Tym razem przedmiotem naszego zainteresowania będą procesy wychowania i edukacji w ziemiańskich dworach i pałacach – przekazywane w nich wartości, rola rodziców, nauczycieli i innych członków rodziny, poszczególne etapy wychowania czy różnice w edukacji dziewcząt i chłopców. Nie zapomnimy też o ciekawostkach – czy wiecie na przykład, jaka była wówczas najlepsza metoda nauki francuskiego? O wszystkim opowie badający od lat powyższą problematykę prof. Tadeusz Epsztein z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk
Transkrypcja
Dr Ewelina Kostrzewska:
Dzień dobry, dr Ewelina Kustrzewska, Instytut Historii Uniwersytet Łódzki. Witam w naszym kolejnym spotkaniu z cyklu Historia Ziemiaństwa. Dzisiaj będziemy rozmawiać o wychowaniu i edukacji w rodzinach ziemiańskich. A naszym gościem jest wybitny znawca tej tematyki, historyk wieku XIX, badacz dziejów ziemiaństwa, pan profesor Tadeusz Epsztajn z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. Dzień dobry, witamy Panie Profesorze.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Witam, bardzo mi miło.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Bardzo dziękuję, że Pan Profesor znalazł dla nas czas i możemy porozmawiać. Panie Profesorze, zacznijmy może trochę od uporządkowania wiedzy, ponieważ ja wymieniłam tytuł jednym tchem, wychowanie i edukacja, ale przecież to nie jest to samo.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak, to znaczy w takim języku potocznym można powiedzieć, że teoretycznie możemy przyjąć, że wychowanie to jest też i edukacja, ale jeżeli już ściśle opisujemy rzeczywistość Dworu Ziemiańskiego, to trzeba powiedzieć, że to były właściwie dwa bardzo złożone procesy, które jednak troszkę funkcjonowały oddzielnie. To znaczy na pewno wychowanie było tym, można powiedzieć, wstępnym okresem. Dominowało właśnie w przypadku dzieci najmniejszych. Natomiast później wchodzi edukacja. Ale to wychowanie nadal jest, to znaczy nadal te dzieci się wychowuje, to znaczy nie tylko się je uczy, nie tylko się zapewnia im, tak jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, oświatę, ale też wychowanie. Więc tutaj to rozróżnienie powinno być zawsze… To znaczy ja powiem szczerze, że dla mnie takim najlepszym określeniem jest mówienie właśnie o wychowaniu i edukacji. To znaczy nie zostawianiu, że tak powiem, tego jednego terminu, samego, bo trudno mówić o samym wychowaniu, a trudno też mówić o samej edukacji.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Te dwa byty, że tak powiem, były wspólne, znaczy one funkcjonowały, one były, że tak powiem, można powiedzieć w takim klasycznym domu, realizowane w przypadku, kiedy były młode pokolenie, były dzieci, młodzież, to były one realizowane razem. To nie było tylko jedno zjawisko, jedna forma, ale dwie zupełnie właśnie nie do końca oddzielone, ale częściowo jednak oddzielone.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli takie uzupełniające się formy.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Uzupełniające się, tak. i oczywiście spełniające pewne kanony. Ten kanon zarówno wychowania i wykształcenia w Domu Ziemiańskim był bardzo ściśle określony, choć nie był, że tak powiem, jednolity i stały. To znaczy, to się zmieniało, inaczej troszeczkę wyglądały zasady pierwszej połowie XIX wieku, drugiej połowie XIX wieku, a jeszcze inaczej w okresie międzywojennym. Ale trzeba powiedzieć, że… To były często zmiany nie takie duże, to znaczy ja bym powiedział, że część elementów, można powiedzieć, była stała, to znaczy pewne, że tak powiem, takie zasadnicze zasady były podobne. które przyświecały właśnie prowadzeniu, wychowywaniu i edukacji.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Panie profesorze, a możemy trochę właśnie o tych zasadach usłyszeć?
