O zainteresowaniach kolekcjonerskich arystokracji i ziemiaństwa polskiego w XIX wieku opowie analizujący od lat tą problematykę prof. Michał Mencfel, Dziekan Wydziału Nauk o Sztuce na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zwrócimy uwagę na specyficzne cechy polskiego kolekcjonerstwa, w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów słabo jeszcze rozwiniętego i zyskującego na znaczeniu dopiero wraz z początkiem XIX wieku, konsekwencje rozbiorów i nieudanych zrywów niepodległościowych, w wyniku których wiele zbiorów trafiło na krócej lub dłużej za granicę, wreszcie na brak polskiej państwowości w epoce nazywanej niekiedy „wiekiem muzeów”, co rekompensować musiały kolekcje prywatne. Zastanowimy się też szerzej nad modelami tworzonych w XIX stuleciu kolekcji, rozpiętych pomiędzy zapoczątkowanym przez Izabellę z Flemmingów Czartoryską nurtem romantycznym po zbiory budowane ściśle według kryteriów ponadlokalnych, estetycznych – by wymienić tylko kolekcję Atanazego Raczyńskiego.
Transkrypcja
Dr Ewelina Kostrzewska:
Dzień dobry, witam serdecznie, dr Ewelina Kostrzewska, Instytut Historii Uniwersytet Łódzki. Spotykamy się w kolejnym podcaście z cyklu Historia Ziemiaństwa. Naszym dzisiejszym tematem Jest kolekcjonerstwo, jedna z ziemiańskich pasji, a naszym rozmówcom wybitny specjalista w tym temacie, pan prof. Michał Mentsfel z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Dzień dobry panie profesorze.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Dzień dobry.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Dziękujemy, że zechciał pan profesor się z nami spotkać i porozmawiać o tej jednej chyba z ogromnych pasji ziemiańskich, czyli o kolekcjonerstwie. Może zapytam pana profesora na początek o tradycje, o te tradycje kolekcjonerskie wywodzące się jeszcze z czasów szlacheckich.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Tradycje kolekcjonerskie w Rzeczpospolitej były wątkłe. Mianowicie wpływ na to miało co najmniej dwie okoliczności. Po pierwsze fakt, że inaczej niż w większości krajów europejskich nie powstały spektakularne zbiory królewskie, a jeżeli powstawały, to zostały wielokrotnie rozproszone. Co wynikało oczywiście ze specyfiku ustrojowej, czyli faktu, że tron był elekcyjny, nie powstawały zbiory dynastyczne dziedziczone przez kolejnych następców tronu. a w związku z tym nie było takiego wzorca, a takim wzorcem w Europie zbiory monarchów były, który mógłby być, który to wzorzec, mógł być atrakcyjny dla elit arystokratycznych, magnackich. To pierwsza przyczyna. Druga przyczyna jest taka, że polska szlachta, w tym ta szlachecka elita, magnateria, wypracowała inny niż kolekcjonerstwo sposób, czy sposoby manifestowania swojego uprzywilejowanego statusu, swojej zamożności, swojego wypracowała, krótko mówiąc, innego rodzaju mechanizmy kulturowe, innego rodzaju sposoby spędzania czasu, realizowania swoich pasji kulturalnych. Do tych sposobów należało strój, do tych sposobów należała uczta, do tych sposobów należało Polewanie do tych sposobów należała oprawa uroczystości, weselnych, pogrzebowych, ale w minimalnym stopniu kolekcjonerstwo.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Oczywiście, nie możemy przesadzać. Nie było tak, że nie znaleźlibyśmy wśród nowożytnej szlachty czy szlachty pierwszej Rzeczpospolitej kolekcjonerów. Znaleźlibyśmy, ale niewielu. A w porównaniu z większością państw europejskich naprawdę bardzo niewielu. Ta sytuacja zmienia się właściwie dopiero pod koniec wieku XVIII za sprawą Stanisława Augusta Poniatowskiego, który po pierwsze sam, wybrany królem w 1764 roku, po pierwsze sam rozwija intensywną pasję kolekcjonerską. Byli monachowie, którzy robili to przed nim. ale po pierwsze zbiory te albo ulegały rozproszeniu, albo te pasje realizowały się poza terenem Rzeczpospolitej. Tak było w przypadku naprawdę spektakularnych kolekcji saskich, ale te realizowane były w Dreźnie, nie w Warszawie.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Więc powstaje w Warszawie od zera, ale bardzo ambitna kolekcja artystyczna Króla, to po pierwsze. Po drugie jest ona elementem szerokiego programu wychowania narodu poprzez sztukę I jest takie zdanie w pamiętniku Juliana Ursyna Niemcewicza, bardzo bystrego obserwatora rzeczywistości społeczno-politycznej, który mówi, oto idąc za królewskim wzorem, co lepsi ze szlachty, z arystokracji, wtedy zresztą właśnie jakby stopniowo rodzącej się, dopiero jako odrębna grupa społeczna, budują zbiory. Więc sytuacja jest dosyć ciekawa. Mianowicie kolekcjonerstwo szlacheckie, arystokratyczne, ziemiańskie rozwija się na dobre, właściwe dopiero u schyłku Rzeczpospolitej, nie mając oparcia w tradycji albo mając niewielkie oparcie w tradycji. Jest dobra scena. Polecam lekturę w pamiątkach Soplicy Żewuckiego. które to pamiątki pisane już w wieku XIX. Jeden z istotnych inspiracji dla Mickiewicza, jego pana Tadeusza.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
No więc pamiątki pisane już w wieku XIX są takim sentymentalnym pożegnaniem z kulturą szlachecką I Rzeczypospolitej. Jest tam wątek kolekcjonerski, który przejawia się tak. Oto polski szlachcic jedzie w odwiedziny do arystokraty niemieckiego na Śląsk. I tym, co tam widzi, jest głęboko zdziwiony i zniesmaczony. Oto po pierwsze, ten arystokrata niemiecki większość dnia spędza w pracy.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Niesłychane.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
A gdy z tej pracy wreszcie wraca, kto zajmuje się tu jakimiś kamykami, tu jakimiś sztychami, krótko mówiąc ogląda swoje kolekcje, zajmuje się działalnością kolekcjonerską. Ten polski gość jest kompletnie zdezorientowany. A gdzie uczta? A gdzie ludzie? A gdzie towarzystwo?
