnie do podróżowania.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak, były takie. I oczywiście mówimy tutaj o najbogatszej warstwie. Bo może później porównamy to ze szlachtą, ale tymczasem zacznijmy od arystokracji i od bardzo, bardzo bogatego ziemiaństwa, które nie miało tytułów, ale materialnie równało się niejednokrotnie. Ale muszę sięgnąć do XVIII wieku, bo w XVIII wieku były karety zwane leżajkami, w których można było leżeć. W związku z tym te XIX-wieczne Dormezy, również od Dormir, to były karety, były dwie typy. Coupé Dormeza i Berlina Dormeza. Czyli dwa rodzaje karet, jedna dwuosobowa, druga czteroosobowa, której podróżowało się, jechało się, to znaczy jechała przede wszystkim w dormezie pani. I te pojazdy miały przedłużone pudła z przodu pod kozłem, albo w kierunku kozła, bo niejednokrotnie były też powożone bezpośrednio z koni przez forysi.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Pudło karety było wydłużone w ten sposób, że podczas dnia jechała tam pościel, a były też podróże, gdzie się jechało non stop. Bo na przykład z Łańcuta do Paryża jechało się 17-18 dup. Nocy i dni non-stop. W związku z tym spano w pojazdach, nie zatrzymywano się, żeby spać, co też byłoby możliwe i prawdopodobnie bywało, ale tutaj chodzi o ciągłą podróż. W związku z tym na noc odpowiednio stoliki, bo taka dormeza była bardzo luksusowo wyposażona, oczywiście wybita miękkim safianem, bardzo dużo wyposażona kieszeni, kieszonek.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, przepraszam, jedno pytanie. Safian to jest rodzaj tkaniny?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Nie tkaniny, skóry.
Dr Ewelina Kostrzewska:
To jest rodzaj skóry.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Miękkowyprawnej skóry. Bardzo mięciutki jest safian. I w tych bardzo licznych kieszonkach, mniejszych lub większych, przewożono najbardziej potrzebne w czasie podróży przedmioty. Były to sztućce w maleńkich futerałach, były to zegary, tak zwane kareciaki, również w futerałach. Były to przedmioty toaletowe, były to puzdra również, ale większe, które stawiano na podnóżku karety. Natomiast o większych gabarytach, o innych funkcjach przedmioty, które były podczas podróży potrzebne, jechały w furgonie. I wracając do głównej funkcji dormezy. Na noc rozkładano stoliki i w dormezie można było pół leżąc spać.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Natomiast w Berlinie, która miała podwójne, bo była pojazdem gdzie się siedziało vis-a-vis, Więc te dwa siedziska vis-a-vis siebie wypełniano pośrodku deską, kładziono oczywiście piernat i tam mogły dwie, trzy osoby obok siebie spać z wyciągniętymi nogami, co było już luksusowe. Było luksusowe, ponieważ i dla podróżnego, bo ta podróż była szybsza i nie związało się to z tymi właśnie postojami, z urządzaniem, karczem, Właściwie ta osoba przebywała w swoim środowisku. Zofia Szczartoryskich-Zamoyska miała taką ulubioną Berlinę, którą podróżowała i po Polsce, i wyjeżdżając za granicę. I ona opisała ją, że znowu jestem w mojej ukochanej karecie, znowu jestem w mojej ukochanej Berlinie. Do tego stopnia była do niej przyzwyczajona. Ale miejmy świadomość dzisiaj, z naszej perspektywy, że to były bardzo niewygodne podróże. Proszę sobie wyobrazić dwie osoby siedzące obok siebie w określonej pozie, które jeszcze miały u stóp właśnie puzdra z flakonami toaletowymi albo aptecznymi, bo czasami one były potrzebne. Te wszystkie ścianki, które nie były o swoim właściwym rysunku, tylko były jeszcze pełne właśnie tych kieszeni, które czyniły tą karetę pełniejszą.