Dobroczynność ziemiaństwa w XIX wieku

Rozmowa z dr Agatą Łysakowską-Trzoss 27:19

O ważnej – a często jedynej możliwej – formie publicznej działalności kobiet, czyli dobroczynności porozmawiamy z badającą od lat ten problem dr Agatą Łysakowską-Trzoss z Instytutu Historii Polskiej Akademii, która przedstawi go na przykładzie Poznania i Wielkopolski, koncentrując się zwłaszcza na postaci Celestyny z Działyńskich Zamoyskiej. Opowiemy między innymi o typach instytucji dobroczynnych, na czym polegała specyfika ich działania, jak weryfikowano prośby potrzebujących (przeczytamy tu wpis z zachowanego unikalnego źródła, czyli własnoręcznie prowadzonej przez Celestynę kartoteki), a także z jakich powodów właśnie w zaborze pruskim dobroczynność miała twarz przede wszystkim kobiecą

Transkrypcja

Dr Ewelina Kostrzewska:
Dzień dobry, witam Państwa serdecznie, dr Ewelina Kostrzewska, Instytut Historii Uniwersytet Łódzki. Spotykamy się w podcaście, w którym będziemy rozmawiać o dobroczynności ziemiaństwa w wieku XIX. Jest to kolejna rozmowa z cyklu, podczas którego Poznajemy świat ziemiaństwa w wieku XIX i w początkach wieku XX. Dzisiaj naszym gościem jest pani doktor Agata Łysakowska-Trzos, Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Dzień dobry pani doktor.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Dzień dobry.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor specjalizuje się w badaniach historii społecznej XIX wieku. Dzisiaj będziemy rozmawiały o sprawach dobroczynności. To jest bardzo istotny temat, kiedy mówimy o zimiaństwie jeszcze w tym specyficznym czasie, w tym specyficznym okresie, jakim był wiek XIX, kiedy Polski nie było na mapach Pani doktor, spróbujmy na początek może odpowiedzieć, czym generalnie była ta XIX-wieczna dobroczynność?

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Bardzo się cieszę, że zaczęła Pani od tego, że Polski nie było wtedy na tych światowych mapach, ponieważ tutaj, na tych ziemiach, ten wymiar dobroczynności miał aspekt szczególny. Rozmawiamy akurat w Dobrzyce, na terenie Wielkopolski, więc będę skupiała się głównie tutaj na zaborze pruskim. Więc po pierwsze, mamy następującą pauperyzację społeczeństwa, mamy ogromne problemy związane chociażby z tym, że do Poznania przybywają masę osób z prowincji za pracą, za lepszym życiem. Marzą o tym, że na przykład dostaną pracę w lepszych miejscach, nie będą już musieli żyć na wsi. Pojawiają się nawet takie raporty z połowy XIX wieku, które są przygotowywane przez Towarzystwa Dobroczynne, które nawet radzą tym osobom, które przybywają ze wsi do Poznania, aby tego nie robiły, aby zostały na wsi, ponieważ tam jednak zarobek i na przykład dostęp do żywności jest o wiele bardziej pewny. Kolejną rzeczą, która będzie wpływała na ten dobroczynny aspekt, są nawracające epidemie, chociażby epidemię cholery Poznań. Taką największą epidemię cholery przeżył w 1866 roku i najczęściej ofiarami byli najubożsi mieszkańcy miasta, którzy nie mieli dostępu do dobrej opieki medycznej albo mieli z nią trudność, bo to się jeszcze okaże, czy rzeczywiście tego dostępu nie mieli. No i na tych ziemiach polskich, tak jak już Pani wspomniała, ta dobroczynność miała jeszcze ten wymiar patriotyczny.