Dr Ewelina Kostrzewska:
Gdzie impreza?
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Gdzie impreza? No w każdym razie oczywiście, że wózki koloryzuje trochę, ale dotyka istoty rzeczy. Mianowicie te tradycje, o które pani pytała, były niewielkie, były wątłe i kolekcjonerstwo na większą skalę, na dużą skalę rozwija się właściwie u schyłku upadku państwa. A to, że jesteśmy u schyłku upadku państwa i za chwilę państwo upada, dla kolekcjonerstwa ziemiańskiego, szlacheckiego, arystokratycznego będzie miało istotne konsekwencje.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Panie Profesorze, opowiadał Pan przed chwilą o tej takiej wzorco-twórczej, jeżeli dobrze zrozumiałam, roli Dworu Królewskiego, jeżeli właśnie chodzi o to kolekcjonerstwo. I rzeczywiście to jest chyba bardzo wyraźne, że brak tej roli, tej wzorco-twórczej roli w nawiązaniu do kolekcjonerstwa owocuje tym, że to jest takie nikłe. I dopiero rozwija się wtedy, kiedy Stanisław August Poniatowski zaczyna tę swoją działalność kolekcjonerską. I to jest taki impuls do tego, żeby zaczęto się w ogóle tym interesować, ponieważ to są to prądy, które płyną do Zdworu Królewskiego.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Oczywiście obraz jest jak zwykle trochę bardziej zniuansowany, trochę bardziej skomplikowany, bo oczywiście moglibyśmy wskazać królów Polski, którzy przejawiali zainteresowania artystyczne Zygmunt, III Waza, chociażby wcześniej Jagiellonowie, jak powiedziałem Sasin, ale to, że te wzorce oddziaływały w niewielkim stopniu, to wynikało z rozmaitych względów. To znaczy po pierwsze specyfiki ustroju, gdzie króla traktowano jednak z pewną nieufnością. Jesteśmy jednak w kraju, który nazywa siebie Rzeczpospolitą Szlachecką, czy traktuje siebie jako Rzeczpospolitą Szlachecką, więc jest pewnego rodzaju napięcie, jest pewnego rodzaju nieufność na linii szlachta-król przez większość okresu naszej historii. Po drugie, jak wspomniałem, wypracowuje szlachta nie gorsze niż kolekcjonerstwo, po prostu inne metody manifestowania swojej pozycji, swojej zasobności, tego, że przynależy do elity. Po prostu.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Rozumiem. Ale to jest bardzo interesujący wątek. Panie profesorze, z chyłek Rzeczypospolitej, za chwilę przychodzą rozbiory, Polska znika z map i pan profesor mówi, że to jest taki moment, paradoksalnie, gdzie to kolekcjonerstwo zacznie się rozwijać. Właśnie chciałam zapytać, bo rozumiem, że to jest jakaś taka specyfika, o której możemy teraz tutaj powiedzieć.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Powiedziałbym, sytuacja jest paradoksalna z kilku względów. To znaczy, po pierwsze, paradoks polega na tym, że w tym właśnie czasie nasza elita społeczna, roboczo, możemy ją utożsamić ze szlachtą po prostu, jakby włącza się w większym niż dotąd stopniu w pewien nurt zjawisk charakterystycznych dla Europy jako takich. A więc, po pierwsze, rzeczywiście ta recepcja wielu zjawisk ogólnoeuropejskich, oświeceniowych jest bardzo silna. Z drugiej strony na skutek specyficznej sytuacji politycznej rzeczywiście na te tendencje ogólnoeuropejskie nakładają się za chwilę specyficzne z kolei zjawiska wynikające ze szczególnej sytuacji politycznej, bo upadek państwa i istnienie przez następne lat z górą 120 narodu bez państwa także dla kolekcjonerstwa ma bardzo istotne konsekwencje. I rzeczywiście skutkuje czymś, co moglibyśmy nazwać z pewnymi zastrzeżeniami, oczywiście trochę wyostrzając, ale specyfiką polskiego kolekcjonerstwa szlacheckiego i arystokratycznego XIX wieku. Gdybyśmy chcieli te punkty, które o tej specyfice decydują wyszczególnić, to moglibyśmy wskazać po pierwsze na rodzący się i bardzo istotny, bardzo intensywnie oddziałujący nurt kolekcjonerstwa pamiątek historycznych. To nie jest specyfika Polska jako taka. Oczywiście kolekcjonerstwo pamiątek historycznych spotkamy i w Wielkiej Brytanii, i we Francji, i w Niemczech, ale w Polsce jednak szczególny rys ono, szczególnego rysu ono nabiera.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