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Ale chcę powiedzieć o jednym zasadniczym, olbrzymim udogodnieniu, jakie posiadały dormezy. One mianowicie posiadały lampę wewnętrzną, tak zwaną lampę do czytania. Ale ta lampa nie była instalowana wewnątrz pojazdu. Ona była instalowana z zewnątrz karety. Przy tylnej ściance była domontowywana lampa, a lampa składa się z tulei, gdzie jest świeca i z głowicy prostopadłościennej, która jest sześcianem albo prostopadłościanem. W tej tulei jest świeca, która ma pod spodem, w dnie tulei jest sprężyna, bardzo mocna sprężyna o dużym wyporze. Od góry jest wkładana w tuleje świeca, od góry jest dokręcana kominkiem, który ma pęknięcie, przez które wychodzi knot. I lampa, spalając się, stawała się lżejsza, w związku z tym sprężyna podnosiła ją do góry i zawsze płomień był na pożądanej wysokości.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
I takie były lampy zewnętrzne przy pojazdach. Natomiast ta lampa do czytania, która oświetlała wnętrze, była mocowana przy tylnej ściance, z których tylnej ścianie pojazdu karety i trzy jej zewnętrzne boki były metalowe, natomiast jedyna ta przylegająca do, oczywiście był odpowiedni otwór w ścianie karety, była z szybą i ona właśnie oświetlała wnętrze. I dodatkowo to był reflektor tej lampy. W przednich ściankach karety były lustra, w związku z czym Lampa, która otwierała się tą jedną szybą do wnętrza i mając przed sobą lustra, duże lustra, świeciła żywiej, jaśniej, bo to światło było intensywniejsze, odbijając się jak w reflektorze w lustrach.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, a czy jesteśmy w stanie zobaczyć dzisiaj, jak wyglądała ta niesamowita kareta, ten niesamowity pojazd tak naprawdę XIX-wieczny?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Możemy, bo ja się przygotowałam i przyniosłam na spotkanie z Panią kilka wydruków archiwalnych jeszcze XIX-wiecznych rycin. Zaczniemy od Dobrzycy. Proszę zobaczyć. To jest pałac w Dobrzycy, a przed nim mamy scenę przygotowywania do podróży pojazdu. I to jest kareta Dormeza. To jest kareta Dormeza, tylko że to jest właśnie vis-a-vis kareta, czyli Landara. Widzimy tutaj, jak mocuje się na dachu tej karety kufry. Ale lepszy przykład, o tyle lepszy, że widzimy ją bardzo dokładnie, to jest kareta mniszków z Wiśniowca.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
I to są lata 30-40 XIX wieku. I proszę zobaczyć, mamy karetę. Tutaj nie widzimy, żeby miała lampę do czytania, być może nie wszystkie miały, ale ma za tą charakterystyczną, o której nie wspomniałam, charakterystyczny element, mianowicie kufry, które mają wymiar dachu i są położone na tym dachu trwale i są to tak zwane wasze. I tu mamy ten element, o którym mówiłam, to przedłużone pudło. Przedłużone pudło. A tu jest rycina z wzornika, a właściwie z takiego niezwykle interesującego ze szytu, po szytu, nazywa się to Album Zamoyski, w Bibliotece Narodowej w Warszawie w tej chwili się znajduje. I tutaj mamy dormezę, już w pełnym, że tak powiem obrazie, już bardziej dormezą być nie może. Mamy, to jest dormeza Hupet.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Mamy dwuosobową karetę, z tyłu mamy lampę do czytania. Tutaj mamy kufer, który przylega do niej, ale jedna ścianka tego kufra ma kształt klęsły, żeby przylegać bezpośrednio do pudła karety. Widzimy, że tutaj są rolety, są żaluzje angielskie, a z przodu mamy kabriolet. Dodatkowo jeszcze kabriolet, czyli otwartą część zadaszoną, która przeznaczona była dla służby osobistej, osoby jadącej wewnątrz. Nie zawsze kabriolety były przy dormezach, ale bywały. Bywały przednie i bywały też z tyłu. W Kurniku mamy zachowaną dormezę z kabrioletem. w Kurniku Dziełyńskich.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Zresztą jesteśmy w Wielkopolsce. I ta właśnie ma kabriolet umocowany z tyłu. A sam, proszę zauważyć, z ram kozioł stan grecki jest lekki, bo jest dowieszony. Także ona mogła być również po demontażu tego kozła powożona z kozi przez Forysi. Natomiast jeżeli mogłabym przejść do innego typu pojazdu, który również był typowym XIX-wiecznym, to jest kocz. Proszę zobaczyć, on pozornie nie różni się od tej dormesy.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Ja mam wrażenie, że jest trochę większy.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