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Więc ja bym powiedział tak. że te zasady, może zacznijmy od wychowania, to znaczy w wychowaniu ogromną rolę pełniło przekazanie określonych wartości, wartości opartych na etyce, etyce oczywiście chrześcijańskiej, zdecydowana większość, można powiedzieć, że 100% ziemiaństwa na ziemiach polskich była chrześcijańska, to byli katolicy. Nawet jeżeli nie zawsze bardzo praktykujący, ale oczywiście respektujący pewne zasady, które były też wprowadzane właśnie w trakcie tego procesu wychowywania młodego pokolenia. I to było bardzo istotne. Wymagało się pewnych… O tych zasadach się mówiło. Dzieci się uczyły, od dziecka uczyły się katechizmu. Często matka nawet tutaj Mówię matka, dlatego że, zaraz później powiem, matka nie zawsze i nie we wszystkich domach zajmowała się wychowaniem i edukacją młodego pokolenia.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
To też trzeba powiedzieć. Ale ten początek właśnie, jeżeli chodzi o na przykład religię, wychowanie religijne, bardzo często był, można powiedzieć, organizowany, był przeprowadzany przez tą najbliższą rodzinę i często właśnie matkę. Pierwszy pacierz, pewne zasady, katechizm. ale nie tylko, bo to oczywiście też i o tym się mówiło z dziećmi, można powiedzieć, przy stole. Wychowanie przez kontakt ze starszymi. To znaczy bardzo ważną funkcję pełniła, pełnili właśnie nie tylko matka, nie tylko najbliżsi rodzice, ale wszyscy mieszkańcy dworu, to znaczy, bo często to była najbliższa rodzina, to byli czasami dziadkowie, czyli jedno z dziadków, ale też jakieś stare ciotki, które często były, jacyś rezydenci, jakaś dalsza rodzina. Te wszystkie osoby w jakiś sposób miały wpływ na wychowanie młodego pokolenia, oczywiście w realizacji pewnego kanonu, który był narzucony przez rodziców i zaplanowany. Co jeszcze w wychowaniu było bardzo istotne? No oczywiście pewne maniery, to znaczy pewien kan zachowania takiego, prawda, codziennego, jak należy się zachować, jak się należy zwracać do starszych, jak należy siedzieć, o tak powiedzmy, właśnie ja bym tutaj od razu został skarcony, prawda, że nie siedzę wystarczająco równo, porządnie oparty o oparcie, prawda, niezgarbiony, trzymam odpowiednio ręce.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Bardzo w złym tonie było machanie rękoma, co ja na przykład bardzo często robię, prawda, mówiąc, więc tutaj ja, tak powiem, na pewne egzaminu bym nie zdał z tego wychowania. Przy stole, przy jedzeniu też były pewne reguły, które były bardzo ściśle przestrzegane. Sposób trzymania sztućców, sposób nabierania potraw, jedzenia potraw takich i innych, się inaczej jadło innymi sztućcami. To wszystko było od samego początku. Dzieci musiały, że tak powiem, to opanować. żeby, tak powiem, jak to się mówi, zdać egzamin. A egzamin zdawało się codziennie, więc jak się nie zdawało, to było karcenie, to było zwracanie uwagi, zależnie od domu, od wychowawców. Czasami ostrzej, czasami mniej ostro, ale na pewno zawsze na to bardzo zwracano uwagę.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Więc to wychowanie było też oczywiście wielostopniowe, bardzo złożone No i dla wielu dzieci na pewno niełatwe, to znaczy takich, które powiedzmy były trochę… Co nie znaczy, że oczywiście wszystkie dzieci były grzeczne. Wiele dzieci buntowało się i niechętnie się opanowywało kolejne stopnie wtajemniczenia, jak najbardziej. Ale tutaj biorąc pod uwagę konsekwencje No generalnie rzecz biorąc, lepiej było się jednak tych różnych rzeczy nauczyć. Więc generalnie dzieci się tego uczyły i zapamiętywały skutecznie, czasami do końca życia i po prostu pewne rzeczy robiły automatycznie, całkowicie. I już potem w pewnym momencie nie miały z tym większych problemów. Rzeczywiście Bo trzeba pamiętać, że te etapy wychowania nie kończyły się jak dziecko miało pięć lat, czy sześć, czy siedem, ale potem powiedzmy jak na przykład dziewczynka szła do klasztoru już w tym wyższym etapie. Tam też, prawda, siostry czy przełożeni…
Dr Ewelina Kostrzewska:
Mówimy o pensji.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak, na pensjach czy w zakładach, szkołach też zwracano uwagę, bo też tam był, jeżeli jakaś dziewczynka coś robiła nie tak, jak powiedzmy powinno się robić, to była bardzo od razu korygowana, upominana i tak dalej. Więc tutaj ten proces wychowywania był powiedziałbym długi, męczący i bardzo konsekwentnie realizowany. I bardzo podobnie też to wyglądało w przypadku edukacji. To znaczy edukację też wprowadzano bardzo wcześnie i kanon edukacji wymagał Może mniej jakieś bardzo mądre treści. Przede wszystkim pewne ogólne zasady. Ogólne zasady, ogólne umiejętności i do pierwszych umiejętności zaliczano umiejętności językowe. Czyli dzieci małe, właściwie w przeciętnym, prawie każdym domu ziemiańskim musiały się nauczyć języków. przynajmniej jednego obcego, a czasami kilku.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak się zdarzyło, że w tym czasie takim językiem, że tak powiem, elit europejskich i tak samo elit polskich był język francuski, więc ten język francuski był właściwie obowiązujący. Tego języka trzeba było się nauczyć. Jak się nauczyć? Jak się go nie znało, a rodzice nie zawsze potrafili go nauczyć, po prostu zatrudniało się nauczycieli, nauczycielki, przeważnie nauczycielki, szczególnie do małych dzieci, które nie znały języka polskiego. I to była najlepsza metoda, żeby się tego języka bardzo szybko nauczyć. Dzieci bardzo szybko zaczynały mówić po francusku, czasami tak skutecznie, że zapominały własny język polski i mówiły często lepiej po francusku niż po polsku, szczególnie na początku. Ale ponieważ Polska była pod zaborami, przez znaczną część XIX wieku i początek XX nie było szkół z wykładowym językiem polskim, więc trzeba było się też nauczyć innych języków. czyli przede wszystkim w zaborze rosyjskim rosyjskiego, w zaborze niemieckim niemieckiego, w zaborze austriackim też przez pewien, przez naszą część XIX wieku też niemieckiego. Więc dzieci tych języków się musiały też nauczyć i uczyły się ich, nim jeszcze poszły do szkół, nim zostały posłane do szkoły, więc zatrudniano też nauczycieli, korypetytorów, którzy skutecznie uczyli język.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Jak jeszcze uczono języków? Na przykład w szkołach, na pensjach, taki był zwyczaj, szczególnie właśnie na pensjach żeńskich, na przykład w klasztorze, w zakładach prowadzonych przez siostry Sacre Coeur, był taki zwyczaj, że dziewczęta uczyły się kilku języków. i każdego dnia miały obowiązek mówić tylko w określonym języku. Na przykład w poniedziałek wszystkie dziewczynki mówiły po francusku i pisały w tym języku. We wtorek po niemiecku. a w środę po angielsku. A ponieważ oczywiście nie uczyły się siedmiu języków, tylko przeważnie góra trzech, więc oczywiście jeszcze był czas na polski też jakiegoś dnia, a któregoś dnia na przykład powtarzało się język jeszcze raz francuski, albo niemiecki, albo angielski. W każdym razie edukacja była tak skuteczna, że po kilku latach te młode panny, perfekt znały język, pozostały przedmioty różnie. Różnie, tak.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
To znaczy tutaj rzeczywiście był pewien przechył w tej edukacji, to znaczy ta edukacja, jeżeli chodzi o treści, była rzeczywiście taką edukacją lingwistyczno-humanistyczną, szczególnie jeżeli chodzi o edukację dziewcząt. Natomiast do chłopców stosowano trochę inne kryteria, mianowicie tutaj większy nacisk jednak kładziono na te przedmioty, które występowały oczywiście w programach szkół, do których potem ci chłopcy trafiali. Dlatego w tej edukacji wstępnej, domowej, Kładziono też większy nacisk, na przykład w przypadku zaboru ratlet rosyjskiego na język rosyjski. Uczono się, prawda, chłopcy musieli bardzo, żeby dostać się do gimnazjów, musieli zdać bardzo trudny egzamin z języka rosyjskiego, praktycznie będąc znać ten język bardzo dobrze, właśnie nim jeszcze poszli, prawda, do szkoły. A więc musieli się porządnie przygotować, już nie mówiąc o maturze. Tutaj były już w ogóle bardzo wysokie wymagania. Ale powiedzmy, że do matury nie wszyscy chłopcy stawali. W każdym razie tutaj…