To po pierwsze. Za chwilę do tego możemy wrócić. Po drugie, i o ile ten pierwszy punkt jest dosyć uświadamiany, powiedzmy, o tyle ten drugi, chociaż oczywisty, dyskutowany jest rzadko. Po drugie więc rozbiory i następne polityczne wydarzenia, które po nich następują, wojny napoleońskie, ich konsekwencje, powstanie, najpierw listopadowe, potem styczniowe, skutkują tym, że spore grono naprawdę znakomitych kolekcjonerów, wywodzących się właśnie z wyżeń społecznych, z warstwy szlacheckiej, arystokratycznej, opuszcza tereny dawnej Rzeczpospolitej. I wiele polskich kolekcji, wiele polskich kolekcji, kiedy mówię Polski, to polskich to mam na myśli to, że tworzone są przez przedstawicieli polskich rodów szlacheckich i arystokratycznych, powstaje w Berlinie, w Wiedniu, w Paryżu, w Rzymie, zapewne w Petersburgu. I gdybyśmy chcieli się przejrzeć, przyjrzeć teraz tym karierom, tym biografiom, to byśmy zobaczyli, że to są biografie oczywiście bardzo różne, ale da się je na kilka takich kategorii bardzo ogólnych podzielić, czy wyjeżdżają ci, którzy chcą robić kariery na dworach państw zaborczych. Brzmi to, powiedziałbym na pierwszy rzut ucha, niebezpiecznie, jakoś kolaboracyjnie, ale sytuacja naprawdę jest bardzo zniuansowana. Najbardziej spektakularnymi przykładami tego rodzaju kolekcji, które powstają z inicjatywy takich właśnie ludzi, to jest kolekcja Atana Zegoraczyńskiego w Berlinie oraz stanowiąca trochę inny przypadek, ale kolekcja Karola Ląskorońskiego w Wiedniu.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Drugi tak jakby nurt, czy drugi typ biografii to są ci, którzy są zmuszeni do opuszczenia kraju i zabierają ze sobą swoje kolekcje. Najważniejszym tutaj przykładem tego rodzaju kolekcji są kolekcje czartoryskich wywiezione przede wszystkim z Puław do Paryża po powstaniu listopadowym. Tam rozbudowywane wracają, ale zresztą także ostatecznie do Polski, powiedzmy, wracają i kolekcje Raczyńskiego i kolekcja Lanskorońskiego. W każdym razie są kolekcje uciekinierów, tych, którzy są zmuszeni wyjechać, ale jest i trzecia grupa opuszczających Polskę arystokratów. To są ci, którzy po prostu chcą się od polityki lokalnej odciąć, wyjeżdżają po to, żeby z dala od spraw polskich oddawać się m.in. działalności kolekcjonerskiej. To jest kolekcja Stanisława Poniatowskiego, czyli bratanka ostatniego króla, który osiada w Rzymie i tam buduje słynną w swoim czasie kolekcję rzeźb, ale także antyków i obrazów. To jest do pewnego stopnia kolekcja Konstantego Czartoryskiego, który tuż przed powstaniem listopadowym wyjeżdża do Wiednia i tam w podwiedeńskim pałacu Weinhaus buduje swoją galerię obrazów.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
To jest galeria Michała Tyszkiewicza związanego z Rzymem i z Paryżem. A więc pamiętajmy też, że do tej specyfiki polskiego kolekcjonerstwa ziemiańskiego należy również to, czyli istotny nurt polskiego kolekcjonerstwa na uchodźstwie. Ale myślę, że ograniczymy się jednak do tego, co dzieje się tutaj, czyli na terenach dawnej Rzeczypospolitej, co dzieje się w wśród narodu czy przedstawicieli narodu bez państwa. Bo jeszcze przepraszam, że ostatni tylko punkt, który o tej specyfice decyduje, tutaj podniosę. Mianowicie wiek XIX w większości krajów Europy to jest epoka muzeum. To jest czas wielkiego awansu muzeum jako instytucji. Powstają instytucje muzealne, w tym muzea narodowe, jak grzyby po deszczu. Tak się dzieje w większości krajów Europy, ale także w Azji, ale także w Ameryce.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Ale z przyczyn politycznych bardzo utrudniony jest ten proces na terenach byłej Rzeczpospolitej. I tutaj te lukę, ten brak muzeów muszą rekompensować prywatne inicjatywy i są to w większości inicjatywy szlacheckie, ziemiańskie, arystokratyczne. Także miejskie oczywiście, ale jednak to ziemianie czy szlachta szerzej pojęta nadają temu zjawisku to.