A to jest, może zaczniemy stąd, bo to będzie łatwiej sobie wyobrazić. To jest ten kocz podróżny, którym po podróży dojeżdżano np. do Drezna albo do Berlina. I wówczas demontowano części, które są ruchome w koczu. Mamy tutaj przednie ścianki. Przednią, która jest niewidoczna, bo to jest z profilu pokazany pojazd. On jest oczywiście z waszami, z kuframi. Wszystko jest tak samo, ale ta przednia część jest demontowana i dach skórzany nad nią po to, żeby Dwa w jednym.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Po to, żeby podróżując wygodnie, prawie jak w Dormezie, tyle tylko, że w koczami jeździli panowie, bo jednak były mniej wygodne, po dojeździe do danej stolicy, zdemontować przednią część, te ścianki przednie, które były na wysokości bo kocie z vis-a-vis, więc siedzenie przodem do kierunku jazdy i tyłem. I one były przy siedzeniu tyłem do kierunku jazdy. Demontowano te właśnie przednie ścianki, przednią i boczne, demontowano skórzany dach, w ogóle odpinano. I powstawał powóz. I powstawał powóz, którym udawano się z wizytami na koncerty, etc. Jakie były potrzeby. To jest rewelacyjna ikonografia. Pokazująca Pałac Potockich w Krakowie, pod Baranami.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
To jest w czasach Artura Potockiego, syna Joana, słynnego podróżnika. Ten to dopiero podróżował, prawda? I widzimy tutaj dwa pojazdy, o których mówiłam. dormezę i kocz, które są przygotowywane do podróży. Kocz jeszcze, ten nie ma domontowanych tych ścianek bocznych. Jest w tym momencie otwarty, ale jest koczem podróżnym, a nie tym wyjazdowym. Zresztą to jest podróż do Odessy. Przygotowywana podróż do Odessy, zresztą bardzo charakterystyczne jest, że zaprzeżone są te pojazdy w uprzęży bałagulskiej, Mamy tutaj kozaka, który towarzyszył takiej podróży.
Dr Ewelina Kostrzewska:
To jest bardzo ciekawe. Czy jeszcze jakieś, oprócz tych dwóch typów, które pani doktor wymieniła, czyli dormes i koczów, czy jeszcze były jakieś inne pojazdy, którymi podróżowano?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak, jeszcze innym typem pojazdu podróżnego były bryczki. Ale bryczki były używane przez szlachtę i to skromną szlachtę. Bryczka zresztą była wynalazkiem polskim. Bo ona była jeszcze w XVIII wieku skonstruowana i jej główna zasada polegała na tym, że miała płaskie długie dno. I dlatego była tak pożądana podczas podróży, że w niej można było właśnie sypiać. Myślę, że na postojach, a nie podczas podróży. Bryczka była bardzo skromnym pojazdem, bo nie miała resorów, miała drewniane osie. Leżała, ta skrzynia bryczki leżała na osiach, w związku z tym była niezwykle niewygodnym, trzęsącym się pojazdem.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
I ona już jak powiedziałam w XVIII wieku funkcjonowała i funkcjonowała i to bardzo w wieku XIX. Przez bardzo skromną szlachtę używana, ale również przez szlachtę bogatszą. Kazimierz Chłędowski słynny późniejszy pamiętnikarz i znawca historii renesansu, opowiada o bryczce, która była ulubioną jego ojca. Chociaż dysponowano innymi pojazdami, matka nigdy do takiej bryczki nie wsiadała. Ojciec nazywał ją flakotrzęśnią, ponieważ właśnie takich doznawało się wrażeń, podróżując tą bryczką. Mało tego, Siedzisko było ruchome, ponieważ w miejscu, czyli w tylnej części bryczki, ułożony był tłumok skórzany, gdzie była spakowana pościel i suknie, suknie w sensie i męskich, i damskich ubiory do zmiany. I na tym tłumoku skórzanym, kładziono dopiero materacyk, na którym podróżni siedzieli. I on nie był przypięty, tak jak normalnie przy bryczkach, bo był zawieszony na bocznych ścianach bryczek, takimi pasami skórzanymi, do wystających ćwieków po bokach.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