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Jeżeli chodzi o to wielkopolskie ziemiaństwo, tutaj prym będzie wiodła Celestyna Zamojskich-Działińska, zresztą córka Zofii Zamojskiej, która takie towarzystwo, Zofia Zamojska założyła takie towarzystwo dobroczynności w Warszawie. Celestyna chciała to na grunt wielkopolski przenieść. No ale właśnie, ten wymiar patriotyczny. Nie mamy w tym momencie państwa polskiego, w związku z czym te osoby ubogie są trochę pozostawione same sobie. Te polskie organizacje dobroczynne, które będą powstawały chociażby w Poznaniu, one w jakiś sposób będą spełniały ten obowiązek opieki nad uboższymi, ponieważ władze miejskie nie miały w tym momencie przestrzeni na to, żeby się tymi ubogimi zajmować. To były oczywiście bardzo często władze niemieckie. Chociaż tutaj też bardzo ważną rolę odegrał Karol Marcinkowski, który we władzach Poznańskich również, w miejskich władzach poznańskich również się zajmował. Więc mamy tak, ubogich, którzy przybywają do Poznania, mamy nawracające epidemię, mamy również powodzie, no i ten aspekt patriotyczny, to wszystko tworzy nam pewnego rodzaju, tworzy nam osoby, które takiej dobroczynności będą potrzebowały.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
W związku z tym zawiązują się różnego rodzaju organizacje dobroczynne, to będą zarówno takie organizacje dobroczynne, które tę pomoc będą świadczyły na takim bardzo szerokim polu, to znaczy po prostu będą starały się zaradzić potrzebom najuboższej ludności, zarówno w organizacji pracy, jak i w jakiejś takiej doraźnej jałmużnie, organizacji opieki medycznej, ale mamy też towarzystwa, które będą skoncentrowane wyłącznie na jakimś jednym aspekcie pomocy, Przykładowo takim towarzystwem było Towarzystwo ku wspieraniu ubogich, acz uczciwych położnic. Ono funkcjonowało w Poznaniu w XIX wieku. Miał własny zakład, zakład Elżbiety. W niektórych dokumentach pojawia się informacja, że był to zakład świętej Elżbiety. I był to zakład, który właśnie świadczył pomoc położniczą. Był po prostu instytutem położniczym dla najuboższych mieszkanek Poznania. Więc ta pomoc, ta dobroczynna była bardzo taka, można powiedzieć, wyspecjalizowana.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Rozumiem, że ta specyfika dobroczynności polskiej, bo chyba tak możemy ją nazwać, polegała właśnie na tym, że nie mogliśmy tutaj liczyć na wsparcie władz, czyli to nie były instytucje państwowe, to były instytucje prywatne.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Tak, to były instytucje prywatne, to były instytucje tworzone oddolnie, natomiast warto pamiętać też, A ta działalność dobroczynna była takim obszarem, co do której władze nie miały żadnej, żadnych wątpliwości, że ona rzeczywiście powinna się toczyć na tych terenach. To znaczy, władze, chociażby władze miejskie w Poznaniu zdawały sobie sprawę z tego, jak wygląda sytuacja we mieście, ile jest osób ubogich. Najczęściej byli to oczywiście osoby pochodzenia polskiego. Chociaż w kartotekach Towarzystwa Dobroczynności Dam Polskich możemy również trafić na ubogich Niemców. Natomiast było to też takie pole, przy którym władze miejskie chętnie z tymi organizacjami dobroczynnymi współpracowały, jeżeli mogły, jeżeli chciały. Najczęściej chciały. Przykładowo, właśnie przy wspomnianej przeze mnie wcześniej epidemii cholery, władze miejskie wiedziały, że te polskie towarzystwa dobroczynne, te polskie organizacje mają większe zaufanie społeczne i to im będzie łatwiej trafić do ubogich mieszkających na przykład na Śródce w Poznaniu czy na Chwaliszewie. ponieważ po prostu Polacy byli tam znani, a do władz niemieckich tego zaufania po prostu nie było.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Tak, rozumiem. To właściwie wiele też wyjaśnia, że ta dobroczynność była taka oddolna, tak? Okej, wiemy, jak to było zorganizowane, wiemy, że powstają te towarzystwa, no dobrze, ale każda tego typu działalność potrzebuje pieniędzy, potrzebuje finansów. Skąd pozyskiwano fundusze na tą działalność dobroczynną?