Dr Ewelina Kostrzewska:
To jest bardzo ciekawe, co pan profesor powiedział właśnie o tym wypełnieniu tej luki, że trzeba, no już tak w historii jest, że te białe plamy trzeba jakoś wypełniać. Panie profesorze, powiedział pan o jednej ciekawej rzeczy, że te kolekcje, które były tworzone poza granicami dawnej Rzeczypospolitej, one w końcu wróciły do Polski. Dosłownie dwa zdania, w jakich one okolicznościach tutaj wróciły?
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Ale z różnych. Bardzo różnie. Kolekcje Czartoryskich wracają dlatego, że taką decyzję, to jest decyzja, która jest motywowana częściowo sytuacją polityczną we Francji, częściowo innymi okolicznościami. Taką decyzję, decyzję o powrocie podejmuje Władysław Czartoryski, a więc wnuk Izabeli Czartoryskiej, twórczyni Puławskiego Muzeum, który… Tak, ale to też.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Chciałam zapytać, ale to…
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Wrócimy?
Dr Ewelina Kostrzewska:
Tak, tak.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Bardzo chętnie, oczywiście. podejmuje decyzję, że oto właściwym miejscem tych zbiorów jest Kraków. Więc pozyskuje kolejne nieruchomości w Krakowie i w ten sposób od lat osiemdziesiątych wieku dziewiętnastego powstaje coś, co wkrótce stanie się Muzeum Książek Czartoryskich, dzisiaj Muzeum Czartoryskich jako filią czy oddziałem Muzeum Narodowego w Krakowie. Więc tutaj mamy do czynienia z decyzją kolekcjonera i dokładnie z taką samą decyzją mamy w przypadku siostry Władysława Czartoryskiego, czyli Izo z Czartoryski w Działyńską, która swoje zbiory przenosi także na ziemie polskie do Gołuchowa, który to zamek w wielkopolskim Gołuchowie, powiedzmy, że wcale nie tak daleko stąd, jesteśmy w Dobrzycy, przebudowuje i tam umieszcza swoje zbiory, tworząc tam w pełni tego słowa znaczenie muzeum. Więc to jest pierwsza sytuacja. Druga sytuacja to jest taka, że zbiory, myślę teraz o zbiorach lanskorońskich, zbiory przeżywają rozmaite perypetie, ale spadkobiercy tych zbiorów, przede wszystkim Karolina Lanskorońska, cały czas jakby zamyśla obtrzymana celu powrót tych, nie, właśnie nie powrót, tylko właśnie podarowanie tych zbiorów Polsce. I na początku wieku XXI zbiory Karola Lanskorońskiego i ojca szczęśliwie zachowane w ogromnym stopniu zostają podarowane instytucjom Zamkowi Królewskiemu na Wawelu, Muzeum Narodowemu w Warszawie, Zamkowi Królewskiemu w Warszawie, zostają podarowane przez Karolinę Lanskorońską. Bardzo ciekawym przypadkiem jest kolekcja Atana Zagoraczyńskiego.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
budowana i eksponowana w Berlinie. Po śmierci Raczyńskiego eksponowana ona jest przez lat dwadzieścia w Berlińskim Muzeum, w Galerii Malarstwa. Ale u początku wieku XX, na skutek skomplikowanych procesów takich historyczno-artystycznych, o których nie chcę tutaj mówić, ona zostaje uznana za dosyć niemodne, dosyć przestarzałą. Zastanawiano się więc, co zrobić dalej. Nie ma Muzeum Berlińskiego interesu w przedłużaniu tego wypożyczenia, bo de facto taki status ta kolekcja w Muzeum Berlińskim miała. I oto wpadają na następujący pomysł. Przecież dokładnie w tym samym czasie, na początku wieku XX, budujemy muzeum na dalekiej prowincji naszego Inwerium, czyli w Poznaniu. W Berlinie ta kolekcja rzeczywiście cytuje teraz z głowy, więc niedokładnie, ale oddając ducha tych dokumentów, cytuje oficjalną korespondencję protokołu, jakie się toczą około tego roku 1905-1907 i tak dalej.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Mowa jest o tym, tam w Berlinie ta kolekcja Tanajosego Raczyńskiego rzeczywiście oddziaływałaby w stopniu niewielkim. Byłaby przestarzała. Ale tam, w Poznaniu, na tej kulturalnej pustyni, ona zrobi rewelację. I w ten sposób trafia do Poznania, do otwieranego wówczas Kaiser Friedrich, muzeum. Oczywiście dodajmy, że kiedy historia sztuki dokona kolejnej rewaloryzacji, kolejnego takiego zwrotu w ocenie malarstwa i nowożytnego i przede wszystkim dziewiętnastowiecznego, to ta kolekcja zostanie uznana za znakomitą i taka rzeczywiście jest. Więc trafia tutaj w wyniku właściwie imperialistycznej polityki Prus jako element cywilizowania ziemi. ale dodajmy, że wraca w jakimś sensie do domu, ponieważ pierwszym zamysłem Matanazego Raczyńskiego, a z pewnością jego brata, czyli Edwarda Raczyńskiego, było umieścić kolekcję malarstwa w Poznaniu. Nawet powstał budynek galeryjny, nie wszyscy o tym wiedzą, wiedzą być może o tym, że na W dzisiejszym Placu Wolności stoi Pałac Raczyńskich, który mieści bibliotekę i budowany jako Pałac Biblioteka przez Edwarda Raczyńskiego.