W czasie Adwentu kilka dni było szczególnie ważnych. Dla dorosłych duże znaczenie miał dzień 4 ego grudnia czyli dzień św. Barbary, patronki trudnej pracy m.in. górników, żeglarzy i flisaków. Tego dnia bacznie obserwowano pogodę – uważano, że właśnie rozpoczyna się okres śnieżyc i mrozu. Zgodnie z powiedzeniem „Święta Barbara po lodzie, Boże Narodzenie po wodzie”, próbowano przewidzieć jakie będą zbliżające się święta. Bardzo martwiono się, gdy okazywało się, że nie będą one prawdopodobnie śnieżne. Dzieci natomiast z niecierpliwością oczekiwały 6 grudnia – dnia św. Mikołaja, kiedy to otrzymywały podarunki. Tradycja ta, wyglądała różnie w zależności od regionu kraju. W Wielkopolsce dzień wcześniej dzieci czyściły i pastowały buty, ustawiając je następnie w równym rzędzie, by w nocy Mikołaj mógł umieścić w nich prezenty. Na wschodzie kraju natomiast najstarsza osoba z otoczenia odwiedzała dzieci w przebraniu, odpytując je z wierszy, pisania i czytania. Dopiero po tym egzaminie wręczane były niespodzianki. Sporadycznie prezentami mikołajowymi były zabawki (te otrzymywano dopiero pod choinkę), najczęściej otrzymywano słodycze i owoce, które tego dnia można było jeść bez ograniczeń – miedzy innymi słodkie figi, mandarynki, kolorowe marcepanowe owoce, kawowe cukierki Wedla oraz tzw. Pędzle Matejki, czyli grube wałki z cukru o smaku landrynki. Od 13 grudnia, czyli od dnia św. Łucji (patronki ociemniałych, niewidomych) – dzień ten uważano za najkrótszy w roku, a święta Łucja przynosiła światło i nadzieję. Zwyczajowo od tego dnia dekorowano dwory, a nieprzestrzeganie tego terminu powodowało niezgodę w rodzinie. Przewidywano także pogodę na nadchodzący rok na podstawie 12 dni, które pozostawały do Bożego Narodzenia.
Okres przedświąteczny wiązał się przede wszystkim z obrzędami religijnymi, które były podstawą funkcjonowania każdego ziemiańskiego dworu. Grudniowe poranki rozpoczynały się niezwykle wcześnie, ponieważ codziennie uczestniczono w roratach – nabożeństwach błagalnych o przyjście Zbawiciela Świata. W zależności od drogi, jaką trzeba było pokonać do kościoła, nieraz trzeba było wstać nawet o 5 rano. W roratach uczestniczyły przede wszystkim kobiety i dzieci, dla których były to niezapomniane przeżycia ze względu na aurę, jaką tworzyły latarnie i lampiony oświetlające wszechogarniający mrok.
Grudniowe dni były bardzo pracowite dla wszystkim mieszkańców dworów. Panie domu nadzorowały kucharzy i gospodynie przygotowujące świąteczne potrawy. Wiele z nich wymagało wcześniejszego przyrządzenia składników, tak by na Wigilię wydobyć najlepszy smak potraw. W pierwszej kolejności, zaraz po świniobiciu, zajmowano się obróbką mięsa, wędzeniem wędlin i pieczeniem pasztetów. Zwykle wcześniej wypiekano także pierniki i świąteczne ciasta. Po potrzebne składniki podróżowano do miasta. Przystrojone świątecznymi witrynami sklepy zachęcały do zakupów. Była to wielka wyprawa, w którą zazwyczaj udawano się całą rodziną. Poza sprawunkami spożywczymi kupowano też prezenty (głównie zabawki, części garderoby, ale także słodycze, owoce i bakalie), produkty do tworzenia ozdób świątecznych, odwiedzano również rodzinę i przyjaciół, którzy nie byli zaproszeni na wigilijną wieczerzę. Do osób z dalszych regionów kraju wysyłano kartki świąteczne, które nadawano na poczcie.
Okres przygotowań mijał bardzo szybko. Szczególnie intensywne były ostatnie dni przed świętami, kiedy to dochodziło jeszcze poszukiwanie choinki, pakowanie prezentów i coraz bardziej intensywne prace w dworskiej kuchni.
