Pasje artystyczne ziemian

Rozmowy z prof. Michałem Mencfelem 33:24

Aż po czasy jeszcze stosunkowo niedawne przywilejem związanym z przynależnością do elit społecznych było posiadanie czasu wolnego, a w dobrym tonie było wypełnianie go amatorską twórczością artystyczną. O tym zjawisku, które w myśl ideałów ugruntowanych jeszcze w okresie renesansu ideałów, było jednym z wyznaczników członka wykształconej i uwrażliwionej na piękno elity, w kontekście polskiej warstwy ziemiańskiej opowie szerzej prof. Michał Mencfel, Dziekan Wydziału Nauk o Sztuce na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zwrócimy uwagę na różne aspekty owej twórczości, udzielane ziemiańskiej młodzieży nauki, postacie preceptorów i znaczenie coraz bardziej rozpowszechnionej literatury poradnikowej, a także na stosowane techniki – rysunku i znacznie łatwiejszej akwareli, którą w XIX wieku szczególnie chętnie się posługiwano

Transkrypcja

Dr Ewelina Kostrzewska:
Dzień dobry, dr Ewelina Kostrzewska, Instytut Historii Uniwersytet Łódzki. Witam w kolejnym podcaście z cyklu Historia Ziemiaństwa. Tematem naszej dzisiejszej rozmowy są pasje artystyczne ziemiaństwa, a naszym gościem wybitny specjalista zajmujący się historią kolekcjonerstwa, Pan Profesor Michał Mentsfel z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Dzień dobry, witamy Panie Profesorze. Panie profesorze, tematem naszego dzisiejszego spotkania, tak jak powiedziałam, pasje artystyczne. Ziemian i my o tym troszeczkę dzisiaj porozmawiamy. Czy w ogóle możemy mówić o tych pasjach artystycznych?

Prof. dr hab. Witold Molik:
Nie tylko możemy, ale wręcz powinniśmy, ponieważ one są ewidentne i przejawiają się w wieloraki sposób. Ale zanim te sposoby, czy przynajmniej kilka z nich wymienię, a jeden z nich może obszerniej scharakteryzuję, omówienie innych zostawiając na inną okazję, to musimy sobie uświadomić rzecz następującą. Myślę, że dosyć rzadko uświadamiano właśnie. Otóż jeszcze w wieku XIX, a zwłaszcza w pierwszych jego dekadach, a w epokach wcześniejszych tym bardziej, obraz szeroko pojęty, wizerunek jest czymś rzadkim, czymś odświętnym. Uważam, że to jest istotne, żebyśmy o tym wiedzieli, ponieważ jesteśmy otoczeni obrazami i wydaje nam się, że kultura obrazkowa jest czymś oczywistym. właśnie nie jest. Jest czymś oczywistym dla człowieka nowoczesnego, ale nie była czymś oczywistym dla człowieka nowożytnego. i nawet dla człowieka w wieku XIX.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Oczywiście tych obrazów szeroko pojętych, wizerunków, wszelkiego rodzaju posągów, etc., oczywiście przybywa w wieku XIX wraz z nowymi technikami reprodukcyjnymi, z litografią, z pojawieniem się czasopism ilustrowanych, z pojawieniem się fotografii i jej popularyzacją stopniowo coraz też szersze kręgi zyskują tym samym dostęp do obrazów, ale bardzo długo dostęp do obrazów jest czymś elitarnym i w gruncie rzeczywadkim, odświętnym. Musimy o tym, wydaje mi się, pamiętać, żeby próbować chociaż odrobinę wczuć się w sytuacje ludzi, o których będziemy mówić, a więc ludzi z chyłku wieku XVIII czy też wieku XIX. Te zainteresowania artystyczne przejawiały się wśród ziemian w rozmaity sposób. Po pierwsze obcowano ze sztuką zarówno lokalnie, pałace, dwory, rezydencje miały swoje wystroje, kościoły, do których uczestniano miały swoje wystroje, ale także i może nawet bardziej intensywnie. spotykano się ze sztuką podczas podróży. Należało oczywiście od