Święta Bożego Narodzenia w siedzibach ziemiańskich

Rozmowa z dr. Tomaszem Adamem Pruszakiem 41:39

Jak przebiegały w dworach ziemiańskich święta Bożego Narodzenia? Opowie nam o tym autor szeregu cenionych monografii na temat ziemiańskiej obyczajowości, dr Tomasz Adam Pruszak z Narodowego Instytutu Dziedzictwa, który swoją uwagę poświęci przede wszystkim początkowi XX wieku i okresowi międzywojennemu. Naszą rozmowy zaczniemy od przygotowań i czasu przedświątecznego, opowiemy, jak wyglądały podejmowane z okazji świąt podróże, jak przebiegał wieczór wigilijny i co podawano wówczas na stół, wspomnimy o wyglądzie drzewka choinkowego, prezentach dawanych dzieciom i wielu innych szczegółach oraz ciekawostkach

Transkrypcja

Dr Ewelina Kostrzewska:
Dzień dobry. Witam Państwa serdecznie. Doktor Ewelina Kostrzewska, Instytut Historii, Uniwersytet Łódzki. Witam w podcaście, który jest realizowany w cyklu rozmów o świecie ziemiańskim. W dzisiejszej naszej rozmowie przyjrzymy się ziemiańskiemu świętowaniu, a naszą uwagę skupimy na świętach Bożego Narodzenia. Naszym dzisiejszym gościem jest dr Tomasz Adam Pruszak, Warszawa, znawca i badacz obyczajowości zimiańskiej. Dzień dobry, panie doktorze.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Dzień dobry, pani doktor, dzień dobry widzom.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Panie doktorze, bardzo dziękuję, że zgodził się Pan przyjąć nasze zaproszenie i porozmawiać o tak interesującym temacie, jak właśnie Święta Bożego Narodzenia. Święta Bożego Narodzenia były wyjątkowym okresem w tym roku ziemiańskim. Proszę powiedzieć, bo to na pewno nie jest tak, że świętowanie zaczynano od Wigilii. Był ten też taki czas poprzedzający te święta. Jak on wyglądał?

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Rzeczywiście święta w sensie ścisłym rzeczywiście zaczynały się od Wigilii, natomiast ten czas przedświąteczny zaczynał się wcześniej, a nawet dużo wcześniej. I to, co mnie zdziwiło, nawet badając ten temat, to, że niektórzy z byłych, powiedzmy, ziemian, czy osób z tego środowiska, czasem wówczas będących w bardzo młodym wieku, zaczynali odczuwać w ogóle ten czas, czy klimat świąt, bo od tego się zaczynało, od tego, że Właśnie było poczucie, że te święta się zbliżają i zaczynano je czuć niekiedy już w listopadzie. Było to dla mnie pewnym zdziwieniem. Dzisiaj się mówi, że coś za wcześnie o tym myślimy, widzimy jakieś dekoracje, a okazuje się, że właśnie… Ale to też związane było z przygotowaniami do tych świąt, przygotowaniami dotyczącymi różnych aspektów, I to z kolei wpływało właśnie na to poczucie, że coś się dzieje, coś się zaczyna właśnie pod tym względem. Ale może właśnie zobaczmy, jakie to były przygotowania, czy co się działo. A mianowicie zarówno pod względem takim powiedzmy materialnym, jak i duchowym to się odbywało. Materialne przygotowanie do świąt to oczywiście porządki, które w jakimś momencie też to nie było tu reguły, ale w jakimś momencie miały miejsce w dworze, pałacu, w obejściu.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Przygotowania kulinarne, trzeba było zacząć rzeczywiście z dużym wyprzedzeniem. Nie będziemy tu mówić o wszystkim w szczegółach, ale choćby czasem określano we wspomnieniach jako mało przyjemne, ale świniobicie było na folwarku. trzeba było zrobić wędliny, jakieś mięsa, to znaczy oczywiście Wigilia była postna w tradycji polskiej zawsze, ale w kolejne dni świąta, święta Bożego Narodzenia trwały wówczas dłużej nawet niż obecnie. no w kolejne dni już postu nie było, więc właśnie te potrawy w kolejne dni przypominają niekiedy święcone wielkanocne, które było bardzo też duże i w związku z tym właśnie te przygotowania musiały być już wcześniej, też zakupy. To w czym majątek, folwark był samowystarczalny, a wielu i powiedzmy aspektach tych kulinarnych zaopatrzenia był oczywiście samowystarczalny, to jednak nie wszystko był w stanie sam wytworzyć, przetworzyć i w związku z tym też trzeba było zrobić zakupy, mówiąc banalnie, więc udawano się do miast, do sklepów, choćby na przykład bakalie, bardzo ważny składnik Wigilii, więc tego typu właśnie produkty, czy owoce cytrusowe, ale też wszelkie inne składniki, których w majątku nie było, a należało nabyć. Wreszcie świąteczne prezenty. To też trzeba było zawczasów przygotować. Oczywiście, jeżeli już jesteśmy przy prezentach, to później jeszcze sobie pewnie poruszymy temat właśnie samej Wigilii, wtedy możemy jeszcze o tym porozmawiać, ale najważniejsze prezenty były, myślę, najmocniej odczuwany ten aspekt przez dzieci, prawda? przez najmłodszych i dzieciom często się święta też kojarzyły, mówiąc wprost z prezentami, więc dzieci wystawiały za okno, Może to też nie była reguła, bo naprawdę były różne, spotkałem się z bardzo różnymi podejściami do tego, ale był taki zwyczaj wystawiania za okno karteczek, gdzie dzieci pisały, co by chciały od świętego Mikołaja lub Aniołka.