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Stoi do dzisiaj, pięknie się prezentuje Biblioteka Raczyńskich, pierwsza biblioteka publiczna w Poznaniu. Ale może nie wszyscy wiedzą, że istniało przez pewien czas monumentalne, budowane przez świetnego architekta, Karla Friedricha Schinckla, dodatkowe skrzydło, w którym pierwotnie miała znaleźć się galeria obrazów Atanasego Raczyńskiego. Obrazy Raczyńskiego nigdy tam nie trafiły, ale ich pierwotnym przeznaczeniem było eksponowanie w Poznaniu. Po kilkudziesięciu latach i w przewrotnych okolicznościach ostatecznie w Poznaniu ląduje.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Wróciły do domu.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Wróciły do domu.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Panie Profesorze, teraz my wróćmy na chwilę jeszcze do Izabeli, o której Pan Profesor wspominał, Izabeli Czartoryskiej, która tworzy, nie wiem czy to nie jest tutaj przesada, ale możemy powiedzieć, że tworzy pierwsze muzeum na ziemiach polskich?
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Opodyje się tutaj w tę dyskusję, czy jest to muzeum, czy nie jest, nie wdawać i uznać, że tak po prostu było, ponieważ rola Izabeli Czartoryskiej z Flemingów Czartoryskiej, żony Adama Kazimierza Czartoryskiego, jej rola w historii kolekcjonerstwa polskiego jest rzeczywiście ogromna. To, co robi Izabela Czartoryska, to tworzy w swoim pałacu w Puławach buduje dwa pawilony ogrodowe, tak zwaną Świątynię Sybilii oraz tak zwany Dom Gotycki. Jesteśmy na samym początku wieku XIX. Świątynia Sybilii powstaje w 1801 roku, Dom Gotycki w 1809. I w tychże pawilonach rozmieszcza swoją kolekcję pamiątek historycznych. W Świątyni Sybilii to są pamiątki polskie, w Domu Gotyckim to są pamiątki europejskie. Skupmy się może na tych pamiątkach polskich, dlatego że to jest taki moment niezwykle intensywny czy niezwykle istotny dla polskiego kolekcjonersa czy pewnego nurtu polskiego kolekcjonerstwa, który Zdzisław Żygulski nazwał romantycznym nurtem w kolekcjonerstwie polskim. A więc Izabela gromadzi w Puławach i eksponuje w świątyni Sybilii trofea wojenne, pamiątki po królach, po wodzach, ułomki ich ciał, ale także innego rodzaju przedmioty, często drobne, często same w sobie niespektakularne, które wyposażone są właśnie w ową, w potencjał pamiątkowy.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Związane są, krótko mówiąc, z wybitnymi postaciami albo wydarzeniami z przeszłości. Ale on do tego się nie ogranicza, oczywiście. Gdyby tylko do tego się Izabela ograniczała, jej rola nie byłaby tak kluczowa. Ważne jest po drugie to, że opracowuje cały wyrafinowany scenariusz odwiedziń w Puławach. Mianowicie te pamiątki, które ona tam gromadzi, stają się rekwizytami w spektakularnym, bardzo emocjonalnym spektaklu, który Izabela tam aranżuje. Wizyta w Puławach ma wszelkie znamiona rytuału, performansu. To nie są przedmioty, które są przeznaczone do oglądania. To są przedmioty, które są przeznaczone do przeżywania i mamy sporo relacji pamiętnikarskich, które dowodzą, że tak rzeczywiście Puławy oglądano.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Wzdychano przy tych pamiątkach, płakano przy nich. Naprawdę, to było muzeum przeżywane do Czy to było muzeum przeznaczone do przeżywania? I Izabela Czartoryska rzeczywiście potrafiła zagospodarować jakąś potrzebę narodu, czy istotną potrzebę narodu pozbawionego swojego państwa. Po trzecie, istotne jest w przypadku tego zbioru to, że był on niezwykle szeroko otwarty. Zachowane są księgi gości, które Izabela skrupulatnie prowadziła, z wyjątkiem jednej właściwie wszystkie. Muzeum przestaje istnieć wraz z klęską powstania listopadowego, a więc w 1831 roku. No więc prowadziła księgi gości, które dokumentują tysiące, tysiące wizyt i to nie tylko przedstawicieli elity, ale przyjeżdżają mieszczanie, Izabela organizuje oprowadzania dla okolicznych chłopów. Ta kolekcja jest jak na standardy oświeceniowe, czy wczesnoromantyczne, niezwykle wprost szeroko otwarta. Wszystko to spowodowało, czy zadecydowało o tym, że kolekcja Czartoryskiej oddziaływała niezwykle szeroko i inspirowała całą masę zbiorów, które były utrzymane w podobnej poetyce.