epoki nowożytnej, ten obyczaj w wieku XIX jest pielęgnowany, no więc należało do obyczaju szlacheckiego, arystokratycznego wybrać się w europejską podróż, bardzo chętnie do Italii, którego to wojażną elementem było oglądanie dzieł sztuki. Gdybyśmy sięgnęli do pamiętników z takich podróży, a zachowało się ich dosyć sporo, autorstwa, przedstawicieli i przedstawicielek, podróżują także kobiety od połowy wieku XVIII przynajmniej. No więc gdybyśmy sięgnęli do zapisków z takich podróży, okazałoby się, że tych kontaktów ze sztuką jest rzeczywiście bardzo wiele, przy czym są one dosyć, powiedzielibyśmy, zestandaryzowane.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Ogląda się mniej więcej to samo i tak samo. Są już wówczas przewodniki turystyczne, są już wówczas opracowania dla amatorów, które wskazują na to, na co warto zwrócić uwagę.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli tym szlakiem, który proponują nam przewodniki.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Trochę jak dzisiaj. Trochę jak dzisiaj. I co więcej podpowiada… nam ten przewodnik czy ten poradnik, w jaki sposób patrzeć na dzieła, z którymi się spotykamy. To jest ważny moment, akcentuję go dlatego, że gdy za chwilę będziemy mówili o właściwym przedmiocie naszego zainteresowania, to do spraw podróżnych wrócimy. Drugim obok kontaktu z dziełem sztuki, oglądania dziełem sztuki, zwłaszcza podczas podróży, przejawem zainteresowań są przejawy kolekcjonerskie, czy działalność kolekcjonerska. I omówienie zostawiamy sobie na inną okazję, ale trzeci…

Dr Ewelina Kostrzewska:
Ja tylko przepraszam, powiem naszym słuchaczom, że jest szansa wysłuchać podcastu, gdzie właśnie rozmawiamy o kolekcjonerstwie, także że zapraszamy.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Ponieważ teraz koncentrujemy się na trzecim z obych przejawów zainteresowań artystycznych, czyli z własną produkcją artystyczną ziemian. Musimy sobie bowiem uzmysłowić fakt, że uprawianie rysunku, uprawianie akwareli, a czasami także innych technik, chociaż rzadziej, czy to graficznych, czy malarstwa olejnego, było w warstwach szlacheckich w wieku XIX, zaczyna się ten proces oczywiście wcześniej, postaramy się te tradycje jakoś zrekonstruować, było rozpowszechnione. Edukacja w zakresie rysowania, uprawianie amatorskie rysunku jest po prostu pożądanym elementem i uprawianym elementem, praktykowanym elementem wizerunku ziemianina, szlachcica, arystokraty, oczywiście nie wyłącznie na ziemiach polskich, mówimy o zjawisku ogólnoeuropejskim.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Panie profesorze, właśnie ta edukacja artystyczna, już odnosząc się do samego tutaj ziemiaństwa na ziemiach polskich, Należało zatrudnić nauczyciela, nauczycielkę rysunku, czy może jakieś inne drogi też można było znaleźć, żeby tą pasję, czy też te zainteresowania rozwijać, bo chyba zatrudnienie nauczyciela nie było łatwą, ani tanią sprawą.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Zanim opowiemy na to pytanie, zastanówmy się, ale właściwie dlaczego uczono? szlachcica rysunku. Czy to jest oczywiste, że pośród umiejętności, które człowiek powinien posiadać, jest też umiejętność rysowania? Bynajmniej nie jest to oczywiste. Więc zanim może zastanowimy się, w jaki sposób nabywano tej umiejętności, to zadamy pytanie, dlaczego nabywano tej umiejętności? A odpowiedź na to pytanie wymaga wycieczki w przeszłość i to odległą przeszłość. Więc zanim