Dr Ewelina Kostrzewska:
No właśnie, bo chciałam zapytać, do kogo pisały? Do Gwiazdora, do Aniołka, do Świętego Mikołaja?

Dr Tomasz Adam Pruszak:
To możemy o tym właśnie w tym momencie powiedzieć, bo to jest bardzo ciekawe. W zasadzie spotkałem się z trzema różnymi sytuacjami. Mówimy oczywiście w tym momencie nie o Dniu Świętego Mikołaja, tylko o Wigilii Bożego Narodzenia, kiedy w cudzysłowie przynoszono prezenty. I teraz kto przynosił te prezenty? Albo aniołek, albo święty Mikołaj, albo gwiazdor. I to było bardzo ważne w ogóle i pilnowane. I na tym tle w ogóle mogło dochodzić do pewnych problemów. Choćby jeżeli dochodziło do koligacji, prawda, rodzina, powstało małżeństwo z połączenia dwóch rodzin, na przykład właśnie, gdzie różne były te tradycje. W jednej rodzinie, nie wiem, u pana domu był aniołek, a u pani domu był święty Mikołaj.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
No to już mógł być problem, prawda? Ale jeżeli chodzi o gwiazdora, to akurat to bardzo ładnie wychodzi w badaniach, że ten gwiazdor był najczęściej po prostu na terenach Wielkopolski. Natomiast jeśli chodzi o Świętego Mikała i Aniołka, bardzo różnie, trudno uchwycić ten… Takie dzielnicowe, różniejsze. Ale to bardziej wydaje, że chyba Aniołek częściej był w dawnej Galicji, Małopolsce po prostu. Ale przecież właśnie przez to, że kolegacje między rodzinami ziemiańskimi były bardzo często Jak mówimy o czasach zaborów, to właśnie te między… Zaborowe, ponad kordonami. Właśnie tak, międzydzielnicowe można powiedzieć w ten sposób. Naprawdę były dosyć częste i te tradycje w związku z tym się mieszały.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tu akurat dotknęliśmy tematu, ale to dotyczyło tak samo kulinarnych kwestii, za chwilę pewnie powiemy o tym, też bardzo ciekawych.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Oczywiście, że tak. Czyli przed świętami mamy ten czas takich intensywnych przygotowań, jeździmy na zakupy, przygotowujemy rzeczy, które będą wykorzystywane do dań serwowanych podczas kolejnych dni świątecznych. Zdarzało się też, i to nierzadko, że odbywano podróż właśnie na święta, zwłaszcza młode osoby, które były w szkołach, przyjeżdżały, musiały jakoś dotrzeć do tych dworów, żeby uczestniczyć w świętach.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tak, pani doktor, oczywiście. Niby moglibyśmy pominąć ten aspect, ale on był w tamtych czasach szczególnie istotny, bo ta podróż mogła trwać dosyć długo. być realizowana różnymi środkami lokomocji, jeżeli na przykład dzieci czy młodzież, bardziej myślę o młodzieży takiej już właśnie, która gdzieś w gimnazjach czy na studiach była i w zupełnie innej części, w jakimś mieście i musiała dotrzeć do majątku położonego gdzieś zupełnie dalej, no to często i posiąg wchodził w grę i jakiś później już, szczególnie w latach międzywojennych, autobusy międzymiastowe były już czymś zupełnie normalnym. Wcześniej poczta konna, tak zwana, No a na ostatnim odcinku najczęściej już wysyłano konie z majątku i docierano już do samego, na samym końcu tego majątku jakimś powozem czy prędzej jakąś pewnie zamkniętą karocą, to była zima. Natomiast jeszcze aspekt taki, o którym bardzo często można przeczytać we wspomnieniach, szczególnie młodzi jak jechali, przybywali do tego majątku na święta, bardzo to przeżywali, to było takie niesamowite. Często ich długo nie było w domu rodzinnym, no właśnie, bo jeżeli mieszkali gdzieś na, jak to się mówi, na stancjach, prawda, internatach, jak to dziś byśmy powiedzieli, no to to było po dłuższym pobycie i to jeszcze na święta ten przyjazd. Wiadomo, to był czas ferii, to tak samo jak w czasie świąt Wielkiej Nocy, wtedy w czasie wiosennym na ogół powtarzał się pewien schemat.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli to były też takie emocje ogromne.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Olbrzymie emocje.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Tak, że przyjeżdżamy do domu na święta, spotykamy się z rodziną.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Emocje z dwóch stron, bo i rodzice pewnie właśnie cieszyli się, że widzą swoje pociechy, dzieci się witał ze swoimi rodzicami, nie wiem, przecież to były domy wielopokoleniowe, więc z dziadkami, z bliskimi innymi i ze swoimi zwierzętami ulubionymi, które tam były na ogół, więc czas radosny, chociaż z tymi przeżyciami, że tak powiem, emocjami, to też różnie było, bo skądinąd wiadomo, że w tym środowisku właśnie ziemiańskim nie było w dobrym tonie w ogóle okazywać emocji. Ale myślę, że w takim swoim gronie można było jednak.