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Jesteśmy w Wielkopolsce, więc gdybyśmy się przyglądali tylko Wielkopolsce, to w jakim sensie? To znaczy albo bezpośrednio, albo pośrednio. Z Puław wyrasta kolekcja Tytusa Jana Działyńskiego w Kórniku. Wyrasta z niej zbrojownia w Pałacu Rogalińskim Edwarda Raczyńskiego. Wyrasta kolekcja w Winnogórze. Ale, co może ciekawe, wyrasta W szczególny sposób z tej kolekcji Izabeli Czartoryskiej także kolekcja jej córki, jej wnuczki, przepraszam, czyli Izy z Czartoryskich-Działyńskiej, która tworzy wspomniany już przeze mnie Muzeum w Gołuchowie. Iza z Działyńskich, wnuczka, urodzona w Paryżu, jest już kolekcjonerką zupełnie innego typu. Korzysta z doradztwa najlepszych znawców zupełnie innymi kategoriami posługuje się dobierając zbiory do swojej kolekcji. Ale kiedy przyjeżdża tutaj do Lołchowa, kiedy w odnowionym pałacu buduje muzeum, przeznacza kilka sal pierwszej kondygnacji pałacu na muzeum, to jedna z Pierwsza z tych sal nazwana zostaje Salą Polską i zupełnie inaczej niż wszystkie pozostałe jest naprawdę pewnym hołdem, który Izabela oddaje swojej babce Izabeli z Flemingów Czartoryskiej.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Mimo, że po pozostałe Sale urządzone są już w zupełnie inny sposób niż miało to miejsce w Puławach. Mimo, że zgodnie z tradycją o zbiorach swojej babki mówiła Iza z Czartoryskich-Działińskich, trupiarnia, mimo wszystko w tej pierwszej sali muzealnej, pierwszej sali, do której wchodził gość odwiedzający Gołuchów, realizuje Iza taki model nawiązujący bardzo wyraźnie do Puław. To pokazuje, jak istotna była ta realizacja Izabeli z Flemingów Czartoryskich w Puławach, jak istotny był ten nurt kolekcjonowania pamiątek. Ale dwa zastrzeżenia musimy tutaj poczynić. Pierwsze jest takie. Nie sprowadzajmy działalności Izabeli z Flemingów Czartoryskiej do kolekcjonerstwa wynikającego z niewątpliwego, ze szczerego impulsu patriotycznego. To była osoba o bardzo wybitnym temperamencie i znakomitej intuicji i rozumiała znakomicie pewne nurty, które się działy wówczas w Europie i możemy na tę kolekcję spojrzeć naprawdę także w pozalokalnym kontekście, w ponadlokalnym kontekście i wówczas. Kiedy popatrzymy w takiej perspektywie, okazuje się, że Puławy Czartoryskie naprawdę powinny zajmować istotne miejsce w dziejach kolekcjonerstwa światowego, nawet abstrahując od tego zawartego w tych zbiorach ładunku patriotycznego.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
To pierwsza uwaga. Druga natomiast uwaga, pamiętajmy, że ten murd kolekcjonerstwa pamiątek jest tylko jednym z. Powstają także zbiory arystokratyczne, które odwołują się do wzorców właśnie ponadlokalnych, dla których ten wątek polski, patriotyczny, jakbyśmy go chcieli nazwać, nie jest istotny. które zamiast tego reagują na to co modne, które próbują się włączyć w jakąś dyskusję wokół spraw stricte artystycznych. Takimi zbiorami są zbiory Potockich z Krzeszowic, a najbardziej, wydaje mi się, spektakularną kolekcją tego typu jest wspomniana kolekcja Atana Zagoraczyńskiego, który jakby bierze w nawias całą dyskusję polityczną i właściwie buduje kolekcję, która ma spełniać kryteria, to jest galeria obrazu, która ma spełniać kryteria estetyki.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Panie profesorze, mówimy o wielkich kolekcjach w tej chwili. Pan profesor wspomniał o tych salach wystawienniczych i właśnie chciałam zapytać, jak te obrazy, czy też kolekcje przechowywano, jak je eksponowano, bo wiemy, jak robiła Teiza, ale jak to było rozwiązywane w przypadku innych kolekcji? Kto je oglądał? Pan profesor powiedział, jak to wyglądało w Puławach, Jakbyśmy mogli jeszcze chwilkę o tym porozmawiać, bo to jest fascynujące. Trzeba było mieć przestrzenie, żeby móc to jakoś prezentować.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Wróćmy na chwilę do rudymentów, czyli zastanówmy się czym w ogóle jest kolekcja artystyczna, żeby już uprościć trochę sprawę. Otóż kolekcja to jest taki zbiór przedmiotów, takie nagromadzenie przedmiotów, który spełnia przynajmniej trzy kryteria. Po pierwsze powstał w sposób celowy, a więc z zamysłem. To jest kolekcja przynajmniej od pewnego momentu powstaje w sposób intencjonalny. Po drugie, powstaje w sposób czy w celach pozaekonomicznych. Kolekcja nie powstaje ze względów spekulacyjnych. Kolekcja powstaje, umówmy się trochę idealistycznie, powstaje w celach ekonomicznych i przedmioty, które się w kolekcji znajdują, jak pisał o tym Krzysztof Pomian, znajdują się przynajmniej tymczasowo poza obiegiem działań gospodarczych. Ale po trzecie, kolekcja składa się z przedmiotów, które są przeznaczone do oglądania.