On był położony na tym tłumoku, w związku z tym podczas podróży siedziało się coraz niżej, ponieważ ten tłumok skórzany ugniatał się pod wpływem ciężaru jadących, no i właśnie tych podskoków naturalnych i bryczki podczas tego krzęsienia. Mamy takie wspomnienie o panu Świejkowskim, który do swojego syna, a miał lat 70, w latach 80 XIX wieku, a był bardzo zamożnym człowiekiem, mając do dyspozycji bardzo wygodne podróżne, nie wiem, kocz na przykład, pojazdy, jechał trzęsącą się bryczką, taką właśnie najbardziej prymitywną, ze swoim ulubionym kozakiem świstunem, który siedział na koźle i powoził. I on kilka dni i nocy podróżował tym właśnie pojazdem, ponieważ do takiego był prawdopodobnie i ojciec Humentowskiego był takiego przyzwyczajony. Do takiego pojazdu był przyzwyczajony.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Czy na tej kolejnej rycinie jest właśnie bryczka, czy to jest… To jest bryczka.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
To jest bryczka, ale to jest bryczka, która została unowocześniona w wieku XIX przez Austriaków i Anglików. Bo ona była niezwykle pożądanym ze względu na to swoje płaskie, długie dno do podróży. Ponieważ nie wszystkich stać było na jeżdżenie, na posiadanie dorme, skoczy i tam dalej. Ale ta bryczka miała resory. Była oświetlona lampami. Miała z tyłu, w tym wypadku dla służby towarzyszącej, osobny kozioł. I to jest bryczka o bardzo przedłużonym pudle, w którym właśnie znowu, tak samo jak w dornezie, podczas dnia jechała pościel, żeby na noc ją wyjmować. Tutaj się wsuwały dwie pary nóg, jak do szuflady i jeżdżono w ten sposób, śpiąc bardzo, bardzo wygodnie.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Oczywiście wygodnie na ówczesne warunki.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, czyli już wiemy czym podróżowano. jakie typy tych pojazdów były. A teraz chciałam zapytać, jak ta podróż była zorganizowana, bo już z samej opowieści, którą do tej pory usłyszeliśmy, no wiemy, że to było ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Jak samą podróż organizowano?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Więc zorganizowano w dwójnasób. Tutaj mamy kwestię już bardzo technicznej organizacji. Chodzi mianowicie o zaprzęgi, o konie. Bo albo jeżdżono konimi rozgonnymi, własnymi, ale tylko wtedy, kiedy jechano przez własne, o olbrzymim obszarze terytorium, tak na przykład jeździła księżna marszałkowa lubomirska i w końcu XVIII i na początku XIX wieku księżna Izabela z Czartoryskich, lubomirska z Łańcuta, albo kiedy jechano obok swoich dóbr. Trasa przebiegała, graniczyła z własnymi dobrami. Wtedy można było sobie pozwolić na to, żeby z góry, ustalonych miejscach, folwarkach, albo swoich majątkach, swoich kolejnych domach, żeby przeprzęgano konie. To znaczy, konie właściwie powinno się po 25-30 kilometrach przeprzęgać. I to był właśnie ten sposób podróżowania, Ale bardzo często, nie jeżdżąc po własnym terenie, po terenie własnego majątku, korzystano z tak zwanych koni pocztowych.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