Dr Ewelina Kostrzewska:
A poza tym możemy te emocje odczytać ze wspomnień i z pamiętników.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
No więc właśnie.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Gdzie pisano po prostu o tym, że się cieszono.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Dokładnie tak.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Panie doktorze, no dobrze. Wszyscy już przyjechali do domu, dwór wysprzątany, mięsiwa przygotowane na następne dni świąteczne. Nadchodzi dzień Wigilii, 24 grudnia. Jak ten dzień się zaczynał? Jak on wyglądał? Jakbyśmy mogli tak opowiedzieć sobie od świtu do zmierzchu.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tak, to jest dobry pomysł, ponieważ ten dzień to jest dzień najważniejszy i w rezultacie tam następowała dosyć duża kumulacja różnych zdarzeń. I może zanim jeszcze bym powiedział, od czego się ten dzień zaczynał, to chcę w kontekście wcześniej omawianych przygotowań zwrócić uwagę, że część Właśnie tych elementów przygotowań do Wigilii, rozumianej jako wieczerza wigilijna w tym momencie, miało miejsce właśnie w samym dniu Wigilii. I tutaj trzeba wspomnieć o choince. To może od tego proponuję zacząć, bo najczęściej ustawienie choinki pozostawiano na ten dzień. Taka tradycja była i jeszcze z tym związana jest jedna rzecz, jeżeli były małe dzieci w domu i takie, które miały jeszcze, że tak powiem, być przekonane, że to ten święty Mikołaj czy aniołek naprawdę przynosi. prezenty, to tak samo one miały być przekonane, że on przynosi też choinkę. I w związku z tym one nie powinny widzieć, że ktoś, często to był pan domu w ogóle osobiście, tą choinkę, że tak powiem, do tego domu wstawiał. Choć oczywiście choinki były bardzo duże, ponieważ pomieszczenia były też duże, wysokie, więc czasem to była naprawdę operacja dosyć trudna, żeby tą choinkę tam wstawić, w ogóle przez okno często ją wnoszono, później przymocowywano, żeby się nie przewróciła, więc teraz zrobienie tego w taki sposób, żeby te dzieci nie widziały, no nie było łatwe, więc albo to robiono właśnie z samego rana, kiedy one jeszcze spały i tu byśmy mieli wtedy ten jeden z pierwszych aspektów tego dnia, no albo w ciągu dnia dzieci gdzieś odciągano do czegoś innego i w tym momencie ta choinka była.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
więc widać, że to była cała logistyka. No, ale teraz proponuję, żebyśmy właśnie… Już wrócę do pytania, pani doktor, a mianowicie od czego zaczynamy? Przede wszystkim starano się wstać wcześniej, dzień był wypełniony obowiązkami, długi, a poza tym był przesąd, że jeżeli się… co i w jaki sposób się, już mówię swoimi słowami, ale to o to chodziło właśnie, co się zrobi i w jaki sposób Wigilię, to tak będzie przez cały rok. I też staram się właśnie wcześniej wstać, żeby przez cały rok też wstawać wcześniej. Poza tym, panowie, pan domu, czy inni ewentualni domownicy, panowie, jacyś rezydenci, jacyś, nie wiem, wujowie, którzy ewentualnie mogli być już goście. Przecież też na Wigilię do wielu domów przyjeżdżała rodzina jakaś, która była w innych majątkach, była w w mieście, więc tych ludzi mogło być więcej i panowie mieli troszeczkę inny plan dnia niż pani domu, która w tym momencie rządziła domem właśnie w tym dniu przede wszystkim. A mianowicie panowie Oczywiście to też pewnie nie w stu procentach reguła, ale jednak w bardzo wielu wypadkach udawali się na tzw.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
polowanie wigilijne. Nie chcę może w tym momencie wkraczać w nowy temat, bardzo obszerny, więc na razie to zasygnalizuję. I na to polowanie oni wyjeżdżali wcześnie rano, ponieważ, pamiętajmy, dzień był krótki wówczas. Znaczy, no tak jak teraz, w tym terminie po prostu dzień był krótki, więc też to polowanie musiało się skończyć o jakieś, z mrokiem, o przyzwoitej godzinie. Natomiast panie i pani domu zarządzała ostatnimi, powiedzmy, przygotowaniami w domu, które miały miejsce w domu właśnie w tym dniu i przede wszystkim Bo często właśnie to dopiero w dniu Wigilii nakrywano do stołu, na przykład. To też z tym się wiąże cała otoczka taka tradycji, czyli Oczywiście, jeśli było mało tych osób, które siądą do stołu, no to był to mały stół, ale bardzo często było właśnie dużo osób, więc długi stół rozstawiano, trzeba było położyć na ten stół długi, biały obrós. pod obrós włożyć sianko. Często dużo tego siana wkładano pod ten obrós.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Wreszcie taka tradycja, jak ustawianie snopka lub snopków w rogach tego pokoju, tego pomieszczenia, gdzie się odbywała wieczerza wigilijna. Czasem był to pokój jadalny, czasem salon, najczęściej pokój jadalny. I tutaj też różnie to było, albo jeden snopek w jednym rogu, albo dwa snopki, albo nawet cztery we wszystkich rogach. cztery pewnie najrzadziej, ale najczęściej ten jeden snopek. Zresztą ta tradycja już, mówimy tu przede wszystkim o pierwszej i dwudziestego wieku, ta tradycja ze snopkami powoli jakoś wygasała zdaje się. Ale to jest bardzo ważny aspekt, bo właśnie tego typu tradycje bardzo były analogiczne do tradycji, które miały miejsce też w Boże Narodzenie w domach włościańskich. Więc wiele było elementów bliskich. Ale to jest jeszcze jeden aspekt.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Także przygotowanie tego pomieszczenia, w którym wieczerza wigilijna miała się odbyć, choinka w momencie, kiedy była, musiała być ubrana.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Ale choinka była w tym samym pomieszczeniu?