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Myślę, że tutaj możemy tak naprawdę powiedzieć sobie o takich bardzo podstawowych rzeczach. Myślę, że o takich, które każdemu przyjdą na myśl, typu organizowano chociażby bale, organizowano przedstawienia, podczas których zbierano fundusze, organizowano nawet kwesty. Jedna z takich kwest odbyła się, to była w ogóle bardzo ciekawa kwesta, bo to była kwesta, która odbyła się w 1848 roku, wiosną. I była ona, zbierano wówczas pieniądze na rzecz więźniów osadzonych w Cytadeli Polaków, którzy walczyli w trakcie wiosny ludów na terenie Wielkopolski, tudzież w trakcie tak zwanego powstania, jednego z powstań wielkopolskich. No i jednak było to w jakiś sposób wystąpienie przeciwko tej pruskiej władzy. Z drugiej strony jednak ta pruska władza pozwoliła na to, żeby na rynku, na bocznych uliczkach wolontariuszki wyznaczone przez Celestynę Działyńską, zbierały pieniądze na tych więźniów osadzonych w Cytadeli Poznańskiej. I ja bardzo lubię podawać ten przykład, ponieważ to jest taka dobroczynność, taka forma dobroczynności, która tak naprawdę nie różni się w żaden sposób od współczesnych zbiórek, ponieważ wówczas nawet wolontariusze Celestyny Działyńskiej byli wyposażoni w identyfikatory. I co się okazało? W pewnym momencie do Celestyn Działyńskiej doszła informacja, że ktoś próbuje wyłudzić pieniądze, podając się za jej wolontariusze, a nie były to osoby przez nią uprawnione.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
W związku z tym wystosowała nawet apel. Tu mam fragment tego apelu. Napisała m.in. tak. Doszło do mnie, że w imieniu moim zbierano dzisiaj bułki i pieniądze dla więźniów naszych na fortecy. Dla zapobieżenia tak niegodziwemu nadużyciu, upraszam osoby chcące się do składki dla więźniów przyczynić, aby dawały tylko na kartkę z podpisem i pieczątką moją. Takie identyfikatory byśmy powiedzieli dzisiaj. Korzystam z tej sposobności dla podziękowania wszystkim, którzy przez moje ręce przynieśli ulgę nieszczęśliwym braciom naszym.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Tutaj można też dodać, że Trystyna Działyńska właśnie tutaj zbierała pieniądze i bułki dla tych więźniów, ale wśród osadzonych był także jej mąż, Tytus Działyński, który z kolei pisał do niej, że jest oburzony warunkami, w jakich żyje, bo m.in. nie ma w oknie firanek. Więc jednak ten dysonans się tutaj pojawiał. Jeżeli chodzi o jeszcze takie bardziej kreatywne sposoby na pozyskiwanie funduszy, to znowu odwołam się do tego wielkopolskiego przykładu. w 1866 roku, który już, jak wiemy, był świadkiem tej ogromnej epidemii cholery, wówczas też powódź przeszła przez Poznań. Więc ogólnie trochę taki rok katastrof. Właśnie Towarzystwo Pani Miłosierdzia św. Witętego Apaulo, to było też takie towarzystwo zasilane bardzo mocno przez wielkopolskie ziemianki.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
