W kolejnym podcaście poświęconym stosunkom ziemiaństwa wielkopolskiego z innymi warstwami społecznymi skupimy się na pouwłaszczeniowej wsi. Badający od kilku dziesięcioleci dzieje tej warstwy społecznej prof. Witold Molik z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu opowie o kluczowej roli, jaką odegrała współpraca ziemian z gospodarzami wiejskimi, realizowana przy pomocy włościańskich kółek rolniczych, których podwaliny położyła wieloletnia aktywność patrona Maksymiliana Jackowskiego. W jej cieniu pozostają często stosunki panujące na wielkopolskich folwarkach i relacje ziemian z najliczniejszą wówczas grupą społeczno-zawodową w Wielkopolsce – robotnikami rolnymi. Przyjrzymy się ewolucji stosunków w tym zakresie oraz czynnikom, wpływającym na stopniowe polepszenie doli robotników rolnych, w tym zwłaszcza emigracji zarobkowej do rolnictwa i przemysłu niemieckiego
Transkrypcja
dr Ewelina Kostrzewska:
Dzień dobry, dr Ewelina Kostrzewska, Instytut Historii, Uniwersytet Łódzki. Zapraszam do kolejnego podcastu, który powstaje w ramach cyklu o historii ziemiaństwa. Dzisiaj naszym gościem jest pan profesor Witold Monik z Wydziału Historycznego Uniwersytetu imieniem Adama Mickiewicza w Poznaniu, wybitny specjalista dziejów ziemiaństwa, inteligencji, badacz wielkopolski. Panie profesorze, dzień dobry, witamy. Panie profesorze, powiedzieliśmy trochę o inteligencji, powiedzieliśmy o mieszczaństwie. Spróbujmy jeszcze przybliżyć naszym słuchaczom kontakty inteligencji z chłopami i z robotnikami fowarczynymi, bo jeszcze tutaj są też sprawy bardzo ciekawe.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Jeśli chodzi o chłopów, to wspomniałem, że proces ich uwłaszczenia rozpoczęty w 1823 roku w Poznańskim, Toczył się początkowo wolno, ale w przyspieszeniu, w czasach rządów Ludwela, czyli w latach 1830-1841. Wówczas najwięcej chłopów uwłaszczono. I co chciałbym podkreślić, ci liderzy ziemianie, liderzy ruchu narodowego, z reguły uwłaszczali pierwsi. Byli różnych orientacji politycznych, niektórzy bardzo konserwatywni, dążący do dogadania się do jakiejś ugody z władzami pruskimi i zarówno ci bardziej nowocześni, bardziej postępowi. Można by tu wymieniać przykłady, pozwolę sobie to Nie przytaczać, ale to jest ważny rys. I w wyniku… tego procesu uwłaszczeniowego, który jeszcze tak w wolniejszym tempie, ale został zakończony dopiero w 1865 roku. Ale po 1841 już właściwie uwłaszczano tych, którzy byli objęci tą ustawą, ale wcześniej nie zostali uwłaszczeni.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Także to najdłużej trwał proces uwłaszczenia chłopów. Natomiast ta grupa uwłaszczonych, którzy musieli nie tylko mieć odpowiednie areo, około 25 hektarów, ale również mieć sprzężaj. Ci, którzy nie mieli sprzężaju własnego, nie podlegali, więc w wyniku procesu uwłaszczenia ukształtowały.
dr Ewelina Kostrzewska:
Się dwie… Panie profesorze, może wyjaśnimy pojęcie sprzężaju?
Prof. dr hab. Witold Molik:
To jest, że trzeba było mieć własne woły, własne konie.
dr Ewelina Kostrzewska:
Żeby można pracować na swoim wołu.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Tak, uprawiać ziemię folwarczną, czyli należącą do folwarki, jak i swoją.
dr Ewelina Kostrzewska:
Jasne.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Oczywiście. Jasne. Także słusznie słuchacze mogą nie wiedzieć, co to był sprzężak. Ale taka terminologia występuje.