do Pani pytania, jeżeli Pani i Państwu pozwolę, to długi spacer po przeszłości, a zaczniemy ją w głębokim antyku, ale też zaczniemy w nie najgorszym towarzystwie, niejakiego Arystotelesa, wybitnego filozofa klasycznej epoki greckiej, który w swojej polityce V księdze, a więc księga nie dotyczy bynajmniej sprawowania władzy w ścisłym tego słowa rozumieniu, dotyczy natomiast w ogóle wszelkich sposobów, można powiedzieć, oddziaływania na rzeczywistość. zewnętrznie. W każdym razie w tejże księdze zastanawia się także Arystoteles nad tym, w jaki sposób należy edukować doskonałego obywatela greckiego państwa-miasta, czyli greckiej polis, oczywiście mając na myśli obywatela elitarnego i mówi, że należy kształtować w takim, że człowieku umiejętności w zakresie gramatyki, czyli czegoś, co byśmy dzisiaj nazwali może raczej filozofią, czy ogólohumanistycznym wykształceniem, muzyki, należy dbać o ciało, czyli uprawiać gimnastykę, a także, mówi Arystoteles, jesteśmy w V wieku przed Chrystusem, powiada Arystoteles, warto także uczyć rysunku, ale tylko pod warunkiem. Tylko pod warunkiem, mówi Arystoteles, że uczymy rysunku w celach poza zarobką, jako coś co uprawiamy wyłącznie dla własnej, mówi Arystoteles, dla cnoty. Dzisiaj powiedzielibyśmy może raczej dla przyjemności.

Prof. dr hab. Witold Molik:
O ile twórczość plastyczna, artystyczna, uprawiana dla zarobku nie jest przedmiotem jego zainteresowania i nie jest godna przedstawiciela elity o tyle, już w V wieku, przed naszą erą, już w V wieku rysunek jest wyznacznikiem, jednym z wyznaczników człowieka wykształconej elity, najogólniej rzecz biorąc. I to jest ideał, który w kulturze europejskiej będzie następnie rozwijany. Gdybyśmy już teraz o lat powiedzmy, że tysiąc, przesunęli się, czy nawet dwa tysiące, przesuńmy się po naszym czasom bliżej i spojrzeli na literaturę renesansową i przyjrzeli się, jaki ona, ideał człowieka elitarnego, człowieka, doskonałego przedstawiciela elity społecznej lansuje. Gdybyśmy sięgnęli na przykład do najważniejszego być może traktatu, który tymi sprawami się zajmuje, czyli tak zwanej Księgi Odwożenie, nie, Baltasara Castiglione, okaże się ponownie, że pośród rozmaitych umiejętności, pośród rozmaitych snut, którymi powinien charakteryzować się przedstawiciel społecznej elity, a w przypadku arystokracji, ziemiaństwa, szlachty z tą grupą mamy do czynienia. No więc już wówczas, w wieku XV, pośród tych rozlicznych umiejętności jest także umiejętność rysunku. I w gruncie rzeczy to jest taki ideał, który będzie teoretyzowany przez całą epokę nowożytną. Będą pojawiały się kolejne takie traktaty, kolejne teksty, które będą podkreślały tę właśnie konieczność. Chcesz być uznawany za godnego stanu, który reprezentujesz, chcesz być godnym przedstawicielem społecznej elity, musisz między innymi uprawiać rysunek pod warunkiem wszelakim.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Może nie uprawiasz go dla pieniędzy, a uprawiasz go dla przyjemności. Czyli rysunek jest wyrafinowaną formą lenistwa, jest wyrafinowaną formą działalności próżniaczej. I to jest taki ideał, który jest od antyku pielęgnowany aż po wiek XIX. ma to głęboki sens, to znaczy nie tylko uwrażliwia to na, czyli umiejętność rysowania uwrażliwia na piękną, która jest samo w sobie oczywiście, czy ta wrażliwość jest pożądaną cechą człowieka kulturalnego, ale też jest takim świadectwem właśnie posiadania wolnego czasu. Tutaj znowu musimy sobie uzmysłowić, że wolny czas dla wszystkich jest zjawiskiem współczesnym, zjawiskiem nowoczesnym. Wolny czas jeszcze w wiekach, o których tutaj mówimy, w wieku XVIII, w wieku XIX jest przywilejem po prostu elit. Pozostali zasywają od rana do nocy. Wypełnienie wolnego czasu działalnością, która jest niekonieczna, która jest przyjemnościowa, czyli eleganckim próżnowaniem jest po prostu jednym z przywilejów elit.