zorganizowało wystawę na korzyść ubogich w Pałacu Działyńskich. Główną inicjatorką była właśnie Celestyna Działyńska. Udało im się pozyskać tak naprawdę obrazy z trzech zaborów. Wśród nich znalazły się m.in. obrazy Simmlera, obrazy Branta, więc to był pierwszy raz tak naprawdę w Poznaniu można było podziwiać arcydzieła polskich mistrzów. W prasie nawet pojawiły się takie zapytania, czy może udałoby się, żeby Matejko coś przysłał, ale Matejko niestety nic nie wysłał. Nie wiemy, czy właściwie dotarła do niego ta prośba, czy może gdzieś zaginęła po drodze. Niemniej jednak tych obrazów było tyle, że trzy razy zmieniano ekspozycję w Pałacu Działońskich.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
udało się pozyskać całkiem sporo pieniędzy. Natomiast tutaj jeszcze jest taka ciekawostka, że cenę za wejście na tę wystawę dostosowano zarówno w taki sposób, żeby z jednej strony pozyskać jakieś fundusze na działalność Towarzystwa Pani Miłosierdzia, ale z drugiej strony, żeby była ona dostępna tak naprawdę dla każdego poznaniaka, żeby każdy mógł się z tymi arcydziełami malarskimi w Pałacu Działyńskich zapoznać. Ta wystawa trwała od jesieni aż do marca 1867 roku. Cieszyła się bardzo dużym Bardzo dużym zainteresowaniem, szczególnie wśród Polaków, oczywiście.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli tutaj mamy takie troszeczkę dwa w jednym, bo z jednej strony łączność ponad kordonami, przysłane są arcydzieła z trzech zaborów, tak jak Pani doktor powiedziała. Z drugiej strony zbieramy pieniądze na potrzeby Towarzystwa Świętego Wincentego Apaulo. I jeszcze mamy możliwość wejścia do tego pałacu i obejrzenia tej wystawy, czy też zmian na tej wystawie. Tak jak pani doktor powiedziała, te obrazy były trzykrotnie, tak?

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Tak, były trzykrotnie zmieniane. I tutaj, jeżeli ktoś był zainteresowany, to też w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej są dostępne katalogi z tej wystawy, więc można też sobie podejrzeć tam, jakie dokładnie obrazy się tam pojawiły. Plus warto też zaznaczyć, że tu tak jak Pani zauważyła, oprócz tej działalności stricte dobroczynnej, mamy też tę działalność, patriotyczną, bo jednak to jest jakieś kształcenie w zakresie chociażby historii Polski. Pojawia się tam m.in. obraz śmierci Hitmana Czarneckiego, więc oprócz takiej materialnej korzyści następuje też ta nauka w pewien sposób historii Polski, no i ma bardzo silny aspekt patriotyczny.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Czyli ta działalność dobroczynna jest tak naprawdę taka wielowarstwowa. To nie jest tylko stricte pomaganie, czy finansowe, czy materialne, ale właśnie jeszcze są wypełniane inne funkcje społeczne. dzięki tej działalności dobroczynnej. Wspomniała tutaj pani przede wszystkim o tych towarzystwach kobiecych. Czy to znaczy, że dobroczynność miała tylko kobiecą twarz?