I te konie wymieniano na poczt halternia. Poczt halternie były stacjami pocztowymi, gdzie można się było zatrzymać, gdzie można było coś zjeść. albo też najczęściej nie tam zjeść, tylko korzystają z własnej wiktuału, z własnej służby, ale gdzie przeprzęgano konie na konie pocztowe. Mamy taką scenę, chociaż to dotyczy gryczki, proszę zobaczyć, ale to jest właśnie moment, zresztą widać, że to jest w zaborze rosyjskim, przeprzęgania koni właśnie na pocztowe. I to były te rozstawy koni. prywatnych koni, bądź też rozstawnymi koni, ale korzystając z koni pocztowych.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli te swoje konie, które były już zmęczone tam po tych, nie wiem, 30 kilometrach, wymieniano na konie, które były niezmęczone, świeże i mogły dalej…
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
A te własne były odprowadzane do majątku, bo nie były zostawiane. Z tym, że Bardzo dobrze zorganizowana była, jeżeli chodzi o rozstawy, o poczt halternie, poczta rosyjska. Bardzo polscy ziemianie, a wiemy, że to był okres zaborów i ich włości rozciągnięte były na całym obszarze, na wschód od Wisły, bardzo często podróżowali do swoich majątków, które były, teraz mówimy to na polskich kresach, na Podolu, na Bołyniu, do Odessy dowód również się udawano i bardzo chwalono sobie, szczególnie młodzi ludzie, którzy byli studentami, którzy jeździli do szkół, bardzo chwalili sobie właśnie Pocztę Rosyjską jako bardzo sprawnie zorganizowaną. Mało tego, Poczta Rosyjska posiadała własne pojazdy do wynajęcia, właśnie narzędzia tortury, bo to były tzw. perekładne. To były właśnie typy bryczki, znowu najprostszej, jaka mogła wystąpić, prostej, na drewnianych osiach, bez resorów. Wynajmowano wtedy Konie razem z taką perek ładną, oczywiście płacono taksę za wynajęcie. I one jeszcze, co jest bardzo ważne, kiedy jechano się swoimi rozstawnymi koni, to służba powozowa była własna.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
A kiedy wymieniano konie na poczterniach, na pocztowe, to jechała wtedy służba, powożący byli pracownikami tej poczty. To mówię współczesnym językiem, trochę nie przystaję do tamtych okoliczności, ale to była właśnie służba pocztowa, ta służba zaprzęgowa. Natomiast i tak było w tej poczcie rosyjskiej. Z kolei ci, którzy powozili mieli swoją własną nazwę, nazywali się Jamszczykami. I oni potrafili pokonać w ciągu godziny 20 kilometrów. To było bardzo szybko. Z tym, że oni niszczyli konie. Oni nie zważali na to, jak to.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Się… Oni nie dbali o dobrostan zwierząt.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
A zupełnie o dobrostan koni, to było w ogóle nieważne. Natomiast byli znakomitymi technicznie, pokonującymi wszelkie przeszkody. Bo proszę mieć świadomość, jeżdżono po drogach, które były piaszczyste, więc latem grzęzło się w piasku, wiosną i jesienią grzęzło się w błocie, zimą grzęzło się w śniegu. Cudowne wspomnienia ze swoich podróży pozostawiła Henrietta z Działyńskiej w Błędowska. I wszyscy podróżowali, natomiast mało kto pozostawił tyle wspomnień z tych podróży. One naturalnie nie są jakieś długie, ale one są bardzo, powiedziałabym, krwiste. I opowiada właśnie, w jaki sposób niejednokrotnie musiała spać, jako dziecko na przykład, na prześcieradle, tylko położonym na podłodze w jakiejś karczmie. I jak, jeszcze panną będąc, podróżowała z matką, ze służącą, swoją dormezą, I tak bardzo ugrzęzła ta ich dormeza, kareta, że nie mogli sobie poradzić sami forysie i powożący.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
W związku z tym dwaj służący, którzy jechali z nimi, pomagali koniom wydostać się i pojazdowi z tego błota. Jej matka siedziała na koźle, a służąca jako forys na koniu. I w ten sposób damy, Pomagały służbie, wydostaniu się i ona to odpowiada w sposób naturalny.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, wspomniała Pani o kozaku. Rozumiem, że to był służący, który zawsze towarzyszył, czy też prawie zawsze towarzyszył podróżom arystokracji i tego bardzo bogatego ziemiaństwa?