dr Ewelina Kostrzewska:
I to był jeden z istotnych warunków, że jeżeli nie było własnych sił, żeby obrobić to pole, mówiąc kolokwialnie, to wtedy…
Prof. dr hab. Witold Molik:
Ten proces był najbardziej korzystny w porównaniu z Galicją i Królestwem Polskim dla ziemia. Bo oni w zaborze poznańskim i całym zaborze pruskim były trzy formy, bo to było ułaszczenie chłopów za odszkodowanie. Więc chłopi musieli albo odstąpić część tej ziemi wcześniej uprawianej na rzecz folwarku, albo odrabiać nadal pańszczyznę i tą pańszczyzną spłacić tą należność za to swoje odszkodowanie, albo też uiścić w czynszu. to zapłacić. Nie wszyscy mieli środki, więc to toczyło się stosunkowo wolno. Na różnych warunkach, tych chłopów zwłaszcza. Proces, jak wiadomo, czeka na zbadanie. Nie mamy pełnej, takiej naukowej monografii przedstawiającej uwłaszczenie chłopów, a są takie monografie odnośne do pozostałych wyzwań.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Więc to jest kwestia pierwsza, ale z jednej strony powstała ta warstwa chłopów uwłaszczonych, którzy dzięki założonym kółkom rolniczym, tworzonym kółkom rolniczym pierwsze powstało w 1866 roku w Dolsku, I tutaj, w tej chwili, realizowany jest program pracy organicznej, taki szlak pracy organicznej i nie ma tego Zolskiego.
dr Ewelina Kostrzewska:
Szlaki należałoby uzupełnić.
Prof. dr hab. Witold Molik:
A są tam miejscowości, ośrodki, które nie mają nic do czynienia z pracami organicznymi. Nie miały nic do czynienia z pracami organicznymi, ale to tak jest. No i w rezultacie ta grupa uwłaszczonych chłopów, dzięki szerzonym przez kółka rolnicze, postępowi rolniczemu, Tych kółek powstawało coraz więcej. Miały swojego patrona. Najpierw był nimi Maksymilian Jackowski, a później Józef Kłapowski. Długoletni był Maksymilian Jackowski. Objeżdżał te wszystkie kółka, inspirował. To też był ziemianin.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Także bodziemiaństwo bardzo się angażowało w te kółka. i pełniło funkcję prezesów. Też nie będę przytaczał liczb, ale dużo kółek było pod prezesurą ziemi. Ale stopniowo coraz więcej tych prezesów rekrutowało się spośród chłopstwa. I one szerzyły przede wszystkim nie tylko postęp rolniczy. Członkowie spotykali się na regularnych zebraniach, gdzie wysłuchiwali różnych pogadanych, referatów o co należy uprawiać, jak należy uprawiać, jakie stosować narzędzia, jakie maszyny, etc. w miarę, jakieś środki tutaj zwalczania chwastów.
dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli taka edukacja rolnicza.
Prof. dr hab. Witold Molik:
To była edukacja rolnicza, ale nie tylko. Tam były też, to było oświadamianie narodowe. Czyli te kółka rolnicze również pełniały tą funkcję. Nie powiedziałem w poprzednim fragmencie mojej wypowiedzi, że to było kształcenie obywatelskie. Cały system kształcił obywateli. Bardzo istotna funkcja to, że to powstawało, krystalizowało się stopniowo społeczeństwo obywatelskie. Trudno sobie wyobrazić, bez tej edukacji obywatelskiej, wielkim sukcesem, jakim było jedyne, nie tylko jedyne, ale bardzo tak często uwypuklane jako zwycięskie powstanie Wielkopolskie. To był długi proces edukacji obywatelskiej.
Prof. dr hab. Witold Molik:
I ten system edukacji obejmował stopniowo, powoli, ale coraz szersze warstwy ludności. Początkowo to były elity, głównie ziemiaństwo, kształtująca się inteligencja, to najbardziej wykształcone i udzielające się społecznie mieszczaństwo. Nieliczne jeszcze, ale stopniowo coraz większe. Czyli obejmowało to nie tylko najwyższe warstwy, ale również drobnomieszczaństwo, chłopstwo i na końcu tych robotników rolnych. Ale wracając jeszcze do chłopstwa, czyli mamy tę warstwę uwłaszczonych, bogacących się stopniowo. Dzięki przede wszystkim pracy, szerzeniu postępu rolniczego.
dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli oświata i praca cały czas.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Oświata i praca, to dominowały te elementy. I następnie na przełomie XIX i XX wieku koniunkturze gospodarcze. W Niemczech prowadzono restrykcyjne cła na płody rolne. Więc ziemiaństwo musiało się borykać, zmagać z różnymi kryzysami w rolnictwie, ale na początku XX wieku powstała wspaniała koniunktura i ono wówczas stało się warstwą zamożną. coraz inaczej stopniowo kupowało nawet samochody już w pierwszą wojnę światową.
dr Ewelina Kostrzewska:
To rzeczywiście świadczy o zamożności.