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Miała on, jeżeli rozmawiamy o zaborze pruskim, to ona miała bardzo często twarz kobiecą. Ze względu na ustawę z 1850 roku, która zabraniała kobietom uczestnictwa w stowarzyszeniach o charakterze politycznym. Ta definicja była bardzo szeroka, w związku z tym najczęściej się okazywało, że jedyne organizacje, w jakich kobiety mogły działać, to były te o charakterze takim, można powiedzieć, czysto społecznym. Natomiast oczywiście nie tylko kobiety w dobroczynności działały. Tutaj oczywiście trzeba przytoczyć postać Karola Marcinkowskiego. To jest wprawdzie nieziemiany, ale bliski współpracownik ziemiaństwa wielkopolskiego, w tym między innymi samych Działyńskich. Celestyna Działyńska również współpracowała z jego organizacją. On będzie odpowiadał chociażby za pomoc medyczną.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Jego Towarzystwo ku wspieraniu ubogich i biednych, ono powstaje w 1845 roku. W tym samym roku, kilka miesięcy wcześniej, powstaje Towarzystwo Celestyny Działyńskiej. I Marcinkowski przede wszystkim to, co robi, to dzieli miasto na okręgi i stwarza funkcję takich wolontaryjnych lekarzy dla ubogich. Taka funkcja lekarzy dla ubogich działała już wcześniej w mieście. Ona działała jakby przy urzędzie. Natomiast sami ubodzy skarżyli się Marcinkowskiemu, że ci lekarze urzędowi, jakbyśmy to powiedzieli, byli bardzo kiepsko dostępni, często nie pojawiali się. Trudno było się do nich dostać. Generalnie system bardzo zawodził.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
W związku z czym Marcinkowski tworzy takie towarzystwo, które dzieli Poznań na kilkanaście okręgów. I tak jak wspomniałam przy okazji pierwszego pani pytania o tej opiece medycznej, to trzeba przyznać, że jeżeli chodzi o towarzystwo Marcinkowskiego i potem ludzi, którzy kontynuowali w jakiś sposób jego pracę, między innymi Ludwik Gąsiorowski, Teofil Matecki, To będą osoby, które były znakomicie wykształcone, jeżeli chodzi o nauki medyczne, były znakomitymi lekarzami. Poznaniacy, że tak powiem, z wyższych sfer bardzo często chcieli korzystać z ich usług, a mimo wszystko też praktykowali u ubogich i zawsze dla nich znaleźli czas. Jeżeli chodzi o tą męską dobroczynność, warto tutaj też powiedzieć o Towarzystwie Świętego Wincentego Apaulo. Niemielic Towarzystwem właśnie Pani Miłosierdzia Świętego Wincentego Apaulo to będzie towarzystwo typowo męskie i ono nawet w takich swoich statutach, takich dokumentach, wskazówkach dla członków tego towarzystwa Można było powiedzieć, że było bardzo sprofilowane genderowo, ponieważ ono głównie zajmowało się jednak opieką nad osobami chorymi, ale osobami chorymi płci męskiej. Było wskazane właśnie w tych wskazówkach dla członków, że np. młode kobiety mogą w jakiś sposób negatywnie wpływać na członków tego towarzystwa, w związku z tym tutaj nie należy za bardzo kusić na jakieś pokuszenie, wodzić na pokuszenie. W związku z tym, no, rzeczywiście ten podział genderowy był dość mocno zarysowany.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Natomiast warto też powiedzieć, że te wszystkie towarzystwa, o których ja wspominam, one współpracowały ze sobą, przyjmowały też często swoje funkcje, czyli w jakiś sposób ewoluowały.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Rozumiem. Czyli mamy tak, towarzystwa kobiece, towarzystwa męskie. A czy spotykamy jakieś towarzystwa koedukacyjne? oprócz tego, że te towarzysła ze sobą współpracują, czy jeszcze jakby na tym poziomie badań nie jesteśmy w stanie o tym powiedzieć?