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Nie.

Dr Ewelina Kostrzewska:
No właśnie, ona znajdowała się chyba w salonie najczęściej.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Więc taki powiedzmy w cudzysłowie standard to właśnie, wieczerza wigilijna w sali jadalnej, natomiast w salonie, w odrębnym pomieszczeniu zamykanym, choinka. I tutaj, choć od tego też były jakieś odstępstwa, różne tradycje, czasem mogła ta choinka stać gdzie indziej. Ale dlaczego najczęściej był ten zwyczaj, żeby choinka była w innym pomieszczeniu? Ponieważ to się wiązało z pewną, jakby to powiedzieć, banalnie, z tradycją, w jaki sposób przebiegało oświętowanie wieczerzy wigilijnej i czasu powieczerzy. Tylko to może jeszcze za chwilę do tego wrócimy. właśnie jak już pewnie przejdziemy sobie do tematu samej wieczerzy, natomiast ja chciałem jeszcze wspomnieć o tych zabawkach czy dekoracjach właśnie, którymi dekorowano choinkę. I bo o tym wcześniej w sumie zapomniałem wspomnieć, kiedy mówiliśmy o przygotowaniach, które znacznie wcześniej się odbywały i tam jeszcze był ten element właśnie, że wieczorami siadano z dziećmi, cała rodzina często i po prostu ręcznie wyklejano jakieś łańcuchy, jakieś zabawki z różnych, ze słomek, wytmuszek, to była właśnie taka bardzo polska tradycja. Z opłatka też pojawiały się ozdoby. Oczywiście, to nawiązywało do jeszcze dawniejszej tradycji polskiej, takich światów, które mieszano gdzieś u sufitu domu.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
To bardzo ważny też aspekt. Wcześniej przygotowanie tych zabawek, natomiast oczywiście już, i to właśnie w dniu Wigilii, ubieranie choinki, tylko że w zależności, jeżeli dzieci były starsze, one już jakby były uświadomione. Nie było już tego efektu, prawda, zaskoczenia.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Że… Efektu wow, że aniołek Mikołaj albo Gwiazdo przyniósł choinkę.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
To one uczestniczyły w tym ubieraniu. Starsi chłopcy lubili, to na drabinę trzeba było wejść często, właśnie gdzieś tam ekwilibrystyka taka miała miejsce, zakładanie anioła albo gwiazdy na czubku tej choinki. Natomiast jeśli te małe dzieci były, no to wtedy one oczywiście nie były świadkami tego ubierania, Mogli nawet po prostu tylko starsi.