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Na te zjawiska, o których tutaj mówię nakładają się inne, o których wspomnę już tylko bardzo króciutko. Po pierwsze od wieku XVI następuje awans rysowania, rysunku jako samodzielnej gałęzi artystycznej jako samodzielnego obszaru aktywności artystycznej. Rysunek nie jest już wyłącznie służebny wobec architektury, wobec malarstwa, nie służy tylko przygotowaniu szkicu czy projektu, jest wartością samą w sobie. To po pierwsze. A więc to usamodzielnienie się rysunku To.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Jest podniesienie jego rangi.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Podniesienie jego rangi ono także odgrywało istotną rolę. I ostatnie może zjawisko z owych historycznych, na które chciałbym zwrócić uwagę, to to, że wśród tych najbardziej elitarnych elit, gdybyśmy popatrzyli po cesarzach, po królach, po książętach, znajdziemy całą masę osób, przesadzam, ale sporo, które rzeczywiście zajmują się działalnością artystyczną, nie tylko zresztą rysunkową. Są tacy, którzy malują, są tacy, którzy uprawiają złotnictwo. Nasz Zygmunt III Waza był, czy miał być miłośnikiem rozmaitych sztuk i rzemiosł i znane są przedmioty akurat złotnictwa, które miały wyjść spod jego ręki, etc. No więc te Osoby, które zajmują największe miejsce w społecznej hierarchii zajmowały się produkcją przedmiotów, które dzisiaj byśmy określili mianem artystycznym. Te trzy jakby zjawiska, czyli teoretyczne uzasadnienie dla kształcenia w zakresie rysunku. Dlatego, czy z taką oto argumentacją, że rysunek, szeroko pojęty rysunek, to oczywiście nie oznacza wyłącznie rysunku ołówkiem czy piórkiem, tylko w ogóle twórczość powiedzmy plastyczną. Z takim uzasadnieniem, że tego rodzaju działalność jest istotnym wyznacznikiem przedstawicieli elit, to po pierwsze.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Po drugie, rzeczywiste uprawianie działalności plastycznej przez najściślejsze elity pośród tychże elit, a więc koronowane głowy i wreszcie po trzecie usamodzielnienie się rysunku jako odrębnej domeny artystycznej. Wszystko to spowodowało fakt, że rysunek stał się po prostu pożądanym obszarem aktywności społecznych elit. A ponieważ polska szlachta, a potem arystokracja Rościłaś sobie oczywiście prawo, czy też uznawała siebie właśnie za przedstawicieli owych elit, więc nic dziwnego, że tego rodzaju oczywiście działalność podejmowałaś. Wracam teraz po tym obszernym wstępie do pytania, które Pani zadała, czyli w jaki sposób rysunku uczony. Oczywiście trzeba było mieć nauczyciela rysunku. Możemy sobie wyobrazić pewnego rodzaju samoustwo, ale było to zjawisko rzadkie. Na ogół uczono rysunku ściągając człowieka, który jest w tym zakresie kompetentnym, przy czym stanowiło to niemałe wyzwanie. Paradoks więc pewnego rodzaju polega na tym, że nasi artyści amatorzy byli uczeni przez im podobnych w gruncie rzeczy artystów amatorów.