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Jeżeli chodzi o Poznań, najczęściej to będą bardzo sprofilowane właśnie pod tym kątem genderowym. ale towarzystwem, które funkcjonowało ponad genderowo, jeżeli chodzi o inne zabory, było chociażby warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, które było założone przez Zofię Zamojską. Natomiast też mężczyźni tam również działali, współpracowali z tym towarzystwem.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Co więcej, chyba najczęściej to właśnie mężczyźni tam byli prezesami.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Tak, ale tutaj też trzeba powiedzieć, że te poznańskie towarzystwa też trochę miały z tym problem, to znaczy np. Towarzystwo Kobiece Świętego Wincentego a Paulo w Poznaniu, one też jakby podlegały arcybiskupowi i w jakiś sposób zawsze nad tą organizacją kobiecą był jakiś mężczyzna, A to jest bardzo ciekawe.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Więc… czyli te towarzystwa dobroczynne, ale zarówno męskie, jak i kobiece, były tak silnie związane z Kościołem, że to właśnie biskup sprawował pieczę nad tymi towarzystwami dobroczynnymi.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
To znowu zależy. Bo jeżeli znajdziemy również historię takich totalnie świeckich towarzystw dobroczynnych, takim przykładem było na przykład właśnie towarzystwo stworzone przez Karola Marcinkowskiego. Mało tego, oprócz tego, że ono było świeckie, to współpracowało zarówno z przedstawicielami społeczności żydowskiej, poznańskiej i społeczności protestanckiej w Poznaniu. To było takie, można powiedzieć, wyznaniowe, ponadnarodowe towarzystwo. Jeżeli chodzi o Towarzystwa Świętego Wincentego a Paolo, skupione wokół tej idei wincentyńskiej, to jednak były to towarzystwa, które po prostu były towarzystwami kościelnymi i w jakiś sposób pod te władze kościelne podlegały.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Pani doktor, teraz wiemy jak wyglądało pozyskiwanie funduszy, wiemy co to jest ta dobroczynność, wiemy jakie mamy towarzystwa. I cały czas tam się nam przywija, że no wiadomo, z obroczynności korzystają osoby, które są potrzebujące, które są biedne, które wymagają opieki, wsparcia. Właśnie. Jak to weryfikowano? Czy każdy po prostu mógł poprosić takie towarzystwo o pomoc? Czy były jakieś zasady udzielania, przyznawania tego wsparcia?

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Oczywiście. Były zasady formalne oraz były zasady nieformalne. Oczywiście te zasady nieformalne są dla nas jako badaczy i badaczek bardziej ciekawe, ponieważ możemy też poznać w pewien sposób, czy może nawet utwierdzić się w przekonaniu, jakie poglądy reprezentowała dana organizacja czy też dana osoba. Celestyna Działyńska, o której już wspomniałam wcześniej, prowadziła np. kartoteki. To był zwyczaj, który ona wyciągnęła, jakby… To był zwyczaj, który ona rozpoczęła jeszcze jak była w galicyjskich Oleszycach. To wynikało z tego, że Działyńscy przebywali w Galicji po tym, jak na majątek Tytusa Działyńskiego nałożono tej sekwestr W tych galicyjskich Oleszycach ona będzie miała takie swoje pierwsze wprawki, jeżeli chodzi o prowadzenie działalności dobroczynnej, zakładała m.in.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
szkółki. I jej córka, Jadwiga Zamoyska, pisze w swoich wspomnieniach o tym, że jej matka właśnie miała takie kartoteki i jeżeli ktoś na przykład zwracał się po raz drugi o pomoc i chciał jakby tego samego, to w tym momencie jej matka potrafiła wyciągnąć taką kartę i powiedzieć, a pan tutaj tego i tego dnia już się starał o taką i taką pomoc i ja panu dałam to i to. I Celstyna Zamoyska, kiedy wraca, kiedy już może wrócić do Wielkopolski… Pani doktor, jeszcze chwilę.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Spróbujmy króciutko powiedzieć, na czym polegał sekwestr.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Na majątki Tytusa Działyńskiego zostały one po prostu objęte karą. Tytus Działyński jakby je stracił, nie mógł w nich przebywać, musiał też uciekać z Wielkopolski i to wszystko było jakby konsekwencją tego, że wziął udział w powstaniu listopadowym. Więc kiedy Działyńska przyjeżdża, już może prowadzić legalną organizację dobroczynną na terenie Poznania, na terenie Wielkopolski, to takie kartoteki sobie również zakłada. I tam mamy bardzo jasne pokazane, kto taką pomoc mógł się starać, komu taka pomoc była udzielana, a komu taka pomoc była w jakiś sposób odmawiana. No i co wynika nam z tych kartotek? Przede wszystkim najczęściej o tę pomoc starały się kobiety. Ponad 70% beneficjentów towarzystwa to były właśnie To były właśnie kobiety. No i niestety na wiek XIX nie jest to po prostu nic dziwnego. To będą kobiety, których mężowie np.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