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Matura była potrzebna.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Wtedy, kiedy wybierano się na studia.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Kiedy się wybierano na studia i też określone studia, określone uczelnie. Więc tutaj z tymi maturami umówmy się, że nie wszyscy ziemianie w XIX wieku te matury, dopiero powiedzmy już tam w okresie międzywojennym, to już te matury się zdawało, też nie zawsze, nie wszyscy, ale powiedzmy, że już częściej. Natomiast w XIX wieku, umówmy się, takich ziemian ze świadectwami maturalnymi nie było aż tak dużo, ponieważ naprawdę matura była trudna, bo oprócz języków nowożytnych trzeba było też i znać grekę i łacinę. Języki klasyczne. Trzeba było napisać wypracowanie, więc to nie było takie proste i nie wszyscy, że tak powiem, mimo dobrej edukacji, nie zawsze im udawało się przeskoczyć ten płot. Natomiast to jest edukacja domowa, też oczywiście uczono trochę przedmiotów matematyki, oczywiście przedmioty przyrodnicze już były znacznie gorzej traktowane, ale też w ramach programów, które obowiązywały, też jakieś podstawy były poznawane. Ale to nie tylko na tym polegała edukacja domowa. Domowa edukacja to też były przedmioty takie.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Jak… Właśnie, teraz chciałam zapytać pana profesora o cele i formy tej edukacji, więc myślę, że spokojnie możemy teraz sobie do tego przejść.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Właśnie, więc tutaj jeszcze powiedzieć trzeba, że No to jest trudne pytanie, to znaczy oczywiście można powiedzieć, że tu trochę płeć miała znaczenie, jeżeli chodzi o właśnie cel i formy edukacji tej domowej, bo jednak np. w XIX wieku dziewczęta szły już powiedzmy w drugiej połowie wieku, szły do szkół publicznych czy na pensje, ale to ciągle jeszcze były szkoły, gdzie powiedzmy głównie jednak o charakterze humanistycznym, czyli największy wysiłek, największe starania kładziono na edukację humanistyczną, znajomość lingwistyczną, języki, ale też znajomość literatury pięknej, umiejętność pisania. Wymagano od tego, żeby te dziewczęta już umiały pisać. I kaligrafia. Faligrafia też, oczywiście, bo pisanie to jest piękne pisanie. To nie chodziło tylko o treść. Nawet powiedziałbym, że forma była ważniejsza niż treść. Forma tu była bardzo istotna i bardzo przestrzegana.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
O żadnym bazgroleniu mowy nie było. Zresztą to jest dla historyków bardzo dobra wiadomość, gdyż dzięki temu jesteśmy w stanie dziewczęce dzienniczki i korespondencje czytać bez problemów, bo one są właśnie wszystkie napisane bardzo porządnie. Znacznie gorzej już z męską tutaj twórczością. Chłopcy już byli mniej pilnowani, więc oni nie zawsze tak piszą, prawda, wyraźnie, ale w każdym razie, też zależy od epoki, w każdym razie Ciekawe, zresztą tutaj jeszcze trzeba powiedzieć, że to też się zmienia, to znaczy np. na początku XIX wieku mniej przykładano uwagę np. do kaligrafii. To kaligrafia właściwie staje się, można powiedzieć, takim obowiązującym kanonem w edukacji dopiero w połowie XIX wieku. Znaczy wtedy rzeczywiście jest to przestrzegane, szczególnie właśnie w przypadku dziewcząt.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
To jest jeżeli chodzi o dziewczęta, natomiast chłopcy, jeżeli chodzi o cele, to znaczy ta edukacja ogólnohumanistyczna, lingwistyczna, natomiast jeżeli chodzi o chłopców, to praktycznie biorąc już w pierwszej połowie XI wieku, chłopcy często edukacja domowa była tym etapem wstępnym i oni szli potem do szkół publicznych. Ponieważ szli do szkół publicznych, to też musieli się uczyć różnych dodatkowych przedmiotów i też pod względem lingwistycznym troszeczkę był inny program, ale też i zakres przedmiotów, zakres treści tej edukacji był nieco inny, był szerszy. To się dodatkowo jeszcze zmienia później. Już od drugiej połowy XIX wieku bardzo dużo chłopców idzie na studia z domów ziemiańskich. No i oni się już muszą też przygotować do tych studiów trochę. Ta edukacja to już jest nie tylko przygotowanie do szkoły, ale potem na przykład oni wracają do domu i dostają korypetetorów. To ciągle jeszcze jest edukacja, można powiedzieć, domowa, czy po części. czy nawet w miastach, gdzie mieszkają, na stacji, mają korepetytorów, którzy ich przygotowują właśnie już, powiedzmy, czy do matury, czy ewentualnie do tych studiów zaplanowanych już wyższych.