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Ci jednak, którzy mieli większe możliwości, także finansowe, także organizacyjne, Ściągali sobie do dworów, zatrudniali jako guwernerów, jako nauczycieli rysunku, czasami bardzo zdolnych artystów. Tutaj gdybyśmy jakimiś przykładami chcieli operować, żeby ten obraz trochę uściślić, ukonkretnić, to wspomnimy chociażby o tym, że w 1774 roku na dwór Czartoryskich sprowadzony zostaje z Paryża niejaki Wiele lat spędzi w Polsce, więc możemy go po polsku nazwać, nie jak Jan Piotr Norbin, artysta skądinąd naprawdę wybitny, francuski, który jednak przez te wiele lat kariery w Polsce ma przede wszystkim status nauczyciela dzieci, nie tylko czartoryst, nauczyciela rysunku, nie tylko czartorystkich, także radziwiłłów. Atanazyj Raczyński z Rogalina uczy się rysunku w Dreźnie pod okiem tamtejszego profesora, profesora Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie, Johana Klęgela. Zdarzały się takie przypadki. Potem, pod koniec wieku XIX i na początku wieku XX zdarzają się przypadki jeszcze inne, mianowicie takie, gdy przedstawiciele ziemiaństwa, przedstawiciele arystokracji podejmują studia na Akademiach Sztuk Pięknych. Aleksander Raczyński, jesteśmy już na przełomie wieku XIX-XX, studiuje na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Nie po to oczywiście, żeby zostać zawodowym malarzem oczywiście. Tak samo jak nieco wcześniej Seweryn Jerzyński z Miłosławia nie uczy się u, podobno, najlepszych malarzy francuskich malarstwa, żeby zostać zawodowym malarzem.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Uczy się tylko po to, żeby w zakresie owego amatorstwa osiągnąć sporą biegłość. No więc…

Dr Ewelina Kostrzewska:
Ale też pewnie po to, żeby rozwijać swój talent.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Żeby rozwijać swój talent, oczywiście.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Bo zakładam, że skoro aż taką pracę podjął nad tym, żeby się doskonalić, musiał być wyposażony jednak w jakiś talent.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Oczywiście. Tutaj rzecz jasna jest tak, że wymogi stanowe to jedno, natomiast rozwijają ów talent plastyczny te osoby, które mają ku temu skłonności rzecz jasna i pewną biegłość techniczną może osiągnąć każdy lub prawie każdy z nas. Natomiast jeżeli chcielibyśmy wykroczyć jednak Poza pewnego rodzaju minimum techniczne oczywiście, że wymaga to talentu, ale zwróćmy uwagę, że pośród tych warstw ziemiańskich Te talenty były stosunkowo rozpowszechnione, muszę powiedzieć, to znaczy także talent muzyczny, także talent plastyczny, więc gdybyśmy rzucili teraz okiem, czy to na prace malarskie właśnie wspomnianego Mierzyńskiego, czy na prace wspomnianego przeze mnie przed chwilą Atanazego Raczyńskiego, to są w większości akwarele, czy na pracy wielu zdolnych kobiet z kręgów szlacheckich. Wiele z tych prac osiąga może nieprofesjonalny, ale naprawdę półprofesjonalny, całkowicie zadowalający stopień artystycznej doskonałości.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Wspomniał Pan Profesor przed chwilą właśnie o akwarelach, które rozpowszechniły się w XIX wieku tak naprawdę. I to ułatwiło chyba realizację tych zainteresowań artystycznych, bo już nie trzeba było sobie tych farb. Tak jak rozmawialiśmy przed naszą tutaj rozmową, przed nagraniem, Już nie trzeba tych farb było samodzielnie przygotowywać, nie trzeba ich było samodzielnie mieszać, wybierać kolorów, nie wiem, szukać sposobu jak je utrwalić i tak dalej. Po prostu kupowano akwarele i to ułatwiało, tak?