stracili pracę, których mężowie się rozchorowali, nie mogli utrzymywać domu. To były wreszcie kobiety, które po prostu tych mężów gdzieś straciły w jakichś wypadkach. Zostały po prostu wdowami i nie miały z czego utrzymać swojej rodziny. Jak ta pomoc była weryfikowana? Była weryfikowana poprzez system tych wolontariuszek. To znaczy, że jeżeli zgłaszała się taka osoba do towarzystwa z prośbą o pomoc, i mówiła na przykład, że ma do wyżywienia dwójkę dzieci, mąż właśnie umarł, ona biedna nie ma pieniędzy nawet na to, żeby wyprawić pogrzeb, no to zwykle do takiej osoby była oddelegowana odpowiednia wolontariuszka, to towarzystwo też miało poznań podzielone na okręgi, więc konkretny obszar podlegał pod konkretną panią z tego towarzystwa, no i ta wolontariuszka po prostu weryfikowała, czy rzeczywiście jest tam te dwójka dzieci, czy rzeczywiście ten mąż nie żyje. W większości przypadków to, co powiedziała osoba starająca się o pomoc, to była prawda, ale zdarzało się, że na przykład okazywało się, że przychodziła z dzieckiem, które pożyczyła od sąsiadki. albo okazywało się, że wdowa po kilku miesiącach okazywało się, że wcale wdową nie jest mąż, żyje i ma się całkiem dobrze. To wszystko w tych kartotekach było odnotowywane.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Trzeba przyznać, że ten system wydaje mi się, że działał dość sprawnie, to znaczy rzeczywiście te próby jakichś oszustw, wyłudzania były wyłapywane, natomiast były też bardzo często doceniane osoby, które rzeczywiście chciały w jakiś sposób wpłynąć na swój byt. Wspomniałam wcześniej chociażby o tym instytucie położniczym, Mieścił się w Poznaniu. W kartatekach często możemy znaleźć historię dziewcząt, które przyjeżdżały z prowincji, żeby się w tym instytucie kształcić. I prosiły np. o pomoc w… Prosiły np. o pieniądze na to, żeby mieć po prostu pieniądze na wynajem mieszkania w Poznaniu. Bo to po prostu były dla nich bardzo, bardzo duże koszty.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Z tym Instytutem Położniczym też wiąże się taka historia weryfikacji celestyny, to znaczy ona tam sobie odnotowała na swojej karteczce dotyczącej jednej z dziewczyn, że ona musi tam pójść i sprawdzić, czy ta dziewczyna jest w ogóle warta jakiejkolwiek inwestycji. No brutalne bardzo. Ale rzeczywiście musiała to zweryfikować, bo pojawiła się tam adnotacja, że w Instytucie ją chwalą, więc warto tutaj jej tej pomocy udzielić, żeby mogła się na tą akuszerkę kształcić. Ja przygotowałam sobie tutaj jeden z takich opisów, który właśnie Celestyna przygotowywała. To jest opis Rozali Grzegorzewskiej. Wdowa ma lat 64, usługiwała dawniej po dworach, słabowita, nic zarobić już nie może. Obiecała jej pani Umińska, czyli jedna z pań pracujących w towarzystwie, od towarzystwa naszego 4 zł na miesiąc od początku października 1846 roku. W początku zimy rękę sobie złamała, leży sama pod dachem w małej komóreczce, niesłychanie ubogo, a i tak czysto i porządnie, jak tylko można.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Bardzo mi się ta kobieta podoba”. I to jest, można powiedzieć, taki bardzo, bardzo znamienny opis, jeżeli chodzi o te opisy, które Celestyna np. wywołała, to znaczy zawsze starała się odnotować stan, cywilny wiek. ale też weryfikowała, w jakim stanie jest gospodarstwo domowe. I jakby starała się zawsze odnotować, dlaczego w jakiś sposób nie są pozyskiwane fundusze, dlaczego dana osoba na przykład nie pracuje. No tutaj mamy akurat informację, że ma złamaną rękę, w związku z tym nie.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Może… Jest słabego zdrowia.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Tak, nie może sama na siebie zarobić.