Dr Ewelina Kostrzewska:
A takie bombki, jak my dzisiaj znamy, te bombki szklane, takie dmuchane.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tak, to one były nazywane, zdaje się, bombami szklanymi, jeśli dobrze pamiętam. I one rzeczywiście zaczęły wchodzić jakoś chyba w drugim dziesiątku XX wieku, lat XX wieku powoli i to zresztą powtarzała się sytuacja, myślę, tak jak z samą choinką, to możemy tutaj też taką dygresję zrobić, Choinka, która w początku powiedzmy XIX wieku, tak się, tak badacze mówią, pojawiła w Polsce, ale ona nie pojawiła się od razu we wszystkich domach i rodzinach, tylko z dużymi oporami wchodziono twierdzi się, że ta tradycja przyszła z Niemiec, więc ja tak myślę, że pewnie najpierw jakieś mieszczańskie rodziny, później to mogło iść, że szlacheckie zaczęły ją wprowadzać, a później się już rozszerzyło na wszystkich. Natomiast to jeszcze nawet w XX wieku znalazłem takie przekazy, że w niektórych domach uważano, że to nie jest polska tradycja, te choinki. i nie było ich na przykład, tylko przedstawiano na tym snopku, ale w większości już w tym okresie, o którym tu rozmawiamy, w pierwszym XX wieku te choinki jednak były i wracając do pytania o bombki, no to tak samo, one właśnie powoli wchodziły.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Powoli przecierały sobie szlaki.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
O właśnie, ładnie to pani doktor powiedziała, ale one, to było coś, to był produkt, który trzeba było kupić i nie zrobić samemu, więc jednak One były tym uzupełnieniem, często myślę, tych tradycyjnych, które były zawieszane na choince. Jeszcze powiedzmy może o dwóch w takim razie istotnych elementach, a mianowicie o światełkach. Jak już mówimy o tych ozdobach choinkowych, to znaczy lampki i lampki, które elektryczne się pojawiły, rzeczywiście już okres międzywojenny były takie, wyroby, było je nabyć, ale właśnie zdaje się, że one nie były dobrze widziane, nie przyjęły się jakoś i stosowano cały czas świeczuszki, które w takich małych lichtarzykach zapalano. Oczywiście to nie było zbyt bezpieczne, groziło ewentualnie jakimiś pożarowymi sprawami, ale więc one się nie paliły cały czas, tylko właśnie w momencie przed wejściem do salonu, do tej choinki i ewentualnie w kolejny dzień zapalono tylko tak na ten czas i jeszcze sztuczne, to były zimne ognie chyba, tak to nazywano.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Które były pewnie też spektakularne.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Spektakularne i to właśnie na samo to wejście po Wieczerzy Wigilijnej zapalano je.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Dobrze, wróćmy jeszcze do tego właśnie dnia Wigilii. Czyli tak, panowie udają się na polowanie. Pani domu przygotowuje wieczerze wigilijną. Ja czytałam w książce pana doktora, jeżeli się mylę, to proszę mnie poprawić, że w tym dniu też obowiązywało specjalne menu przed świętem. Przed wieczerzą wigilijną.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
To był postny dzień. To wynikało też z kwestii religijnych, w sumie o których może nie powiedzieliśmy wcześniej, bo to też ważny aspekt właśnie jakiegoś duchowego przygotowania. To jeszcze przy okazji zasygnalizuję właśnie, Advent przecież wcześniej był i przygotowanie duchowe do świąt równie ważne, natomiast Dzień Wigilii też, oczywiście to była tradycja polska z tym postem, ale wynikająca z tego religijnego jednak aspektu świąt W ciągu dnia to był posiłek, też nie wszędzie taki sam, ale jakąś regułą, jak zauważyłem, na przykład było spożywanie kartofli w mundurkach, bodajże śledzi, to trochę się kojarzy tymi postnymi dniami, przy okazji świąt Wielkiej Nocy. Cóż, trudno było wymyślić pewnie coś innego.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Mnie zaskoczył ten kieliszek postnej wódeczki, który był serwowany w Wigilię.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tak, więc okazuje się, że akurat post nie dotyczył w naszej tradycji alkoholu i generalnie można było zgodnie z tradycją ten alkohol pić. Wódeczka postna jest pewnie także czysta.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Taka niedobra, więc trzeba się było poświęcić, żeby ją wypić.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tak, oczywiście też trzeba powiedzieć, że to było różnie. W niektórych rodzinach uważano, że w tym dniu nie należy żadnych alkoholi i wódeczek pić, ale w niektórych pić to oczywiście zupełnie z umiarem, więc to nie było żadnego problemu w ogóle.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Jasne, ja czytałam, że to był taki właśnie ten kieliszeczek i najczęściej albo w trakcie polowania…