Prof. dr hab. Witold Molik:
Twórczość artystyczna wymaga infrastruktury. Wymaga materiałów. I to co znowu dzisiaj wydaje nam się oczywiste, idziemy do sklepu, kupujemy papier, farby i tyle. długo przedstawiało sporą trudność, mianowicie zdajemy sobie sprawę z tego, że uprawianie amatorskiej nawet twórczości wymagało zapewnienia sobie właśnie odpowiedniego podłoża, które wcale nie było takie łatwe do pozyskania, odpowiednich farb, które nie były łatwe do pozyskania, nie było farb gotowych, trzeba było je sobie przygotować. Pod wpływem oczywiście zawodowych artystów, ale w znacznym stopniu w odpowiedzi właśnie na rozpowszechnienie się rysunku, malarstwa jako działalności amatorskiej, stopniowo, ponieważ pojawia się popyt, stopniowo pojawia się rynek tego rodzaju gotowych właśnie produktów, które ułatwiają uprawianie amatorskiej twórczości artystycznej. W tym pojawiają się nowe techniki, które właśnie u amatorów robią wielką karierę. Najważniejszą z tych technik, będę wspomniał, epoka nowożytna wyraża się w zakresie rysunku amatorskiego właśnie poprzez rysunek. Rysunek piórkiem, sangwiną, natomiast Pojawia się drugie po wieku XVIII technika, która za chwilę zdominuje właściwie twórczość amatorską, a w każdym razie będzie wobec rysunku zupełnie równorzędna.

Prof. dr hab. Witold Molik:
To jest akwarela właśnie. Akwarela, farba wodna, którą maluje się na papierze, a więc stosunkowo łatwo dostępnym już wówczas podłożu, a przede wszystkim technika, która pozwala osiągnąć zadowalający efekt wizualny nawet bez nadmiernej biegłości technicznej. Rysunek jest bardziej wymagający. Trzeba dysponować większymi kompetencjami w zakresie rysunkowego rzemiosła, żeby osiągnąć zadowalający efekt. Natomiast namalować akwarelowy pejzaż w cudzysłowie impresjonistyczny jest to po prostu zadanie nieco prostsze, więc ta kariera Akwareli od powiedzmy schyłku wieku XVIII i ona będzie trwać przez cały wiek XIX wynika z rozmaitych względów. Oczywiście z efektu wizualnego, który akwarela oferuje, z dostępności, z faktu, że można z łatwością taki warsztat malarski zabrać ze sobą na spacer, ale wynika kariera także stąd, że jest to technika stosunkowo prosta. Ale zwróćmy uwagę na rzecz jeszcze jedną, przynajmniej, że elementem tej infrastruktury, o której mówiłem, która wspiera działalność amatorską, elit. Są także rozmaitego rodzaju poradniki.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Która to literatura poradnicza, czy poradnikowa, pojawia się od początku wieku XVII. I tutaj może warto wspomnieć o jednym przynajmniej autorze, dlatego że on nam zepnie dwa wątki, o których mówimy w czasie tej rozmowy. Chodzi mi o angielskiego autora nazwiskiem Henry Pitchom. Na samym początku wieku XVII publikuje on potem niezwykle popularny poradnik rysowania dla amatorów. To jest dzieło, które jest potem wielokrotnie wznawiane i naśladowane. W ślad za tym wczesnym poradnikiem dla amatorów powstają podobne wydawnictwa i w wieku XVII samym w Anglii takich wydawnictw mam już kilkadziesiąt. Ale tenże sam Henry Pitcham wkrótce, kilkanaście lat później publikuje innego rodzaju książkę. Complete Gentleman nosi ona tytuł i jest jednym z kolejnych takich poradników w ogóle wszechstronnego wykształcenia arystokraty.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Oto jakie warunki powinien spełnić arystokrata, żeby był godny stanu, w którym się urodził. I pośród tych rozmaitych umiejętności jest oczywiście także umiejętność rysunku. No w każdym razie od co najmniej od tej połowy wieku XVII pojawiają się różnego rodzaju poradniki adresowane nie do zawodowych malarz czy artystów, tylko właśnie do amatorów. Pierwszy taki poradnik w języku polskim ukazuje się w 1802 roku. Autorem jego jest Eymond. A więc podstawy perspektywy, a więc podstawy odrysowywania z posągów antycznych, czy też właściwie ich gipsowych odlewów, a więc podstawy kopiowania dzieł wielkich mistrzów, bo od tego rozpoczynał taki samouczek. Od tego właściwie taka twórczość amatorska się rozpoczynała. Od malowania z modela gipsowego, od naśladowania czy kopiowania wielkich mistrzów, od uczenia się zasad perspektywy.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Więc elementem także, tym wspierającym twórczość były także poradniki.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Wspominał Pan Profesor w trakcie naszej rozmowy o kobietach. Czy moglibyśmy teraz trochę powiedzieć właśnie o tym, jak one realizowały te swoje amatorskie, ale wciąż zainteresowanie artystyczne?