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Więc tutaj jest ten element. Ale to jest nie tylko to. To jest też to, co tutaj myślę, że też w Pani pytaniu się pojawiło, to znaczy, Do jednych z celów edukacji, tego wychowania było też to, żeby ta osoba potrafiła zabrać głos w czasie spotkania towarzyskiego, spotkania rodzinnego, żeby się znała na literaturze, żeby np. potrafiła zagrać jakiś utwór na instrumencie albo np. coś namalować. Czyli właściwie w kanonie, praktycznie mówiąc, każdej młodej osoby była też nauka śpiewu i gry na instrumentach. Często na różnych instrumentach, to nie tylko chodziło o fortepian, ale też na innych instrumentach, czy na pianinie, ale też nauka rysunku. czy wręcz malarstwa, to znaczy zaczynało się od rysunku, ale często wiele osób potem uczyło się malować, szczególnie takie, które jakoś tutaj wykazywały jakieś zdolności takie większe.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Tutaj przychodzi mnie na myśl chociażby Pia Górska, Ziemianka przy Sztalugach, która pięknie malowała.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak, tak, tak. Jak najbardziej. Była spora grupa, która… Miała ten talent. Tak. Też właśnie powiedziałbym tak, że… że przeglądając na przykład spuścizny ziemiańskie, archiwa ziemiańskie, widzimy, że to oczywiście czasami nie są jakieś wielkie talenty, ale możemy podziwiać.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Całkiem udane obrazy.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak, udane czy rysunki, czy nawet właśnie utwory muzyczne też zapisane, czy jakieś też próby poetyckie, próby literackie. To też była forma, można powiedzieć, plon, owoc tej edukacji, bo na to był duży nacisk, żeby żeby dziecko, właściwie już takie dzieci, które potrafiły napisać coś same, już potrafiły pisać, były zachęcane np. do prowadzenia dzienników, do prowadzenia właśnie takich codziennych swoich zapisów, bo zakładano, że to uczy, z jednej strony oczywiście rozwija zainteresowania, z drugiej strony pozwala opanować dobrze pisanie, ale też jest taką formą, też sprzyja w ogóle rozwojowi wyobraźni właśnie takich zainteresowań humanistycznych. własna twórczość. I zresztą niesamowite jest rzeczą to, że często te dzienniczki, takie bardzo czasami jeszcze nieporadne w przypadku małych dzieci, potem jeżeli się takie zachowały, np. czasami w niektórych kolekcjach widzimy z różnych okresów rozwoju młodych osób, dzieci, potem starszych, jak to się zmieniało, jak się zmiał charakter pisma, jak się zainteresowania zmieniały i nawet to, że najpierw mamy zapisy na przykład robione w języku polskim, potem się taka na przykład dziewczynka uczyła na przykład francuskiego i zaczyna pisać po francusku, Potem na przykład na przełomie XIX i XX wieku zrobił się modny angielski, bo francuski wszyscy już prawie znali, więc jakieś takie sekrety lepiej było napisać po angielsku, bo angielski jednak był takim językiem nie takim bardzo dobrze.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Pamiętamy, panie profesorze, to jest lalki.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak, dokładnie. To nie dotyczy oczywiście tylko zimieństwa, bo ogólnie możemy to też odnosić do elit i miejskich i tak dalej.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Źle to nie znać angielskiego jednak.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Angielski był? Nie, ale właśnie ponieważ, no mówię, w pewnym momencie, no wiadomo, taki dziennik był dziennikiem takiej dorastającej panny, był dziennikiem takim często intymnym, prawda? Pisała o różnych rzeczach, które nie chciała, żeby do niej dowiedziała się matka na przykład, czy już nie mówiąc, siostra, młodsza, prawda? Albo brat, który wtargnął do jej więc do jej pokoju i zajrzał do szuflady. Więc tutaj ten język był też formą takiego instrumentu zapisu swoich ukrytych myśli. To było bardzo charakterystyczne, ale właśnie mówię, Genezą tego był pewien wręcz nakaz, to znaczy dzieci były wręcz zmuszane trochę do prowadzenia tych dzienników. Od tego się zaczynało, a potem to się ewoluowało zupełnie troszeczkę w inną stronę. Czasami nawet zresztą myślę, że ci rodzice to by chętnie Zaglądali do tych dzienników, ale nie zawsze mieli możliwość. Niestety wiele tych dzienników zostało spalonych, bo autorki, autorzy te zapisy często potem dochodzili do mnie. Nie, nie, no to już to lepiej, niech już nie czyta, spalimy.