Dr Ewelina Kostrzewska:
A te 4 złoty miesięcznie to było dużo, mało, średnio?

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
To było według Towarzystwa Dobroczynności Dam Polskich odpowiednia kwota, to znaczy w przypadku, podam taki przelicznik, że ono jakby uważało, że za 2 złoty tygodniowo jest w stanie wyżywić się czteroosobowa rodzina, czyli mąż, żona i dwójka małych dzieci. W dokumentach towarzystwa tam są całe przeliczniki, przy czym zakładano, że na przykład chleb zwykle w te dwa złote się nie wliczał, on był po prostu otrzymywany z drugiego źródła, ponieważ ta pomoc mogła być albo właśnie w formie pieniężnej, albo mogła być to po prostu pomoc w stylu kilo ziemniaków, chleb, czy tam jakaś sztuka mięsa czasami się nawet zdarzała, Czyli jeden.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Rodzaj pomocy nie wykluczał drugiej.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Tak, znajdziemy w kartotekach informacje np. o tym, że dana rodzina właśnie otrzymała 4 zł na dwa tygodnie, plus np. zaobserwowano, że dziecko miało zniszczony fartuszek, to od razu np. dodawano fartuch. Bardzo często też oferowano na przykład pracę. Te poznańskie towarzystwa na przykład miały własną szwalnię. Męskie towarzystwo Vincentego a Paolo nawiązało w ogóle kontakt z takim dość dużym handlem, który znajdował się nieopodal starego rynku, gdzie sprzedawano koszule, które były szyte przez ubogich. I te koszule w ogóle też były oznaczone takim stemplem praca ubogich, żeby osoba, która je zakupiła, wiedziała, że w jakiś sposób też wspiera to towarzystwo i wspiera pracę najuboższych mieszkańców.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Bardzo dziękuję. Mam takie poczucie, słuchając tej narracji, tej opowieści, że to było wszystko bardzo dobrze zorganizowane, że to było bardzo uporządkowane i ta pomoc była taka planowa.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Tak, to znaczy wiadomo, że zdarzały się nagłe przypadki, zdarzały się, tak jak wspomniałam, epidemie, zdarzały się powodzie, chociaż wiadomo, że one nawiedzały ten Poznań w XIX wieku, to mimo wszystko były wykształcone pewne procedury, które miały zadziałać w trakcie takich nagłych wypadków. Nie przypominam sobie, żeby coś jakieś towarzystwo tak bardzo zaskoczyło. Wiadomo, że w przypadku kryzysów ta pomoc na początku była taka bardzo nieuporządkowana, ale nawet w przypadku tego 1848 roku, Toczą się pewne na małą skalę jednak działania wojenne w Wielkopolsce. To nawet tam na przykład znalazłam informację o tym, że na przykład zapewniono pomoc pogorzelcom z terenu tych działań, czy osobom, które w jakiś sposób straciły dach nad głową, czy kobietom, których mężowie właśnie zostali osadzeni w cytadeli. Więc ta pomoc była taka naprawdę wielopłaszczyznowa.

Dr Ewelina Kostrzewska:
Bardzo dziękuję za te wyjaśnienia. Myślę, że wszyscy zrozumieliśmy, na czym polegała dobroczynność w wieku XIX i też skupiliśmy uwagę na tej specyfice tutaj poznańskiego, bo to jest istotne. Dziękuję pani doktor za przyjęcie zaproszenia i możliwość rozmowy. Państwu dziękuję za wysłuchanie i obejrzenie naszego podcastu. Zapraszam do przejrzenia strony Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy i odsłuchania kolejnych naszych rozmów dotyczących świata ziemiańskiego. Dziękuję i do zobaczenia.

Dr Agata Łysakowska-Trzoss:
Dziękuję bardzo.