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Kolekcja, która nie jest przy nagromadzeniu przedmiotów, które nie są przeznaczone do oglądania, z trudem spełnia w ogóle definicję kolekcji. A skoro tak, to oczywiście pytanie o to, w jaki sposób je oglądano, gdzie je oglądano jest bardzo zasadne. I oczywiście było różnie, ale możemy wskazać co najmniej trzy takie modele. Po pierwsze niektóre kolekcje właściwie były przeznaczone do oglądania, ale funkcjonowały jako rodzaj wyrafinowanego sposobu dekorowania wnętrz. ale czasami oczywiście w jakiś przemyślnie zaaranżowany sposób. Kolekcja Gnińskich w Samostrzelu na przykład byłaby dobrym tutaj może przypadkiem, gdzie rekonstruujemy ją na podstawie zachowanych zdjęć. Widzimy, że obrazy wiszą w spektakularnej klatce schodowej, w holu, w pewnych pomieszczeniach. reprezentacyjnych, ale jakby stanowią element wyposażenia wnętrz.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Wspaniała kolekcja Karola Lanskorońskiego, o której mówiliśmy, właściwie także realizuje ten model. Więc to jest pierwsza sytuacja. Druga sytuacja to jest taka, w której buduje się dla kolekcji specjalne pomieszczenie. Wspominaliśmy tutaj już o Izzie Czartoryskiej, która w Gołuchowie przeznacza część pokojów na eksponowanie swoich zbiorów, ale dwie inne kolekcje, przynajmniej dwie inne kolekcje, trzy inne może kolekcje zasługują tutaj na wzmiankę. Po pierwsze, miłosławska kolekcja Seweryna Mielżyńskiego, który zamierza zbudować, buduje dla swoich obrazów galerię jako odrębne skrzydło pałacowe. To samo robi Konstanty Czartoryski w swoim pałacu Weinhaus pod Wiedniem, gdzie buduje dla tych kolekcji osobne skrzydło pałacowe. W jakimś sensie także ten model realizuje kolekcja Edwarda Aleksandra Raczyńskiego. Możemy ją oglądać do dzisiaj w pałacu w Rogalinie, gdzie na początku już wieku XX Edward Aleksander Raczyński buduje osobny pawilon, ale powiązany jednak organicznie z pałacem przeznaczonym do eksponowania dzieł sztuki.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Więc to jest jakby drugi model, gdzie wznosi się co najmniej pokoje, a czasami budynki specjalnie przeznaczone do eksponowania. Otóż to. A trzeci model, który także tutaj wspominaliśmy, to jest rzeczywista muzealizacja. a więc przypadek Czartoryskiego, Władysława Czartoryskiego, który pozyskuje w Krakowie całą grupę nieruchomości po to, żeby stworzyć tam muzeum. To jest muzeum prywatne, wówczas jeszcze, aż do całkiem niedawna było to muzeum prywatne, ale muzeum w pełnym tego słowa znaczeniu, więc oczywiście Te modele były różne, ale możemy wykazać pewnego rodzaju tendencje. Po pierwsze, to już się zaczyna zresztą w Europie znacznie wcześniej, ponieważ to, że kolekcja, posiadanie kolekcji ma potencjał prestiżowy, to jasne, o tym wiedziano w cudzysłowie od zawsze, a przynajmniej od wczesnego renesansu. Ale to co się dzieje w wieku XVIII to to, że już nie wystarczy kolekcji posiadać. Trzeba ją także coraz szerzej upubliczniać.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Rodzi się coś, co nazwiemy wkrótce opinią publiczną, sferą publiczną. Ta opinia publiczna będzie się domagała dostępu do dóbr kultury. i trzeba będzie stopniowo to roszczenie zaspokoić. Kolekcje stopniowo otwierają się coraz szersze. No więc obserwujemy to samo w Polsce, czy też na ziemiach polskich. A więc kolekcje stopniowo są otwierane dla coraz szerszych kręgów społecznych. Ale żeby mogło się ten proces dokonywać, zwłaszcza w drugiej połowie wieku XIX stopniowo kolekcje są przenoszone z prywatnych rezydencji umieszczonych gdzieś na prowincji do miast. Wspomniana przed chwilą przeze mnie Galeria Rogalińska jest późnym przykładem tego tradycyjnego modelu, gdzie powstaje osobny budynek galeryjny, ale związany ściśle z rezydencją.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Natomiast publiczność zasadniczo coraz częściej znajduje się w miastach, więc także arystokraci przenoszą swoje zbiory do miast. Krakowa, do Lwowa, kolekcja Mielżyńskiego po rozmaitych perypetiach ostatecznie także trafia do miasta, mianowicie do Poznania jako część muzeum, które tworzy Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. A więc mamy różne wymodele, ale generalna tendencja jest taka, że te zbiory stają się stopniowo coraz bardziej dostępne i stopniowo coraz częściej otrzymują specjalne pomieszczenia przeznaczone do właśnie ich eksponowania.