Prof. dr hab. Witold Molik:
I modernizowało swoje siedziby.
dr Ewelina Kostrzewska:
Panie profesorze, a ta ostatnia grupa, o której wspominaliśmy, czyli robotnicy folwarczyni, rolni?
Prof. dr hab. Witold Molik:
No i właśnie tą drugą, tą najliczniejszą, bo to była najliczniejsza warstwa ludności polskiej. to byli robotnicy, którzy pracowali na folwarkach. Stanowili zresztą bardzo zróżnicowaną zbiorowość. Ale była to kategoria społeczna najliczniejsza i długo, długo żyjąca, bym powiedział, w bardzo trudnych warunkach. jest obfita publicystyka. Są również inne źródła ukazujące bardzo trudne położenie, katastrofalne warunki życia tych ludności, która na różnych warunkach była zatrudniana. Również ci włodarze, którzy nadzorowali pracę robotników folwarki, byli rekrutowani z tych robotników, ale wcale nie podzielali tego trudnego położenia i niektórzy się nawet z nich na tych robotnika wyżywali, więc to tak w tych warunkach, ale warunki materialne, wynagrodzenia były bardzo niskie, praca trwała cały dzień. Jeżeli ktoś pracował na folwarku, musiał wstawać o piątej, czwartej rano, o 6 wyruszać w pole.
Prof. dr hab. Witold Molik:
A jeżeli był zatrudniony w oborach, a zwłaszcza w stajniach, to musiał przygotować konie na 6, żeby mogły wyjechać w pole. Więc ten dzień pracy był bardzo długi, bo pracowano do zmierzchu. Krócej zimą, no bo… Tak szybciej robi się ciemno. Robi się ciemno, no i ta prasa była ciężka, taka też bym powiedział mało wydajna. Z czasem następuje proces mechanizacji rolnictwa, jest coraz więcej maszyn, ale w tym trudnym położeniu, Najpierw do Ameryki Północnej, a później do Ameryki Południowej emigrowano nie tylko ludność polska, ale również ludność niemiecka. Emigrowała też ludność żydowska. ale Żydzi w większym zakresie emigrowali do centralnych i zachodnich prowincji Niemiec.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Natomiast od lat 70. stopniowo coraz więcej młodych, robotników, często kilkunastoletnich, zarówno ci męskiej, jak i żeńskiej, emigrowało do tych prowincji zachodnich, Niemiec, gdzie znajdowali zatrudnienie w dużym stopniu. Dlatego mówi się, że emigrowano na Zaksy. wyjeżdżano na Zaksy, bo do Saksonii najpierw, tam były duże obszary uprawy buraka cukrowego.
dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli szukano alternatywnych źródeł dochodu.
Prof. dr hab. Witold Molik:
I tam stopniowo, stopniowo gromadzono oszczędności. Był cały system. I te zarobione ciężką prasą w kopalniach, przy pracach melioracyjnych, przy budowie kanałów, fabrykach, to ci wychodźcy oszczędzali grosy. Jeżeli tam nie zostali wykorzystani przez tych pośredników, no to przesyłali i jest takie określenie kapitały westfalskie, bo w tym systemie, który właściwie tylko jedynie w poprzednich swoich rozważaniach, tylko pewnie wspomniałem, ale nie rozwinąłem, rozwinął się ten system spółek kredytowo-oszczędnościowych. i pod patronatem najpierw księdza Włysynacza Malewskiego, a później księdza Piotra Wawrzyniaka. Był to bardzo rozbudowany system, on funkcjonował i oni gromadzili w filiach tych polskich banków w Westfalii, na Drenii, te uciułane grosze zaoszczędzone i przekazywali drogą bankową albo sami przewozili i polepszali byt swoich rodzin.
dr Ewelina Kostrzewska:
Panie profesorze, z tym zostawiamy naszych słuchaczy. Jeżeli zainteresowaliśmy, to na pewno poszukają bliższych informacji na ten temat. Chciałam Panu profesorowi jeszcze raz bardzo podziękować za zaproszenie, za bardzo ciekawą rozmowę i przekazanie ogromnej ilości ważnych informacji. Z Państwem się żegnamy. i widzimy w kolejnych naszych rozmowach.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Pani Ewelina, pani pozwoli, że ja też słuchaczom, widzom serdecznie podziękuję za uwagę.
dr Ewelina Kostrzewska:
Bardzo dziękujemy. Do zobaczenia.
Prof. dr hab. Witold Molik:
Do zobaczenia.