Dr Tomasz Adam Pruszak:
No właśnie o to chodzi, że… żeby się rozgrzać. Ta wódeczka dotyczyła osób, które przede wszystkim poszły na polowanie, bo teraz jeżeli było to polowanie, to często w trakcie polowania było właśnie takie w cudzysłowiu śniadanie, czy taka przerwa. posiłek, żeby się wzmocnili myśliwi i nawet często, nie wiem jak w czasie się mieściły te panie, które miały w domu tyle różnych spraw i jeszcze miały dojechać z tym jedzeniem tam do lasu czy na pole. Nie zawsze, bo w którychś wspomnieniach czytałem, że właśnie nie dojechały i myśliwi byli strasznie głodni.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Ale przetrwali mieli większy apetyt podczas Wigilii. I teraz tak, mamy już to wszystko zorganizowane, przechodzi pora wieczerzy wigilijnej. Co serwowano? Jakie było menu wigilijne? Czy mamy jakieś takie dania, które się powtarzały, które były powtarzalne?

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tak, oczywiście. Może najpierw powiem, że było to wszystko bardzo bogate i rzeczywiście co dom to była odrębna tradycja. Niektóre elementy udaje się wychwycić też związane ewidentnie z pewnymi regionami. Natomiast też był wspólny element i teraz może spróbujmy go zarysować. ale ogólnie zupa, czy raczej kilka zup do wyboru. W szczegóły zaraz wejdę. Następnie ryby w różnych też rodzajach. Też możemy za chwilę do tego w szczegółach bardziej wejść.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Myślę, że jakieś potrawy z udziałem maku. na wschodzie, w wschodnich terenach powiedzmy dawnej Rzeczypospolitej była ta kutia słynna.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Słynna kutia, tak jest.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Na zachodzie to bardziej były jakieś kluski z makiem, tego typu. No i później, mam nadzieję, że czegoś nie pominąłem istotnego, ale Myślę, że później trzeba wymienić jeszcze słodkie, prawda? Więc makowiec na pewno był tak, strucla makowa, o tak chyba będzie lepiej powiedzieć, była bardzo ważnym jakby tym elementem tego słodkiego. I to chyba w każdym domu. I bakalie, to jest też coś, co się powtarza. A, no i kompot z suszu też. Więc to są te elementy stałe. Natomiast teraz możemy ewentualnie…

Dr Ewelina Kostrzewska:
Ja chciałam to pytać. Powiedział pan doktor kilka zup. Jakie to były zupy?

Dr Tomasz Adam Pruszak:
To jest bardzo ciekawe właśnie. Ja tutaj przeprowadziłem dosyć szczegółowe badania, takie wręcz jakieś statystyczne i w korelacji z regionami. No i wyszło mi tak, że Było w sumie 4, ewentualnie 5 zup, ale nie, że podawano zawsze tyle, podawano 2-3 góra do wyboru, natomiast w ogóle pojawiały się. Była zupa grzybowa na przykład. Był barszcz z uszkami, była zupa rybna, rybna z łazankami najczęściej. I teraz może od razu jeszcze wspomnę, że ta rybna zupa była, wygląda na to, była po prostu najczęściej na terenach Wielkopolski. Rybna zupa? Rybna, tak, rybna. Barszcz z uszkami, on występował na wielu, że tak powiem, obszarach ziem polskich, czy szerzej patrząc ziem dawnej Rzeczypospolitej, natomiast chyba najczęściej ten barszcz był w tradycji małopolskiej, galicji.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tak mi się wydaje. Grzybowa to jako bardziej chyba dodatkowa zupa, różnie. I jeszcze była zupa migdałowa.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Właśnie.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Zupa migdałowa. Dzisiaj właściwie zapomniana, jeżeli mówimy o świętach Bożego Narodzenia. Tak. Dzisiaj najczęstsze są chyba grzybowa i barszcz.