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Panie Profesorze, tutaj w tym miejscu nie mogę nie zapytać w takim razie o o tym, o czym zaczęliśmy mówić, czyli o pasje kolekcjonerskie ziemiaństwa, które nie są właśnie tak eksponowane, np. zbieranie pamiątek patriotycznych, chociażby po Powstaniu Styczniowym, zachowywanie ich w rodzinnym dworze. Pan profesor wymienił tutaj nam te główne cechy, które muszą być spełnione, żeby dany zbiór uznać za kolekcję. A właśnie, a co z tego typu zbiorami? Bo to chyba nie mogę o tym powiedzieć teraz kolekcja.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Można, oczywiście, ponieważ one były przeznaczone do oglądania, ale do oglądania w kręgu rodzinnym, bo oczywiście, poza tymi wielkimi kolekcjami, które w jakimś stopniu oczywiście decydują o obrazie dziewiętnastowiecznego kolekcjonerstwa polskiego, ponieważ są najbardziej spektakularnymi jego przejawami, jego przykładami. Mamy ogromny nurt kolekcjonerstwa na niewielką skalę, na skalę rodzinną. Tutaj ktoś ma jakieś sztychy w biurku w Peterburku, tu ktoś ma jakieś pamiątki rodzinne, tutaj jakieś cztery szablety.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Ruzik od munduru powstańczego.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Tego typu rzeczy oczywiście, więc tego rodzaju kolekcji, które są dosyć trudno uchwytne, oczywiście źródłowo, rzadko miały inwentarze, nie miały katalogów, nie dysponujemy takimi świadectwami, które mówiłyby o ich recepcji, czyli sposobie ich odbioru. o ich publiczności, ale tego rodzaju kolekcje, tak jak ma to miejsce i dzisiaj oczywiście, czyli niewielkie kolekcje, prywatne w najściślejszym tego słowa znaczeniu, intymne kolekcje stanowiły z pewnością istotny murd, istotne zjawisko w dziejach kolekcjonerstwa XIX wiecznego, w tym Ziemiańskiego oczywiście, że tam jakaś właśnie kolekcja broni pamiątkowej wisząca jego panoplium na ścianie, jakaś galeria portretów wisząca czy to w westybulu w siemi, czy w jadalni, jakaś garstka obrazów lepszych i gorszych, niech będą i bohomazy, które są takim zbiorem na pograniczu, można powiedzieć, dekoracji, mebla i i kolekcji. No więc wszystko to oczywiście musimy także brać pod uwagę. Mówimy tutaj o tych spektakularnych kolekcjach tylko dlatego, że w nich Te wielkie procesy, wielkie narracje się przejawiają w sposób pełniejszy, ale oczywiście są również te skromniutkie, przeznaczone do intymnego oglądu w kręgu rodziny, ale istotne z punktu widzenia kolekcjonera, ponieważ wspominaliśmy tutaj, czy definiowaliśmy kolekcję. więc o jeszcze jednym rzeczy można, czy należy może nawet tutaj wspomnieć, mianowicie kolekcja zawiera przedmioty, które są uznawane z jakiegoś powodu za istotne i bardzo często ta ich wartość nie jest związana z rzeczywistą wartością ich materialną, a nawet jeżeli jest, to ich wartość wykracza poza wartość materialną. Zabytkowa złota moneta jest więcej warta niż kruszec, z jakiej została wykonana. A więc oczywiście kolekcjonerzy gromadzą przedmioty, które są dla nich istotne i czasami ta wartość ma charakter bardzo intymny. ale to ich bylenie nie deprecjonuje tych zbiorów, takich dzisiaj naszych zbiorów, nie wiem, pocztówek, muszli, pamiątek z podróży.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Nie deprecjonuje to, że nie są wystawiane w muzeach, że nie buduje się dla nich osobnych galerii. To wcale nie odbiera ani rangi kulturowej, ani statusu kolekcji.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Bardzo dziękuję panie profesorze. Czy nie rozumiem, że możemy powiedzieć, że kolekcja nie jedno ma imię? Była to bardzo fascynująca podróż przez historię kolekcjonerstwa. Dziękuję za poświęcony czas. Z Państwem się żegnam. Zapraszam na kolejny podcast, gdzie dalej będziemy rozmawiać o historii ziemiaństwa. Do zobaczenia. Dziękuję bardzo Panie Profesorze. Jeszcze raz.
Prof. dr hab. Michał Mencfel:
Ja dziękuję i zapewniam Państwu, że to o czym tutaj mówiliśmy to zaledwie wierzchołek Góry Lodowej. Proszę myśleć ciepło o kolekcjonerach, proszę oglądać kolekcje, odwiedzać muzea. Naprawdę warto. Dziękuję bardzo.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Dziękuję bardzo.