Prof. dr hab. Witold Molik:
Gdy w uprągu epoki nowożytnej rysunek amatorski rozpoczyna swoją karierę, powiedzmy, że jesteśmy około roku 1500, Wówczas uprawiają go mężczyźni. Henry Pichon pisze dla mężczyzn. Kiedy mówiliśmy o ideale dworzenina, który Balthazare Castiglione jeszcze w wieku XV lansuje, oczywiście jest to ideał dworzenina mężczyzny. Więc powiedzmy, że ta wczesna kariera rysunku amatorskiego to jest kariera, która dokonuje się w środowisku męskim. ale mniej więcej od połowy wieku XVIII czy też od pierwszej połowy wieku XVIII coraz częściej sięgają po rysik, po piórko, potem po akwarele kobiety i dochodzi do tego, że w drugiej połowie wieku XVIII właściwie widzimy już pewnego rodzaju równoległość, pewnego rodzaju równowagę pomiędzy rysującymi mężczyznami i rysującymi kobietami. a w wieku dziewiętnastym być może nawet ta szala, a przynajmniej w pierwszym wieku dziewiętnastego ta szala delikatnie na stronę kobiet się przechyla. W Polsce to może mieć dodatkowe jeszcze uzasadnienie, ponieważ jednym z specyficznych cech kultury schyłku Rzeczpospolitej i wczesnej epoki po upadku państwa jest to, że kobiety w życiu społecznym, także w życiu politycznym odgrywały ogromną rolę. I możemy naprawdę całą galerię znakomitych kobiet tutaj wymienić z Izabelą Czartoryską, z Heleną Radziwiłłową, wiele innych, które odgrywały kluczową rolę dla rozwoju istotnych procesów kulturowych.

Prof. dr hab. Witold Molik:
No więc nic dziwnego, że u wspomnianych przeze mnie Czartoryskich, że u wspomnianych przeze mnie Radziwiłłów, ale także u Zamojskich, wielu innych, uczy się kobiet rysowania. Uczy się już nie tylko prowadzenia ekskluzywnego, powiedzmy, prowadzenia domu. Uczy się także rysowania, kiedy wychodzą pod wieloma względami ważne z punktu widzenia polskiej literatury, ale też szerzej kultury śpiewy historycznej Juliana Ursyna Niemcewicza. To tym wierszom Niemcewicza towarzyszą ludki, ponieważ te jego wiersze są przeznaczone rzeczywiście do śpiewania, ale towarzyszą mu także temu wydawnictwu ilustracje. i właściwie zupełnie otwartym tekstem dziękuję we wprowadzeniu do śpiewów historycznych Niemcewicz, właśnie owym ziemiankom, arystokratkom, damom z najlepszego towarzystwa, które dostarczyły materiał administracyjnego do śpiewów historycznych. I tak rzeczywiście było. Gdybyśmy bliższy nam kontekst, jesteśmy w Dobrzycy, w Wielkopolsce, a więc gdybyśmy bliższy nam kontekst przywołali i sięgnęli do wspomnień wielkopolskich, Edwarda Raczyńskiego. A więc takiego dzieła trochę historycznego, trochę geograficznego, dwutonowego i bogato ilustrowanego, które w pierwszym połowie wieku XIX zostało wydane.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Gdybyśmy do tego więc dzieła sięgnęli, to okazałoby się, że powstałe czy towarzyszące tekstowi ryciny także powstały za sprawą nie wyłącznie, ale w istotnej części właśnie kobiet ziemianek z kręgu szeroko pojętego rodzinnego Edwarda Raczyńskiego. Więc twórczość amatorska, twórczość artystyczna kobiet jest rzeczywiście fenomenalnym zjawiskiem równorzędnym wobec działalności mężczyzn na tym polu co najmniej od połowy wieku XVIII i przez cały wiek XIX.