Dr Ewelina Kostrzewska:
A piąta?

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Jeszcze gdzieś się spotkałem z taką zupą, która miała dziwną nazwę nic, zupa nic. Tylko przepraszam, że teraz nie pamiętam przepisu na tą zupę.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Chyba z tego, co ja z kolei kojarzę z tych przepisów dziewiętnastowiecznych, to była zupa na jajkach. Ona była lekko słodka, ubijana.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
No bardzo możliwe.

Dr Ewelina Kostrzewska:
I rzeczywiście nazywała się zupa, bo ona była taka leciutka.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Ale to jest jakiś zupełnie gdzieś sporadycznie i jako któraś kolejna, zdaj się.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Jakaś taka niszowa zupa.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Niszowa, bo jednak rzeczywiście widać, że był ten wybór.

Dr Ewelina Kostrzewska:
A ta zupa migdałowa, czy możemy powiedzieć, że ona była charakterystyczna dla wigilii ziemiańskich?

Dr Tomasz Adam Pruszak:
No ona się pojawia w tych menu wieczerzy wigilijnej. Nie zawsze, to nie jest, że zawsze, ale jako dodatkowa zupa. Nie jako główna czy jedyna. Bo to była zupa z tego, co ja myślę, że osobiście chyba nie jadłem takiej zupy. Natomiast jak sobie przepis na tą zupę właśnie jakoś tam prześledziłem, to wychodzimy na to, że to musiała być zupa po prostu słodka.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Pewnie tak. Czyli mamy kilka z up do wyboru, mamy całą baterię ryb, z której możemy wybierać.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Przepraszam, wejdę w słowo, bo to jest istotne, bo dzisiaj nam się kojarzy, że tak mi się zdaje, że ryby na Wigilię, no to karp. Prawda, że to taka tradycyjna polska karp, ale to jednak okazuje się, przynajmniej w tym środowisku, który ja badałem, że to były bardzo różne ryby. Naprawdę różne, przy czym słodkowodne.

Dr Ewelina Kostrzewska:
No bo był dostęp dostawów.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Dostawów do rzek.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Do jezior.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
No właśnie, to też przy okazji nam wychodzą jeszcze pewne elementy, o których nie wspomniałem, ale właśnie połów ryb też wcześniej przed świętami, prawda? Nie wspomniałem, też istotny. No, ale więc karp, szczupak, szczupak był bardzo często No i wszelkie inne ryby słodkowodne i podawane naprawdę, to plejada najróżniejszych sposobów, w jaki te ryby robiono. I to nie tak, że jedna ryba była, tylko tych rodzajów ryb było kilka przynajmniej, tak?