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Tak jak często spalono też korespondencję, zwłaszcza taką korespondencję bardzo prywatną, czy wręcz intymną. I tutaj znowu przybywa przykład literatury pięknej, Nocy i Dnie.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak, tak, jak najbardziej.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Kiedy należało to po prostu spalić.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak, tak. Ale jak mówiłem, nawet by było czasami tak, że autor takiego listu pisał, prawda, spal tylko ten list po przeczytaniu, po czym my ten list nadal czytamy. Więc jednak się został spalony, na szczęście.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli takie trochę wykasuj tego SMS-a.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak, tak, tak. Więc też tak było. Więc tutaj rzeczywiście jest to bardzo ciekawe. Trzeba powiedzieć, jeszcze nawiązując do tej symbiozy wychowania i edukacji, że na przykład zamożni, powiedzmy, bardzo zamożni w domach, był taki zwyczaj, czasami się właśnie tak zdarzało, że na przykład chłopcy mieli takiego wychowawcę, powiedzmy na przykład na stacji, który właśnie wychowawcę, to znaczy nie nauczyciela, tylko taką osobę, która jak gdyby była odpowiedzialna za to, żeby kształtować właśnie charakter tego młodego człowieka. Już jako już takiego powiedzmy chłopaka uczącego się w szkole, czy nawet na studiach. Na przykład u Krasińskich takie były. Rygmunt Krasiński miał takiego właśnie mentora, który nie był nauczycielem, tylko wychowawcą.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli czuwał nas całością, tego procesu wychowania i wykształcenia.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Normalnie taką funkcję miał oczywiście… Powiedzmy na stancjach to miał taki, co się nazywało, dyrektor takiej stancji, który o czymś, ale taki dyrektor miał mniejszy wpływ, bo on miał często iluś tych chłopców pod opieką, więc on nie mógł każdemu, że tak powiem, zajrzeć do kieszeni, ale w przysłowiowy sposób, nie zawsze zaglądał, ale to się też zdarzało, bo czasami trzeba było. Więc oni mieli też duże uprawnienia, tacy opiekunowie, czy dyrektorzy, którzy prowadzili stancje dla takich chłopaków, żeby ich po prostu pilnować, żeby jakieś tam głupoty im po głowie nie chodziły. Wiadomo, że chodziły, ale chodziło też, żeby w odpowiednim momencie zapobiec.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Zminimalizować ryzyko.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Ryzyko, tak. Więc tutaj były te rzeczy bardzo bardzo pilnowany i przestrzegany. Więc to się rzeczywiście zmienia. Oczywiście już w XX wieku jest pewna zmiana też poglądów trochę na to, jak ma wyglądać ta edukacja. I też rośnie ranga edukacji formalnej, to znaczy edukacji w szkołach publicznych. pewne reguły, pewne właśnie też to, że jednak ta edukacja musi się skończyć z posiadaniem dyplomu czy matury już w okresie międzywojennym. Generalnie rzecz biorąc jednak duża część młodzieży ziemiańskiej jednak zdaje… Tak, były też inne wymagania czasów.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Oczywiście.
Dr Ewelina Kostrzewska:
To już był troszeczkę inny świat.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak.
Dr Ewelina Kostrzewska:
I trzeba było mieć ten przysłowiowy papier, który gwarantował też to, że się było traktowanym poważnie jako ten gospodarz, osoba, która się zna na tym, co robi. Na przykład, jeżeli mówimy o ukończeniu studiów rolniczych, Poza tym pojawiały się te wszystkie nowinki technologiczne i to też można było tą wiedzę tak zdobywać. Panie profesorze, czyli podsumowując możemy powiedzieć, że wychowanie i edukacja idą w parze.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Idą w parze, jak najbardziej. W Domu Ziemiańskim te właśnie zjawiska były, że tak powiem, spójne. Nie można ich w jakiś taki wyraźny.
Dr Ewelina Kostrzewska:
Sposób, naturalny sposób rozdzielać.
Prof. dr hab. Tadeusz Epsztein:
Tak.
Dr Ewelina Kostrzewska:
I myślę, że to jest świetne podsumowanie naszej dzisiejszej rozmowy o wychowaniu i edukacji w rodzinach ziemiańskich. Bardzo panu profesorowi dziękuję za bardzo ciekawą rozmowę. Z państwem się żegnam, ale jednocześnie zapraszam do oglądania naszych innych podcastów, w których cały czas rozmawiamy o historii ziemiaństwa. Do zobaczenia.