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Tym bardziej zaskakuje fakt, że uczelnie artystyczne jako jedne z ostatnich otworzyły swoje drzwi dla kobiet. Kobiety wcześniej mogły studiować na kierunkach chociażby lekarskich, natomiast te uczelnie artystyczne broniły się dość długo przed wpuszczeniem właśnie kobiet w szeregi studentów.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Ostatecznie to oczywiście nastąpiło, natomiast musimy tutaj pamiętać, że ta działalność, o której tutaj mówimy, ona rzadko się oczywiście realizowała poprzez kształcenie akademickie.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Pozostajemy w tym klimacie amatorskim.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Pozostajemy w kręgu kształcenia domowego, kształcenia przez gubernera, kształcenia rzadko miejskiego, odbywającego się raczej w rezydencji, a więc na prowincji. Także to się oczywiście z biegiem czasu będzie zmieniać, natomiast mówimy tutaj cały czas o działalności, która jest godna dopłyty, jest uprawiana dla przyjemności zawodowe, malarstwo. Długo jeszcze w tych kręgach uznawany jest za działalność niegodną. Wspominaliśmy tutaj, przykład będzie męski. Przychodzimy ją po prostu do głowy. Wspominaliśmy tutaj Atanazego Raczyńskiego. Muta Atanazy Raczyński wykazuje skłonności, talenty, o których mówiliśmy, do rysunku i prosi swojego opiekuna, opiekował się nim dziad, Kazimierz Raczyński, o to, żeby wyraził zgodę na podjęcie lekcji rysunku. Po rozmaitych namowach, odpryski tych dyskusji między nimi możemy wyśledzić w korespondencji.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Kazimierz Raczyński wyraża zgodę. Trochę niechętnie mówi. Wolałbym, żebyś uczył się architektury, to może byś tam coś wystawił, bo żebyś wiedział jak się coś buduje, mógłbyś robotników w swoich majątkach dopilnować. No ale trudno, jeżeli chcesz się uczyć rysunku, to niech Ci będzie pod warunkiem, że nigdy nie przejdziesz na zawodowstwo. Możesz uprawiać rysunek po godzinach, jako formę po prostu wyrafinowanego leniuchowania.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Być może dziadek był miłośnikiem Arystotylesy.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Nie możemy tego wykluczyć, ale na pewno był znakomicie świadomy tradycji, która od Arystotelesa wyrasta i która następnie przez całą nowożytność, późną nowożytność, wczesną nowoczesność była pielęgnowana. Czyli rysunek jest owszem godny człowieka, elity pod warunkiem, że uprawiany jest dla cnoty, czyli dla przyjemności. Jest po prostu wyrafinowaną formą spędzania wolnego czasu.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Jak Pan Profesor ładnie powiedział, lenistwa. Bardzo dziękuję za nasze dzisiejsze spotkanie, za naszą dzisiejszą rozmowę. Państwu dziękuję za wysłuchanie naszego podcastu i oczywiście zapraszam do kolejnych rozmów i do oglądania naszego cyklu Historia Ziemiaństwa. Dziękuję bardzo. Do zobaczenia Panie Profesorze. Jeszcze raz pięknie dziękuję.

Prof. dr hab. Witold Molik:
Ja dziękuję. Do zobaczenia.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Do zobaczenia.