Dr Ewelina Kostrzewska:
I w różnej formule było z tego, co ja z kolei czytałam, bo to i galarety, i smażone, i pieczone, i faszerowane.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
I gotowane, i wędzone.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Tak, wszelkie po prostu.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
I te dekoracje właśnie najróżniejsze. W dawniejszych czasach to w ogóle jeszcze kucharze potrafili w takich większych właśnie dworach jakichś arystokratycznych, to robili z tych ryb jakieś niesamowite w ogóle jakieś figury, potrafili rybę przemienić w ptaka, podobno jakieś takie historie.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Wszystko zależało od wyobraźni i umiejętności danego kuchmistrza. Potem mamy te słodkie rzeczy, tak jak pan doktor powiedział, z wyjątkowo ważną rolą, którą odgrywa ten strucel makowy na stole. Oczywiście zaczynamy, jak rozumiem, Wigilię od przełamania.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Się opłatkiem, potem Oczywiście przełamanie opłatkiem. siadamy… Nie mamy tu czasu, żeby wchodzić w te szczegóły, ale to wszystko podlegało pewnym, jak się okazuje, regułom. Od państwa domu zaczynano, od najstarszych osób oni zaczynali to łamanie opłatkiem, potem kolejni, potem kwestia usadzania do stołu. przy większej ilości osób to też to nie było przypadkowe. Nigdy nie było przypadkowe w domach ziemiańskich, gdzie kto siedzi. Natomiast przy większych ilościach gości, również przy wieczerzy wigilijnej, to naprawdę podlegało różnym regułom. To nie była jedna reguła, były różne zasady.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Też nie mamy tutaj dzisiaj czasu chyba, żeby o tym mówić, ale naprawdę co aspekty jakieś weźmiemy, to za tym się.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Kryją różne Tak, oczywiście kolejne wątki, które możemy rozwijać. Natomiast spróbujmy opowiedzieć o tym w miarę tak, żebyśmy zobaczyli ogólnie, jak te święta wyglądały. Czyli zjedliśmy, przełamaliśmy się obłatkiem, skosztowaliśmy tych wszystkich przepysznych potraw, które stoją na stole. Wigilia się skończyła i rozumiem, otwieramy drzwi do tego magicznego pokoju, gdzie jest choinka, prezenty.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
No tak, bo tutaj była kwestia jeszcze z tymi dziećmi, które najbardziej nie mogły się doczekać tego kolejnego elementu. I w niektórych rodzinach było tak, że ponieważ dzieci po prostu nie chciały jeść nic przy wieczerzy wigilijnej, bo tak były przejęte oczekiwania na te prezenty, że w niektórych rodzinach przesunięto w ogóle kolejność, żeby one jadły. Ale to chyba rzadszy element.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Ale też tak mogło być.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Tak, spotkałem się z takimi sytuacjami, ale jednak w większości wypadków właśnie to przejście do salonu następowało już po wieczerzy i często też zdaje się, nie jedzono słodkiego przy tym stole głównym, tylko właśnie słodkie było już w salonie.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Był ten tak zwany słodki stół.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
No tak, właśnie. I tam była herbata, kawa. Jeśli w danym domu akurat była tradycja, że alkohol pito, no to jakiś alkohol mógł się pojawić.

Dr Ewelina Kostrzewska:
I pewnie wtedy też kolędowano w tym salonie, czy kiedy nadchodził czas?

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Raczej kolędy były już przy choince, w tym salonie jak najbardziej. Czyli już po wieczerzu wiek inny.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Później z pewnością pasterka.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Jak tak już przeskakujemy, to oczywiście Pasterka w tamtych czasach jak najbardziej, chociaż to też zależy, gdzie się te święta odbywały, bo mogło być tak, że kościół był bardzo daleko, była zima mroźna, sroga i na przykład na tą pasterkę już nie dało rady zupełnie dojechać. Było niemożliwością, jeszcze przy dużej ilości gości. Czasem, to nie tylko dotyczyło pasterki, ale też w ogóle właśnie w takich sytuacjach, gdzie ten majątek był gdzieś zupełnie bardzo na, w cudzysłowie, na odludziu, i była to taka aura bardzo śnieżna, to te aspekty religijne mogły być w dużym stopniu w czasie świąt odbywane po prostu w domu i jeśli nie było księdza, który by przyjechał, czy odwiedził ten dom, a często w święta miejscowy proboszcz na przykład był jakoś w kolejne dni uczestnikiem, czy gościem w Domu Ziemiańskim, no ale jeśli go nie było, to pani domu właśnie pełniła tą funkcję duchowo-religijną.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Tak, to sprawy duchowe i religijne.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Oczywiście mszy nie odprawiała, ale modlitwy i tak dalej.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Zresztą to było też charakterystyczne dla rodzin ziemiańskich. Później przechodził czas tego świętowania, już po Wigilii, ale o tym, jeżeli nasi słuchacze są zainteresowani, to będą mogli przeczytać w książce pana doktora zatytułowanej O ziemiańskim świętowaniu. Tradycje świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Książka jest wydana przez PWN. i wszelkie sprawy związane z tym ziemiańskim świętowaniem tutaj znajdziemy. Panie doktorze, ja bardzo dziękuję za interesującą opowieść o tym świecie ziemiańskim i sposobie świętowania Bożego Narodzenia. Przede wszystkim skupiliśmy się na Wigilii, na tym czasie, który poprzedzał te przygotowania świąteczne. Mam nadzieję, że też zostawiamy naszych słuchaczy z takim pewnym niedosytem, zachęci do tego, aby szukać dalszych informacji.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Bardzo dziękuję za spotkanie i dzisiejszą rozmowę.

Dr Tomasz Adam Pruszak:
Ja również bardzo dziękuję.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Z Państwem się żegnam i zapraszam do wysłuchania kolejnych podcastów, w którym opowiadamy o świecie ziemiańskim. Dziękuję bardzo. Do zobaczenia.