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Tak, z tym, że oczywiście mamy świadomość, że mówimy o kresach i tych kresach pod zaborem rosyjskim, gdzie służba w polskich majątkach bardzo często składała się z Kozaków. Mało tego, były preferowane liberie kozackie w pałacach polskich arystokratów. Kozak był jeźdźcem, bo to był jeździec służący, który jechał konną, który jechał zawsze z karetą, ponieważ zaprzęgi były wielokonne. Ja może pokażę. To jest Pogród Branicki. I mamy zaprzęg złożony z czterech koni w dyszlu. Z czterech koni w dyszlu. I z dwóch koni w lejcu.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Na lejcowym koniu siedzi kozak. Również proszę zwrócić uwagę, służba jest kozacka. To były bardzo specyficzne zaprzęgi wielokonne, bardzo malowniczo sprzęgane, ponieważ te trakty, po których podróżowano, były ciężkie do przebycia. Ale kozak, rola kozaka polegała na tym, że jechał zawsze z pierwszymi konimi, pierwszymi lejcowymi koni. Bez względu na to, czy to była szóstka w lejs, czyli trzy pary koni, jedne przed drugimi, czy dwie czwórka w poręcz i dwie pary lejcowe przed tą czwórką w poręcz, czyli obok siebie cztery konie. To jeszcze z tradycji bałagulskiej się wywodzi. Kozak zawsze jechał przy przednich koniach. Po co? Ponieważ on czuwał nad tym, żeby Jakby zapobiegał jakiemuś nieszczęściu.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Wiedział jak ta droga wygląda. Wiedział kiedy konie należy powstrzymać. Zapobiegał katastrofom powozowym, które wtedy były jednak dość częste. I Kozak miał jeszcze jedną funkcję. On oświetlał drogę, bo poza tym, że pojazdy miały zewnętrzne latarnie, ale te latarnie umocowane były przy pojeździe, w związku z tym oświetlały bardziej pojazd niż drogę. Natomiast Kozak trzymał na wysokim drągu kaganiec. I te kagańce najpierw miały formę kosza, ażurowego kosza, który był wypełniany gałkami z paku, smolonymi gałkami, które były zapalone i one w tym ażurowym koszu oczywiście oświetlały drogę w doskonały sposób. Kozak miał, przepasany był torbą z tymi kulkami smolonymi, które dorzucał do kagańca.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Niemniej, Bardzo często wypadały one zapalone i kiedy przejeżdżano przez wsie, powodowało to pożary. W związku z tym zmodyfikowano taki właśnie kosz na kaganiec w formie butli z naftą. I to jest oryginalny kaganiec, jaki znajduje się w polskich zbiorach prywatnych. zakupiony już po wojnie, bo nie przywieziony z Kresów, bo Kresów już dawno nie było. To była właśnie m.in. także rola Kozaka. Ale np. w Antoninach u Potockich Kozak wyprzedzał, on anonsował przyjazd hrabina Alfredowej Potockiej, znanej bardzo i cieszącą się olbrzymią estymą i on jechał w kibitce żeby bramy otwierano przed zaprzęgiem hrabiny, która jechała gdzieś w sąsiedztwo.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Ale również w Antoninach oświetlano drogę właśnie przy pomocy tej kibitki, w której jechało dwóch kozaków, którzy trzymali kagańce, ale często również pochodnie. Bo z tego powodu, że jechano przez tak bezkresne tereny, gdzie pożar nie był możliwy przy ewentualnym wypadnięciu tej gałki smolnej zapalonej.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, te opowieści są bardzo interesujące. Pokazują nam tak naprawdę, jak ten świat arystokratyczny, czy też bogatego ziemiaństwa, był skomplikowany. Nawet w takim życiu codziennym, chociażby zorganizowanie takiego wyjazdu, czy takiej podróży, to nie była wcale prosta sprawa. Bardzo dziękujemy za przybliżenie nam tego, Myślę, że dla nas ludzi współczesnych już takiego bardzo odległego i tajemniczego świata.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Bardzo archaiczne wszystko.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Bardzo tajemniczego świata. Bardzo dziękuję za nasze spotkanie i za naszą rozmowę.
Dr Aldona Cholewianka-Kruszyńska:
Ja również bardzo dziękuję za zaproszenie.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Z Państwem się żegnamy, ale zapraszamy oczywiście do przesłuchania, obejrzenia innych podcastów, które opowiadają o świecie ziemiańskim. Dziękuję za dzisiaj, do usłyszenia, do widzenia.